W zasadzie nie powinnam robić tylu wykrzykników, bo nie jest to, aż tak ważna sprawa, ale chciałam przykuć jakoś waszą uwagę. Udało mi się? W każdym razie przejdę do tematu... Ostatnio jakoś za dużo nie pisałam. To znaczy od 20 do eee...chyba 27. Chciałam się usprawiedliwić. Byłam na zielonej szkole :). Ale jest jeszcze taka sprawa... w ten długi weekend - Boże Ciało prawdopodobnie też nie będę pisać, ponieważ jadę do babci. Odpocząć. Byłabym wdzięczna za wyrozumiałość. ♥
Następnie... jak widać dopracowałam bloga. Trochę mi to zajęło, ale wreszcie wygląda tak, jak chciałam żeby wyglądał. Dodałam nawet muzyczkę! Cieszę się tym ogromnie. Mam nadzieję, że wy też... :)
Ostatnia sprawa... Dziękuję wszystkim za komentarze. Co prawda jest ich niewiele, ale są moim prawdziwym skarbem i otuchą. Dziękuję, za upomnienia, krytyki, ale i za słowa pochwały. Dla was będę sie bardzo starć!!!
Opowiadania z anime Kuroshitsuji, ale znajdziecie tu też opka z Ao no exorcist!
wtorek, 28 maja 2013
Demoniczny magnetyzm
Moja matką była ziemianka o niespotykanej wręcz urodzie. Zmarła w miesiąc po urodzeniu mnie i mojej młodszej siostry, Naomi.
Ojcem naszym nie jest jednak człowiek... Z resztą ja tez nim nie jestem. Urodziłam się w godzinę przed siostrą i tylko ja odziedziczyłam demoniczne moce...czarne płomienie...
Astaroth - jeden z najwierniejszych sług szatana. Jestem jego córka. Naomi tez, ale tylko "umownie".
Dziwnie by wyglądało, gdybym szła po ulicy, a towarzyszyłyby mi czarne płomyki, prawda? Tak więc moja matka zaklęła moja prawdziwą moc w magicznym naszyjniku, na którym złożyła pieczęć, poświęcając własne życie, aby móc mnie chronić. Do niedawna byłam jeszcze bezpieczna. Rok temu jednak stało się coś co miało na zawsze odmienić moje życie. Moja prawdziwa natura przebudziła się i teraz nie było łatwo ja poskromić...
Na początku wahałam się czy powiedzieć o tym Naomi. W końcu się zdecydowałam. Opowiedziałam jej wszystko. Nigdy nie miałyśmy przed sobą żadnych sekretów. Dlaczego tym razem miało być inaczej? Okazało się jednak, że o wszystkim wiedziała. Dużo mnie obserwowała, a raz nawet zobaczyła, jak zamieniam się w demona, bo wtedy uszy i zęby wydłużały mi się, wyrastał ogon i skrzydła. Jednak kiedy z powrotem zapięłam naszyjnik, prawie wszystko znikało. Pozostawały jedynie zęby i uszy minimalnie wydłużone, oraz ogon, który chowam pod bluzką. W każdym razie, siostra, choć młodsza, stanowi dla mnie ogromną podporę w życiu. Nie wiem jakby potoczyły się moje losy, gdyby nie ona.
Po śmierci matki nie miał się kto nami zająć. Nie wspominam tu już nawet o moim ojcu, którego w naszym świecie nie było. Postanowiono w końcu, że trafimy z siostrą do rodziny zastępczej, gdzie wychowają mnie jak człowieka. Nie chcę jednak o tym pisać. Sprawia mi to zbyt duży ból. To był po prostu koszmar. Chociaż byłam starsza, to Naomi zawsze była tą mądrzejszą i odpowiedzialniejszą. Tą co potrafiła chronić i wspierać.
Kilka miesięcy temu stało się coś, czego nigdy się nie spodziewałyśmy. Nasi "opiekunowie" zmarli w wypadku. Wtedy zjawił się ktoś, kto zajął się nami i posłał do szkoły - Akademii Prawdziwego Krzyża. Był to dyrektor placówki, Mephisto Pheles.
Ojcem naszym nie jest jednak człowiek... Z resztą ja tez nim nie jestem. Urodziłam się w godzinę przed siostrą i tylko ja odziedziczyłam demoniczne moce...czarne płomienie...
Astaroth - jeden z najwierniejszych sług szatana. Jestem jego córka. Naomi tez, ale tylko "umownie".
