poniedziałek, 18 listopada 2013

Zagubione wspomnienie

    Niestety to jest ostatnie opowiadanie z Kurosza. Jest, myślę odpowiednio długie i wciągające, ale..z błędami to nigdy nic nie wiadomo ;p Na zakończenie dodam jeszcze, że jest to ciąg dalszy, co działo się, gdy Ciel był już demonem? Kto był jego kolejną ofiarą? Odpowiedz  znajdziecie właśnie tu! Zatem życzę miłej lektury :)
***********************************************************************************************************************************************

''Anioł Samotności 
Anioł Samotności ...
to On mnie dręczy ..
nie daje spokoju ani chwili wytchnienia...
jest cały czas przy mnie
nie opuszcza nawet na krok...
Anioł ten dzieli się ze mną wszystkimi swoimi uczuciami...
tym czego ma najwięcej,...
czyli samotnością...
ta samotność powoli mnie zabija...
zabija to co jeszcze we mnie pozostało...
cieszy się z tego...
powoli upadam....
lecz ja wiem ze przyjdzie jeszcze taki dzień ....
gdy przeciwstawię mu się ...
Podniosę się....
narodze na nowo...
a On odejdzie ode mnie ....
zniknie ...
On ten sam Anioł...
Anioł Samotności....''


     Ciel Phantomhive, hrabia, posiadacz ogromnej firmy Fantom. Jeszcze do niedawna zwykłe, dwunastoletnie dziecko. Wszystko to jednak odpłynęło w dal, jaśniejącą jeszcze niedawno przeszłość. Co takiego się zdarzyło? Czy nie lepiej było odejść z tego świata w męczarniach?....teraz chłopiec nie jest już człowiekiem, a demonem. Żywi się duszami naiwnych. Ludzie...tak, oni w potrzebie złapią się nawet najcieńszej nici ratunku.Byleby tylko wydostać się z problemów i rozpaczy. Przez to właśnie są tacy naiwni.
      Na razie Ciel pożarł już jedną duszę. Ale wciąż było mu mało. Sebastian był zawsze przy nim. Udzielał cennych wskazówek, porad. Sam z resztą tez musiał się czymś żywić. Następną duszą postanowili się podzielić.
      James Taslow miał 19 lat, brązowe włosy, szare oczy i zawsze uśmiech na twarzy. Ten chłopak miał w sobie coś nader niespotykanego. W każdej złej chwili w życiu umiał się uśmiechnąć, znaleźć choć troczę optymizmu. Żył zawsze pełnią życia, cieszył się z każdego promienia słońca, z każdego źdźbła trawy, z każdej kropli deszczu. Wielu mu tego zazdrościło...
      Ludzie potrafią być okrutni. Jeśli niektórych spotka nieszczęście, oni także zadają  ból innym, mszcząc się. Inni robią to po prostu dla zabawy. Niszczą spokojne chwile, szczęśliwe rodziny, bo im samym tego brakuje. Te dziwne istoty, zwane potocznie ludźmi  nie wiedzą, co to jest miłość, troska czy poświęcenie. Tacy właśnie ludzie zniszczyli szczęście James'a.
      James miał narzeczoną. Była ona bardzo piękna. Najpiękniejsza w całej wiosce. Chłopak zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia i oświadczył. Dziewczyna przyjęła oświadczyny. I cóż w tej historii jest złe, czy smutne? A to, że ta jasnowłosa, o mlecznej cerze, zielonych oczach dziewczyna wcale nie kochała James'a. Zgodziła się wyjść za niego tylko z powodów finansowych. Brązowowłosy był, nie dość, że dobry, to jeszcze bogaty. Został oszukany. Przez kogoś, kogo kochał ponad życie. To jednak nie był jeszcze koniec. Pół roku po ślubie, małżonka chłopaka zaczęła go zdradzać. Nie ważne z kim, dla niej liczyło się tylko zaspokojenie swoich chorych żądz. Brała od męża pieniądze i kiedy ten wychodził do pracy, ona wychodziła i cały dzień, niekiedy nawet i noc, bawiła się do upadłego z różnymi, innymi mężczyznami. Tasow o niczym nie wiedział. Ten toksyczny związek trwał dość krótko. Półtora roku po ślubie chłopak nakrył swoją żonę z innym. Ona nawet nie próbowała mu nic wyjaśniać. James kochał ja jednak nadal i chciał, żeby do niego wróciła. Niestety tydzień później znaleziono jej roznegliżowane zwłoki w szopie sąsiada. Sam sąsiad nie był niczemu winny. To grupa od dawna nienawidzących dziewczyny, mężczyzn ,niemalże mafia, pozbawiła jej życia i resztek godności.