Dziwnie by wyglądało, gdybym szła po ulicy, a towarzyszyłyby mi czarne płomyki, prawda? Tak więc moja matka zaklęła moja prawdziwą moc w magicznym naszyjniku, na którym złożyła pieczęć, poświęcając własne życie, aby móc mnie chronić. Do niedawna byłam jeszcze bezpieczna. Rok temu jednak stało się coś co miało na zawsze odmienić moje życie. Moja prawdziwa natura przebudziła się i teraz nie było łatwo ja poskromić...
Na początku wahałam się czy powiedzieć o tym Naomi. W końcu się zdecydowałam. Opowiedziałam jej wszystko. Nigdy nie miałyśmy przed sobą żadnych sekretów. Dlaczego tym razem miało być inaczej? Okazało się jednak, że o wszystkim wiedziała. Dużo mnie obserwowała, a raz nawet zobaczyła, jak zamieniam się w demona, bo wtedy uszy i zęby wydłużały mi się, wyrastał ogon i skrzydła. Jednak kiedy z powrotem zapięłam naszyjnik, prawie wszystko znikało. Pozostawały jedynie zęby i uszy minimalnie wydłużone, oraz ogon, który chowam pod bluzką. W każdym razie, siostra, choć młodsza, stanowi dla mnie ogromną podporę w życiu. Nie wiem jakby potoczyły się moje losy, gdyby nie ona.
Po śmierci matki nie miał się kto nami zająć. Nie wspominam tu już nawet o moim ojcu, którego w naszym świecie nie było. Postanowiono w końcu, że trafimy z siostrą do rodziny zastępczej, gdzie wychowają mnie jak człowieka. Nie chcę jednak o tym pisać. Sprawia mi to zbyt duży ból. To był po prostu koszmar. Chociaż byłam starsza, to Naomi zawsze była tą mądrzejszą i odpowiedzialniejszą. Tą co potrafiła chronić i wspierać.
Kilka miesięcy temu stało się coś, czego nigdy się nie spodziewałyśmy. Nasi "opiekunowie" zmarli w wypadku. Wtedy zjawił się ktoś, kto zajął się nami i posłał do szkoły - Akademii Prawdziwego Krzyża. Był to dyrektor placówki, Mephisto Pheles.
***
I znowu się tak na mnie gapił..."Kurde! Jak to potrafi człowieka wkurzyć! A no tak. Nie jestem człowiekiem. No ale to bez różnicy!" - pomyślałam zbulwersowana. Mephisto patrzył się na mnie jak ciele na malowane wrota. Naomi chyba spostrzegła moją irytację, bo zapytała go, która godzina. To przez moje "demoniczne właściwości"... Po prostu nie musiałam się. malować, aby przykuć czyjś wzrok. Nazwałam to "demoniczny magnetyzm". Wyniknęło to ze złączenia genów matki z genami demona. Wyszło z tego coś co można opisać tym zdaniem : Każdy chłopak, który choć raz mnie zobaczył, pamiętał tę chwilę do końca życia. Ta aura piękności, która mnie otaczała, działała przede wszystkim na demony rodzaju męskiego. Oczywiście, na ludzkich mężczyzn też, ale już nie z taką mocą.
Kiedy tylko spostrzegłam, jak chłopcy szybko się we mnie zakochują, spodobało mi się to. Byłam w końcu młoda, niedoświadczona, no jak każdy dzieciak. Ale z wiekiem zaczęło mnie to strasznie wkurzać. Ludzie zdolni są do różnych rzeczy, gdy są zakochani...ehhh, szkoda gadać.
W każdym razie demony inaczej podchodzą do spraw sercowych, więc łatwo rozróżnić jednych od drugich. Problem jest jedynie z dziewczynami...;)
***
Jutro miały rozpocząć się zajęcia w Akademii Prawdziwego Krzyża. Naomi była tym bardzo podniecona. Ja jednak nie przejęłam się tym na tyle, żeby bez przerwy o tym gadać i dobijać Mephista durnymi pytaniami typu "Ciekawe o czym będzie jutro pierwsza lekcja?" czy "Kiedy i z czego będzie pierwszy sprawdzian?." Aż trudno uwierzyć, że to moja siostra bliźniaczka. Całkiem się różnimy. Nie tylko wyglądem, ale i charakterem...
Byłyśmy już z siostrą w akademiku. Rozpakowałyśmy się już i czekałyśmy na Mephista, który odprowadzając nas pod budynek, oznajmił, że musi z nami poważnie porozmawiać. Dotyczyło to jakiś zajęć dodatkowych, czy coś w tym rodzaju... Nie wiem o co mu chodziło, a Naomi sprawiała wrażenie jeszcze bardziej zagubionej, więc nie było sensu jej o to pytać.
W końcu "szanowny jegomość" raczył zjawić się w naszym pokoju.
- Co tak długo?- zapytałam ziewając - Zaczynałyśmy się już nudzić.
- Przepraszam, że musiałyście czekać, ale obowiązki mnie ponaglają. Dyrektor Akademii o tak wysokim poziomie ma masę różnych spraw do załatwienia.
- No dobrze, ale o co ci chodziło z tymi zajęciami dodatkowymi? - wypaliła Naomi.
- Spokojnie, już wyjaśniam. Otóż ty, Tasumi - tu zwrócił się do mnie - wspomniałaś niedawno, że chciałabyś szkolić się na egzorcystę. Ale to trochę dziwne, aby córka demona...sama dobrze wiesz o co mi chodzi...
- Ty sam jesteś demonem, więc siedź cicho. - odgryzłam się.
- No, no, trochę szacunku. - odpowiedział - Przejdę więc do sedna sprawy. Zapisałem was na zajęcia dodatkowe dla egzorcystów. Oprócz normalnych lekcji, będziecie uczęszczać na właśnie te zajęcia. Odpowiada wam to?
- TAK!!! - wykrzyknęłyśmy. Było to moje największe marzenie. Chciałam zemścić się na złu, które wyrządziło w życiu ludzi wiele krzywd i cierpienia.
- Gdzie będą te zajęcia? - zapytała po chwili Naomi.
- Otóż, dzięki tym kluczom - powiedział wyjmując dwa złote klucze z kieszeni płaszcza - jakiekolwiek drzwi otworzycie, znajdziecie się na korytarzu głównym, a stamtąd wystarczy przejść do sali nr.1106. A teraz wybaczcie, ale muszę już iść. Obowiązki wzywają...ehhh... A wam radzę się już położyć. Jutro czeka was ciężki dzień.
- Mephisto - zwróciłam się do niego - dziękujemy za wszystko.
- Ależ to mój obowiązek! - odpowiedział, uśmiechnął się i zniknął w obłokach różowego dymu.
- I co teraz? -spytałam siostrę.
- Robimy, to, co powiedział - odpowiedziała i poszła się umyć.
sobota, 18 maja 2013
Mroczne starcie cz.2
Yukio zajął się "organizacją" :
- Konekomaru, Shima i Bon, zajmiecie się Wichurą. Rin, Shura wy idziecie na Naberiusy, Izumo, Shiemi załatwcie gobliny, a ja biorę Astarotha.
- Yukio, ty sam go nie pokonasz! - krzyknął zdruzgotany Rin.
- Wiem, male przynajmniej go zajmę. No już, idźcie!
- Tak! - odkrzyknęli wszyscy i uderzyli na przeciwników. Yukio załadował pistolet i zaczął strzelać w Astarotha, który zgrabnie unikał strzałów. Chłopak nie mógł się skoncentrować. Kątem oka wciąż zerkał na przyjaciół. Na szczęście dobrze im szło. Drobne rany nie przeszkadzały młodym egzorcystom w walce. Wiedzieli, że to poważna bitwa.
Po chwili Yukio poczuł ostry ból w boku. Demon zaatakował. Krew zaczęła kapać na ziemię. Chłopak uklęknął na jednym kolanie, starając się zatamować krwotok. Zaczął ponownie strzelać. Świat wokół przestał istnieć. Liczyła się tylko ta chwila. Trafił Astarotha w nogę. Tamten zawył z bólu i wściekłości, a następnie się przewrócił. Wtem Bon podbiegł do leżącego demona i odmówił jego zgubny wers. Na ziemi pojawił się jakiś chłopak. Astaroth go opuścił.
- Dzięki - wyjąkał Yukio. Nie wiedział co się z nim dzieje.
Rin i Shura pokonali już wszystkie Naberiusy, więc zaczęli pomagać innym "z ich" potworami. Najtrudniej było im pokonać wichurę. Rin nie mógł trafić go kurikarą, mieczem zabójcy demonów. Demon unikał wściekłych ciosów. Pamiętał każdy poprzedni ruch przeciwnika. W końcu to Shura wbiła swoje ostrze w jego plecy, kiedy był zajęty walką z Rinem.
Wkrótce potem Shiemi i Izumo pozbyły się już wszystkich goblinów, a polana pozostała pusta. Znów zapanowała ta grobowa cisza. Wszyscy czekali na ciąg dalszy, jednak nikt już nie nadchodził.