      Taslow mógł wybaczyć wszystko. Wszystko tylko nie to, co tamci ludzie zrobili z jego żoną. Pomimo jej licznych zdrad kochał ją. Kochał zawsze, nikogo innego, jak ją. I przed i po jej zabójstwie. James poprzysiągł zemstę. Z pogodnego, lubianego i powszechnie znanego, zamienił się we wrak człowieka. Tęsknił do umarłej żony.
       - Sebastianie, czujesz to?- zapytał Ciel do stojącego do niego tyłem mężczyzny.
- Ta woń...może oznaczać tylko jedno. Zbierajmy się paniczu. - odpowiedział czarnowłosy.
- Tak...- wyszeptał hrabia i razem podążyli w ślad za przyszłą ofiarą.
       James siedział w domu. Już od ponad 3 tygodni z niego nie wychodził. Tak bardzo pragnął śmierci tamtych ludzi! Jednak zbawienie nie przychodziło. Az do teraz. 
       Okno niespodziewanie otworzyło się, a do ciemnego pomieszczenia w którym znajdował się chłopak, weszły dwa demony. Zarówno jak Cielowi, tak i Sebastianowi rozbłysły czerwienią.
- Cierpisz w ukryciu...Myśl o śmierci tamtych ludzi nie daje ci spokoju... - powiedział cicho Ciel. James spojrzał zszokowany w stronę "intruzów". Było to dość dziwne, ale..nie bał się. Wydawało mu się, jakby właśnie od dawna czekał na ten moment. - To wszystko jest w twoim sercu. Ono krzyczało wręcz do mnie. Ulżyj sobie. 
- Zrobimy, co rozkażesz. - dodał Sebastian. Światło księżyca padało teraz na twarz młodzieńca.
- Możecie sprawić, że tamci ludzie...umrą? - zapytał z niedowierzaniem James. 
- To i nie tylko. - odpowiedział Ciel. - Więc....czego pragniesz?
- Ej, chwila moment...Nic na tym świecie nie jest za darmo. Nauczyłem się już tego. Czego więc chcecie w zamian? - zapytał James.
- Ah, to nic takiego...to drobnostka....wystarczy, że w zamian...oddasz nam  swoją duszę. - odpowiedział Sebastian.
- C-CO?! - zdziwił się chłopak. - K-Kim wy w ogóle jesteście, skoro żądacie takiej rzeczy...? Czyżby...
- Tak, jesteśmy demonami. - przerwał Ciel.
- Ale to nie zmienia faktu, że zrobimy, cokolwiek rozkażesz.- dodał Michaelis.
- Ale...nie możecie przywrócić życia mojej żonie...? - zapytał brązowowłosy, choć tak na prawdę już dobrze znał odpowiedź. Demony nie miały aż takiej mocy.
- Niestety nie. Możemy jednak sprawić, by tamci ludzie cierpieli tak jak ty, a nawet bardziej....Co ty na to? - ponaglał Ciel. Byli już o krok od zawarcia paktu. 
- Ja...ja...jestem taki samotny! Po jej śmierci...wiem, że mnie zdradzała, ale ja nie potrafiłem od niej odejść... Czemu?! Czemu ten Anioł samotności nie chce odejść??? - wybuchnął Taslow.
- My możemy sprawić, że odejdzie...powiedz tylko, że chcesz, abyśmy ci usługiwali! - kusił starszy demon.
- Ja...dobrze! Róbcie, cokolwiek wam rozkażę! Zrzekam się mojej duszy na niekorzyść moich wrogów! - przysiągł James. Pakt został zawarty. Dwa demony uśmiechnęły się chytrze i umieściły nad prawym okiem na czole znak symbolizujący ich przymierze.
       Mafię odpowiedzialną za zabójstwo Susan Taslow demony odnalazły bardzo szybko. Znajdowała się ona w opuszczonym domu, na obrzeżach miasteczka w którym mieszkał James. Brązowowłosy stanął pod drzwiami domku. W ślad za nim podążyli Ciel i Sebastian. Chłopak zaczął podsłuchiwać. Usłyszał tylko urywki z rozmowy mafii.
-....tak...dobrze, że nie wsadzili nas za to do więzienia!
- Bill, debilu, przecież nawet policja się nas boi!
-...hahah! Racja, John! A co do niej...
- ..mi nawet nie żal tej.....!
- Hhaha! Mnie tak samo! - bez wątpienia. Rozmawiali o żonie James'a. Tego chłopak już nie wytrzymał. Wahał się nad tym, czy pozbawić ich życia, ale ostatecznie zadecydował :