- To koniec? - zapytała Shiemi.
- Myślę, że jeszcze nie. To nie mogło być aż tak proste. - odpowiedział Rin.
- "Aż tak proste"?! Zastanów się co ty człowieku w ogóle mówisz! Odnieśliśmy sporo ran, mogliśmy zginąć, a ty mówisz, że to było proste!- wydarł się Bon. Tym razem Rin nie miał zamiaru się z nim kłócić, ale pomimo wszystko dodał :
- Wiem, że to brzmi dziwnie, ale pomyśl. Szatan wyzwał nas na ten pojedynek, bo chciał nas zabić. Myślisz, że posłałby na nas demony, z którymi już walczyliśmy i z którymi już wygrywaliśmy? To wszystko nie gra. - powiedział spokojnie.
- Może i masz rację...-odpowiedział Bon. - To faktycznie nie ma sensu.
- A może, to nie on? - odezwała się Shura.
- Jeśli nie on, to kto ma nad demonami, aż taką władze i kto inny chciałby pozbawić nas życia?- zapytała Kamiki.
- Nie wiem, ale wkrótce zapewne się tego dowiemy...- odpowiedziała cicho Shura. - Ja myślę, że to Mephisto coś kręci...
- Ja też. - powiedział Yukio. - Przecież mówił nam, że to sam szatan chce się z nami zmierzyć...
- Właśnie! Trzeba go będzie o to zapytać. A teraz może już wracajmy? Ten las to wylęgarnia robali... - zaproponował Shima.
- Chyba na prawdę powinniśmy już wracać, zanim zjawi się tu coś jeszcze... - powiedział Konekomaru.
- Dobra, to wracamy - odezwał się Yukio i wszyscy udali się w drogę powrotna do Akademii Prawdziwego Krzyża.
Wszyscy byli już w połowie drogi, gdy nagle z Shimy buchnęły niebieskie płomienie, znak szatana.- Shima! Rin co ty robisz?! - wykrzyczał Bon.
- Ale to nie ja! - bronił się chłopak. Płomienie po chwili zgasły, ale pojawiły się na Konekomaru.
- Koneko!!! - wszyscy rzucili mu się na pomoc.
- Bracie, uspokój się! - zawołał przestraszony Yukio, kiedy udało się już go ugasić.
- Ale to nie ja!!! - Tym razem to Rina rozpaliły płomienie, ale jego własne.
- Okularniku, to chyba naprawdę nie jego sprawka. - broniła Rina Shura. -Nie podpaliłby przyjaciół z własnej woli!
- Aaaa!!! - krzyknęła Shiemi kiedy i ona stanęła w ogniu.
- Shiemi!!! - wszyscy zaczęli ją gasić.
- Co tu się.... - i nagle Yukio zapalił się jak zapałka...

czwartek, 16 maja 2013
Pamiętnik Aiko
Nauka, pierwsza miłość i trochę akcji...
Kolejny dzień w APK rozpoczął się dość normalnie. Wstałam rano, umyłam się i zaczęłam czesać moje długie, kasztanowe włosy. Następnie lekko się umalowałam - chciałam dziś dobrze wypaść. Po wczorajszej rozmowie z prof. Okumurą, postanowiłam, że zapytam Rin'a czy da mi te korepetycje... Wybrałam go, ponieważ tak jak ja zdawał na Rycerza. Poza tym... hmmm... jeśli mam być szczera to strasznie mi się podobał... ♥
Wyszłam więc z akademika w dobrym humorze, pomimo iż padał deszcz. Do pierwszych zajęć pozostało mi 15 minut. Sądziłam, że zastanę Rin'a przed salą. Jednak się myliłam. Pod drzwiami na korytarzu siedziała pani brewka i jej "przyjaciółki". Usiadłam jak najdalej od nich. Nie czułam do nich sympatii. Nagle jedna z nich, ta blondynka, wstała i podeszła do mnie.
- Możemy porozmawiać? - zapytała nieśmiało.
- Jasne, czemu nie - odpowiedziałam i odeszłyśmy razem w głąb korytarza.
- Słuchaj... odkąd się tu pojawiłaś, miedzy mną, a Rin'em doszło do wielu kłótni. Chodzi mi o to..że zabrałaś mi przyjaciela...
- To nie moja wina - przerwałam jej - Rin sam do mnie podszedł. Poza tym lubię go raczej bardziej niż ty...
- Przestań! To nie prawda - wydarła się blondi (a wydawała się taka nieśmiała...)