- Ciel, Sebastian...zabijcie ich wszystkich! - rozkazał.
- Yes, Our Lord! - odpowiedzieli w tej samej chwili i weszli do domu. Ciel i Sebastian. Chwilę później ostatni człowiek z mafii upadł nie żywy na ziemię. Tak skończyli ludzie, którzy zniszczyli szczęście Jamesa. Sam chłopak miał jednak za słabą psychikę na to wszystko....
       "Ja...ja zabiłem...to przeze mnie...oni...nie żyją...." - myślał roztrzęsiony tym wszystkim Taslow. Był już w domu. Oczywiście z Sebastianem i Cielem. Oni jednak nie zwracali najmniejszej uwagi na swą ofiarę. Czekali. Wiedzieli, że czas dobiegł końca. "Przecież tamci ludzie...oni tez mieli rodziny! A zabijając ich, stałem się taki jak oni sami! Jestem Potworem! To...to..."
- Nie wytrzymam!! - wykrzyknął nagle szarooki. - Błagam, zróbcie coś!
- Co takiego sobie życzysz, panie? - zapytał spokojnie starszy demon.
- Powiedziałeś, że nie możecie ożywić nikogo, kto umarł, ale...czy możecie sprawić, by choć na chwilę dusza tej osoby się tu pokazała? - zapytał roztrzęsiony.
- Hmm...ciekawe pytanie...To zależy.
- Od czego? - dopytywał się człowiek.
- Od tego, gdzie znajduje się obecnie dusza tej osoby...
- Możecie to sprawdzić?
- Nie "możecie", ale 'zróbcie to" - naprostował Ciel. Chwilę później już znał odpowiedź. - Susan Taslow...ona jest w piekle. - skwitował cicho i spokojnie. Tak jak miał to w zwyczaju, gdy był jeszcze człowiekiem...
- No i?
- Myślę, że możemy spróbować ją przywołać. Ale to duuużo wykracza poza normę. - uprzedził Sebastian.
- Co mnie za to czeka?
- Natychmiastowa śmierć i utrata duszy. - odpowiedział Ciel.
- A więc dobrze. Zgadzam się. Przywołajcie ją.
- Yes, our Lord! - nagle w ciemnym pokoju rozbłysło potężne światło. Dusza zmarłej wróciła na chwilę, na ten świat.
- James....Przepraszam...Tak bardzo przepraszam.... - wyjąkała dziewczyna z długimi, złotymi włosami, zielonymi oczami i...będąca duszą.
- Susan! To ja przepraszam! Zabiłem ich! Teraz...jestem taki samotny! Oddałem niemalże dusze diabłu....A to przez to, że tak cie kocham....
- James...ja ciebie..... - i równie szybko jak zjawa się pojawiła, znikła.
- To..to koniec? - zapytał oniemiały młodzieniec. 'W takiej chwili!'' - myślał.
- Dla ciebie jak najbardziej... - mruknął cicho Ciel.
*
       Znajdowali się już na owej wyspie. W tym właśnie miejscu James musiał pożegnać się, zgodnie z umową, ze swoją duszą.
- Będzie bolało? - zapytał jeszcze na koniec.
- Tak.Bardzo. - potwierdził Ciel i przybliżył usta do ust mężczyzny.
- Tylko zostaw coś dla mnie. - uprzedził Sebastian.
- Tak....- chwilę później wyspę wypełnił nieludzki krzyk wydzieranej duszy.
*
      Oba demony były już dawno po posiłku. W chwili obecnej odpoczywały na polanie. Była noc, a świat w którym przebywali już od dawna nie należał do ludzi.
- Pamiętasz tego Jamesa? Taslowa? - zapytał szeptem Ciel.
- Mmm.. - potwierdził mruknięciem Sebastian.
- On kochał swoją żonę, chodziarz ta go zdradzała. Ja bym tak nie potrafił.
- Wystarczy, że potrafiłeś go oszukać, paniczu. - rzekł tajemniczo czarnowłosy.
- Chodzi ci o to, że wtedy ta dusza...była podrobiona? Hahaha...nie rozśmieszaj mnie. Powinien był się sam domyślić.
- Może masz i rację....a może nie powinieneś tego robić? W każdym razie...ciesze się, że przemieniłem cię w demona...
- A co, nie poradziłbyś sobie? - zakpił Ciel.
- Nie o to chodzi...Gdyby nie ty nigdy nie zapamiętałbym tamtych wspomnień...
- I co teraz? - przerwał Ciel. - Co teraz?
- Powspominamy jeszcze, a potem...zbudujemy nowy świat, paniczu. Ale tym razem bez zbędnego cierpienia... - odrzekł Sebastian i zamknął oczy.