- Jesteś jak pies ogrodnika : sama nie weźmiesz, innym nie dasz! Jestem pewna, że on sam może decydować z kim się przyjaźni.
- Mówisz tak jak on...- wyszeptała i odeszła.
***
- No, ale proszę!
- Nie.
- Rin, błagam!
- Nie mogę! - byliśmy już po lekcjach. Próbowałam namówić niebieskookiego, na to aby dawał mi korepetycje...
- No, ale dlaczego?
- Bo sam się na tym niewiele znam!
- Na pewno więcej niż ja! - spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. Kidy napotkaliśmy się spojrzeniami zaczerwienił się.
- hmmm...no nie wiem... zastanowię się. - to w jego ustach znaczyło "tak".
- Nie.
- Rin, błagam!
- Nie mogę! - byliśmy już po lekcjach. Próbowałam namówić niebieskookiego, na to aby dawał mi korepetycje...
- No, ale dlaczego?
- Bo sam się na tym niewiele znam!
- Na pewno więcej niż ja! - spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. Kidy napotkaliśmy się spojrzeniami zaczerwienił się.
- hmmm...no nie wiem... zastanowię się. - to w jego ustach znaczyło "tak".
- No dobra, to wpadnę jutro. W końcu będzie sobota. To papa :) - powiedziałam i oddaliłam się w stronę damskiego akademika. Rin'a zatkało. hehehe
Mój pokój był dość skromny jak na APK. Łóżko, stolik, krzesełko, szafka na ubrania i malutka, prywatna łazienka. Choć było w nim mało miejsca, czułam się tam bardzo dobrze. Było to tylko moje miejsce...
Nastał kolejny dzień. "Na szczęście dzisiaj sobota" - pomyślałam i wstałam z łóżka. Była godzina 9:00. Nie chciałam jeszcze iść do Rin'a, bo pewnie spał. Śpioch z niego.
W końcu, kiedy skończyłam jeść śniadanie okazało się, że jest już 11:00. "Rin nie powinien spać o tej porze" - przemknęło mi przez myśl, wiec ubrałam się i wyszłam. Dojście do jego akademika zajęło mi pół godziny. Gdy wreszcie stanęłam naprzeciw budynku, zamurowało mnie. Wyglądał jak nawiedzony hotel z horrorów. Brrr. No, ale cóż... Weszłam. Drzwi były otwarte.
- Halo? - zawołałam. Nie chciałam panoszyć się po cudzym akademiku. Nagle usłyszałam czyjeś kroki i na schodach pojawił się...
- Profesor Okumura?!
- O, witaj Aiko. Co tu robisz tak wcześnie?
- Ja...przyszłam do Rin'a..a pan?
- Proszę, mów do mnie po imieniu - Yukio. Jesteśmy w końcu w tym samym wieku. - uśmiechnął się - A po za tym to mieszam tu z bratem.
- Bratem? To Rin...
- Tak. Jest moim starszym bratem. Nie mówił Ci?
- Starszym? Wow, czego ja się tu dowiaduje!
- W rzeczywistości to ja jestem dojrzalszy. Wybacz, że pytam, ale... po co przyszłaś do Rin'a?
- Powiedziałeś mi, że powinnam znaleźć sobie osobę, która pomoże mi z nauka, no i wybrałam twojego brata - zaśmiałam się. To było niewiarygodne!
- Tylko ja nie wiem, czy on Ci dużo pomoże... sam niewiele z tego wszystkiego rozumie...a poza tym jeszcze śpi.
- Że co?! To ja tu przeszłam taki kawał a on...
- Yukio, kto to przyszedł? - zapytał Rin, który stał w piżamie na schodach. - Aaa ..Aiko! Co ty tu tak wcześnie robisz? - zapytał. Zrobił się cały czerwony. Ja też prawdę mówiąc lekko się zawstydziłam...
- J-jak to wcześnie! Już prawie 12, a ty się wylegujesz. Powiedziałam ci wczoraj, że dzisiaj przyjdę!
- No wiem...
- Jak wiesz to na co czekasz? Ubieraj się i lecimy do twojego pokoju.
- A nie lepiej uczyć się w stołówce? Tam jest więcej miejsca.
- Nie będziemy tam nikomu przeszkadzać?
- Nie. Ja i Yukio mieszkamy tu sami - i kolejny szok. W końcu człowiek, przez całe życie poznaje nowe rzeczy...
- Aha.. no dobra - odpowiedziałam, a Rin poszedł się ubrać. Ja czekałam na niego w pokoju obok. Nagle zza rogu wyskoczył, słodziusi kiciuś z dwoma ogonami. Podszedł do mnie i nieśmiało wskoczył na kolana. Pogłaskałam go. Miał mięciutkie futerko♥.
Po chwili przyszedł Rin "Nareszcie" - pomyślałam.
- O, Kuro, a ja cie wszędzie szukałem!
- Kuro? Dziwne imię.
- Tak sadzisz? Mi się podoba. A tak w ogóle to nie ja je nadałem.
- A kto?
-Mój tata. Zmarł jakiś czas temu...
- Przykro mi - powiedział widząc jak się zasmucił. Stanęłam obok niego.
- Rin, lubisz mnie?
- Tak. Czemu pytasz?
- Znamy się od niedawna, a mi się zdaje jakby nasza znajomość trwała wieki.
- Prawda, mi też tak się wydaje...
- Chodźmy już ćwiczyć. - przerwałam rozmowę. Poszliśmy więc do stołówki, rozłożyliśmy podręczniki i zaczęliśmy wkuwać. Ehh...
Po godzinie odechciało nam się uczyć. Rin powiedział, żebym jutro też przyszła, to weźmiemy się za zajęcia bardziej...praktyczne. :) Kuro przez cały czas nam towarzyszył.
- Chyba cię polubił. - powiedział Rin.
- Nie, tam. To za tobą tak łazi. - Chłopak uśmiechnął się tajemniczo. Nie za bardzo wiedziałam o co chodzi, ale o tym później.
Za oknem szalała wichura. Nawet nie zauważyliśmy kiedy się rozpadało. Postanowiłam zostać, aż przestanie padać.Yukio poszedł na misję. Zostaliśmy sami.
Nagle zgasło światło. Przestraszyłam się.
- C-co się dzieję?
- Wysadziło korki...to pewnie przez burzę. - powiedział, ale sądząc po jego głosie też trochę się wystraszył... Chwilę potem za drzwiami rozległ się dziwny dźwięk.
- Yukio to ty?- zapytał Rin. Odpowiedziała nam głucha cisza. - Pewnie nam się wyda.... - w tym momencie drzwi wyleciały z zawiasów, a do pomieszczenia wpadł Ghoul...

Mój pokój był dość skromny jak na APK. Łóżko, stolik, krzesełko, szafka na ubrania i malutka, prywatna łazienka. Choć było w nim mało miejsca, czułam się tam bardzo dobrze. Było to tylko moje miejsce...
Nastał kolejny dzień. "Na szczęście dzisiaj sobota" - pomyślałam i wstałam z łóżka. Była godzina 9:00. Nie chciałam jeszcze iść do Rin'a, bo pewnie spał. Śpioch z niego.
W końcu, kiedy skończyłam jeść śniadanie okazało się, że jest już 11:00. "Rin nie powinien spać o tej porze" - przemknęło mi przez myśl, wiec ubrałam się i wyszłam. Dojście do jego akademika zajęło mi pół godziny. Gdy wreszcie stanęłam naprzeciw budynku, zamurowało mnie. Wyglądał jak nawiedzony hotel z horrorów. Brrr. No, ale cóż... Weszłam. Drzwi były otwarte.
- Halo? - zawołałam. Nie chciałam panoszyć się po cudzym akademiku. Nagle usłyszałam czyjeś kroki i na schodach pojawił się...
- Profesor Okumura?!
- O, witaj Aiko. Co tu robisz tak wcześnie?
- Ja...przyszłam do Rin'a..a pan?
- Proszę, mów do mnie po imieniu - Yukio. Jesteśmy w końcu w tym samym wieku. - uśmiechnął się - A po za tym to mieszam tu z bratem.
- Bratem? To Rin...
- Tak. Jest moim starszym bratem. Nie mówił Ci?
- Starszym? Wow, czego ja się tu dowiaduje!
- W rzeczywistości to ja jestem dojrzalszy. Wybacz, że pytam, ale... po co przyszłaś do Rin'a?
- Powiedziałeś mi, że powinnam znaleźć sobie osobę, która pomoże mi z nauka, no i wybrałam twojego brata - zaśmiałam się. To było niewiarygodne!
- Tylko ja nie wiem, czy on Ci dużo pomoże... sam niewiele z tego wszystkiego rozumie...a poza tym jeszcze śpi.
- Że co?! To ja tu przeszłam taki kawał a on...
- Yukio, kto to przyszedł? - zapytał Rin, który stał w piżamie na schodach. - Aaa ..Aiko! Co ty tu tak wcześnie robisz? - zapytał. Zrobił się cały czerwony. Ja też prawdę mówiąc lekko się zawstydziłam...