*********************************************************************************************************************
    To ostatnie opowiadanie z Kuroshitsuji. Mam nadzieję, że się podoba :)
    Za dwa tygodnie zaczynamy Bleach'a!!!


wtorek, 5 listopada 2013

Zakochany demon cz.5 (koniec)

     Lady Jennifer, córka siostry matki Ciela Phantomhiva, spędziła w rezydencji młodego hrabi, tydzień. Zostałaby dłużej, ale nalegała na wcześniejszy wyjazd. Bała się, że może sprawić znowu jakiś "problem". Ostatni dzień jej pobytu miał zakończyć się pożegnalnym obiadem i dziewczyna miała wyjechać.
     Właśnie nadszedł czas uroczystego obiadu. Podano mnóstwo pysznego jedzenia. Sebastian postarał się jak nigdy. Oczywiście, na rozkaz Ciela.
- Kiedy przyjedziesz do nas znowu? - zagadnął hrabia podczas deseru.
- W najbliższym czasie. Teraz nie chcę sprawiać więcej problemów.
- Myślałem,że wszystko jest jasne : To nie twoja wina. Więc może jednak zostaniesz?
- Nie, naprawdę, nie mogłabym. Poza tym zostawiłam całą rezydencję w rekach nie w pełni wykwalifikowanej służby. Boję się, co zostanę po powrocie.
- To zupełnie jak ja...- mruknął hrabia. Na szczęście nikt tego nie usłyszał
     Po obiedzie wszyscy z rezydencji zgromadzili się przy bramie głównej. Czekali na Jennifer, która miała właśnie wyjechać. Dziewczyna powiedziała, że jeszcze musi coś załatwić i zaraz przyjdzie...
     Lady poszła poszukać Sebastiana, który nie stawił się przy bramie jak wszyscy. Po 15 minutach odnalazła go wreszcie w kuchni.  Siedział przy stole, wpatrzony w okno, tak jak zaledwie kilka dni temu ona sama. Podeszła do niego cicho i przytuliła od tyłu.
- Czy coś się panience stało?
- Czemu nie przyszedłeś? - szepnęła Lady.
- Nie lubię pożegnań. - była to prawda. Sebastian nie chciał się z nią żegnać. Chciał, żeby została.
- Każde pożegnanie jest początkiem czegoś nowego.
- Prawda. - potwierdził. Mimo wszystko nie patrzył jej w oczy. Co się z nim do cholery dzieje?! Jest demonem, nie czułym stworzeniem wysysającym z ludzi ich dusze, gdy ich kontrakt się dopełni. "Czemu więc tak się czuję?" - myślał. "Czemu mi na niej zależy? Czemu chcę, żeby została? Czemu ją..kocham? perzcież jestem demonem! To niemożliwe!!! Chyba, że...." - Sebastian już słyszał niegdyś o tym od innych demonów. Jego natura uległa zmianie. Zbyt długo już tu przebywał. Zbyt długo nic nie jadł. Wtedy to mu się przypomniało : "pamiętaj, jeśli za długo będziesz przebywać w świecie ludzi, o pustym żołądku, twoja natura może ulec zmianie. Jest tylko jedno lekarstwo : gdy poczujesz jakąkolwiek sympatie do czegokolwiek w tamtym świecie, po prostu zniszcz tą rzecz. W przeciwnym razie sam ulegniesz zniszczeniu."...