- J-jak to wcześnie! Już prawie 12, a ty się wylegujesz. Powiedziałam ci wczoraj, że dzisiaj przyjdę!
- No wiem...
- Jak wiesz to na co czekasz? Ubieraj się i lecimy do twojego pokoju.
- A nie lepiej uczyć się w stołówce? Tam jest więcej miejsca.
- Nie będziemy tam nikomu przeszkadzać?
- Nie. Ja i Yukio mieszkamy tu sami - i kolejny szok. W końcu człowiek, przez całe życie poznaje nowe rzeczy...
- Aha.. no dobra - odpowiedziałam, a Rin poszedł się ubrać. Ja czekałam na niego w pokoju obok. Nagle zza rogu wyskoczył, słodziusi kiciuś z dwoma ogonami. Podszedł do mnie i nieśmiało wskoczył na kolana. Pogłaskałam go. Miał mięciutkie futerko♥.
Po chwili przyszedł Rin "Nareszcie" - pomyślałam.
- O, Kuro, a ja cie wszędzie szukałem!
- Kuro? Dziwne imię.
- Tak sadzisz? Mi się podoba. A tak w ogóle to nie ja je nadałem.
- A kto?
-Mój tata. Zmarł jakiś czas temu...
- Przykro mi - powiedział widząc jak się zasmucił. Stanęłam obok niego.
- Rin, lubisz mnie?
- Tak. Czemu pytasz?
- Znamy się od niedawna, a mi się zdaje jakby nasza znajomość trwała wieki.
- Prawda, mi też tak się wydaje...
- Chodźmy już ćwiczyć. - przerwałam rozmowę. Poszliśmy więc do stołówki, rozłożyliśmy podręczniki i zaczęliśmy wkuwać. Ehh...
Po godzinie odechciało nam się uczyć. Rin powiedział, żebym jutro też przyszła, to weźmiemy się za zajęcia bardziej...praktyczne. :) Kuro przez cały czas nam towarzyszył.
- Chyba cię polubił. - powiedział Rin.
- Nie, tam. To za tobą tak łazi. - Chłopak uśmiechnął się tajemniczo. Nie za bardzo wiedziałam o co chodzi, ale o tym później.
Za oknem szalała wichura. Nawet nie zauważyliśmy kiedy się rozpadało. Postanowiłam zostać, aż przestanie padać.Yukio poszedł na misję. Zostaliśmy sami.
Nagle zgasło światło. Przestraszyłam się.
- C-co się dzieję?
- Wysadziło korki...to pewnie przez burzę. - powiedział, ale sądząc po jego głosie też trochę się wystraszył... Chwilę potem za drzwiami rozległ się dziwny dźwięk.
- Yukio to ty?- zapytał Rin. Odpowiedziała nam głucha cisza. - Pewnie nam się wyda.... - w tym momencie drzwi wyleciały z zawiasów, a do pomieszczenia wpadł Ghoul...

poniedziałek, 13 maja 2013
Rin vs Amaimon
- Czego chcesz? - warknął Rin.
- Chcę rewanżu. - odparł Amaimon.
- Nie mam czasu na pierdoły! - wrzasnął niebieskooki.
- To nie pierdoła... - wyszeptał król Ziemi, a oczy rozszerzyły mu się niebezpiecznie. - Chcesz ratować przyjaciół, mam rację? - zapytał. Wyglądał inaczej niż zwykle. Nie chodziło tylko o postać demona, jaką przybrał, ale o sam wyraz jego twarzy...o samo spojrzenie... Pragnął stoczyć kolejną walkę, ale tym razem ją wygrać.
- Gdzie oni są?! - zawołał Rin. - Co ty im... Słuchaj, jeśli chociaż włos im z głowy spadnie to...
- To co? Co mi wtedy zrobisz? hehehehe - zaśmiał się szyderczo.
- Po co mam walczyć? Już dość razy kopałem ci tyłek!
- Nie doceniałem cie, fakt, ale teraz...Cóż, skoro nie chcesz walczyć będę musiał cię sprowokować. W każdej chwili twoi przyjaciele mogą zostać zabici...Decyzja zależy od ciebie, ale ty nie dajesz mi wyboru... hehehehe
- Przestań!!! - ryknął Rin, wyciągnął miecz z pochwy i ruszył na przeciwnika. Rozpaliły go niebieskie płomienie - znak szatana. Chłopak wkurzył się na maksa. Zaatakował przeciwnika seria rażących uderzeń. Jego głową targała niepewność. Wiedział, że życiu przyjaciół zagrażało wielkie niebezpieczeństwo. Musiał wygrać z Amaimonem za wszelką cenę.