- Sebastianie?
- A-ah tak..zamyśliłem się. Przepraszam. A teraz już idź. Wszyscy czekają.
- A-ale...
- Proszę iść! - prawie krzyknął Sebastian.
- Dobrze. - powiedziała obrażona Lady i wyszła, pozostawiając lokaja sam na sam z jego czarnymi myślami. To był jedyny sposób...
     * * *
     " I nie przyszedł. Może za dużo od niego wymagałam? W końcu on też ma swoje życie, zajęcia, zwyczaje..." - Jennifer jechała już karetą do domu, wciąż myśląc o lokaju. "Czy coś nas łączyło...?
    Nagle cały powóz się zatrząsł.
- Co to? - zawołała lady do woźnicy, ale nie usłyszała odpowiedzi. Powóz stanął. Zrobiło się jakoś ciemno i chłodno. Po chwili ktoś wszedł do środka.
- Seba...- nie zdążyła nic więcej powiedzieć. Coś ostrego i cienkiego przebiło jej pierś zadając niesamowity ból. Nóż. Dziewczyna zakrztusiła się krwią, która podeszła jej do gardła. po chwili oczy jej się zamknęły i nie czuła już niczego...
- Przepraszam. - mruknął Sebastian z obojętną miną. Jego oczy mieniły się szkarłatną czerwienią. Wyszedł, pozostawiając w karecie trupa dziewczyny, któremu jeszcze jedna, ostatnia łza spłynęła powoli po prawym policzku. To była dziewczyna, którą tak kochał.


*******************************************************************************************************************************************************
    Przepraszam Was serdecznie, że musieliście tytle czekać na ten rozdział, ale szczerze powiedziawszy już mi się nie chciało XD. Następne opowiadanie kończące Kurosza dodam za dwa tygodnie, w poniedziałek.
    A co do tego opowiadania, to czy zauważyliście, że strasznie dużo tu myśli bohaterów? A najlepsze jest to, że strasznie nie lubię ich pisać. Nie wiem, dlaczego. Tak jest i już.
    Strasznie długo zastanawiałam się jakie zakończenie napisać. W końcu jednak zdecydowałam się na te dramatyczne :3. Nie wiem czy to dobrze, poddaje to waszej ocenie, ale dla mnie Kuroshitsuji to anime tak mroczne, że nie powinny nawet opowiadania z niego dobrze kończyć :) 
    Mam jeszcze takie pytanie i czekam na odpowiedź w komentarzach : oglądaliście Bleacha? Jeśli tak, to jaka jest wasza ulubiona postać? (może być tylko jedna). Ja swoją zdradzę przy następnym opowiadaniu :3
  
 Ale ja się tu rozpisałam... -_-

 Shura1200 >.<