Zielonowłosy z łatwością odpierał wściekłe ciosy przeciwnika. Bawiło go to strasznie. Wyskoczył pod niebo. Niebieskowłosy również podskoczył. Po chwili znaleźli się na tej samej wysokości. Wtedy Amaimon wreszcie ruszył do ataku. Skoczył na Rina i zaczął bić go po twarzy, jak wtedy w wesołym miasteczku... Niebieskiemu krew zaczęła spływać z nosa strumieniami, a kolejne uderzenia tylko potęgowały jego ból. Ale musiał ich ochronić! Całą swą siłą odepchnął Amaimona kopnięciem w brzuch. Zrobił to tak mocno, że tamten zaczął pluć krwią.
- Ty... - warknął zielonowłosy, a zielone płomienie wybuchły z jego wnętrza, z mocą, która powyrywała okoliczne drzewa z korzeniami. Z wściekłością podpalił Rina, który nie był odporny na, aż tak wielka moc.- Moja nowa umiejętność. Podoba ci się? - zapytał Amaimon i pociągnął niebieskookiego z całej siły za ogon. Rin zaskomlał. Wszystko tak bardzo go bolało... Liczne podrapania, rozcięcia, siniaki... W pewnej chwili ich walki zielony, znów skoczył na chłopaka., a zaatakowany upadł z głuchym łoskotem na ziemię, dociśnięty przez króla ziemi. Stracił na chwilę przytomność. Ocknął się po chwili. Rogacz stał przed nim i patrzył z wyższością.
- I co? Zmęczyłeś się? - uśmiechnął się drwiąco.
- Nie, ja... - po chwili chłopak poczuł ostry ból głowy. Amaimon podniósł go za włosy.
- Wstawaj. - warknął. Gdy zielony go opuścił, Rin upadł na twarz. Nie miał już siły. Ale jeśli nie on, to kto pomoże innym?. To zmobilizowało go do dalszej walki. Zebrał się w sobie. Podparł się na rękach i wstał. Wypluł krew z ust. - Twardy jesteś... Takie ciosy zabiłyby już nie jednego... - powiedział Amaimon z uśmiechem.
- Zamknij się! - krzyknął Rin i z zaskoczenia uderzył zielonego kataną w klatkę piersiową. Strumienie świeżej i jasnej krwi polały się na ziemię. Jeden z ośmiu książąt piekieł zawył z bólu i wściekłości. Był demonem, bardzo szybko się regenerował, ale czół ten sam ból co zwykły człowiek. Na dodatek popaliły go płomienie najmłodszego syna szatana.
Rin wyglądał tak, jak opętany, tak jak wtedy, ale tym razem całkowicie panował nad piekielnym ogniem.

Poczuł w sobie nowy dopływ energii. Było mu gorąco, pot lał się z niego strumieniami, zmieszany z krwią i kurzem.
Amaimon po raz pierwszy w tej walce przestraszył się. Mógł znowu przegrać. Bał się. Ostatnim razem obiecał sobie, że już nigdy nie przegra z bratem. Spojrzał na swoją klatkę piersiową. Nie było tam nawet śladu po rozcięciu. Zregenerował się i był już gotów do walki. Z rykiem wściekłości ruszył na Rina, który zręcznie unikał kolejnych ciosów.
Niebieski był gotów na wszystko dla swoich przyjaciół. Ta myśl dodawała mu siły i odwagi. Postanowił odegrać się za akcję z ogonem. Ponieważ Amaimon miał grubszy ogon, Rin podpalił mu go płomieniami. Zielony, tak jak niebieskowłosy wcześniej, zaskomlał z bólu. Chłopak wykorzystał to i rzucił się na niego z mieczem, ale rogacz odskoczył.
Stali teraz obaj, naprzeciw sobie. Walczyli jak równy z równym, ale ta walka miała wyłonić silniejszego. W oczach Rina widać było niebieskie iskry, wściekłość i strach.
- Gdzie oni są? - krzyknął niebieski.
- Wybacz, ale powiem ci prawdę... Nie miałem nic wspólnego z ich porwaniem. Nie wiem gdzie są i czy jeszcze żyją... Powiedziałem, że wiem, bo inaczej byś ze mną nie walczył. Nie chciałbyś marnować cennego czasu. No, ale cóż. Właśnie go straciłeś. - opowiedział z szatańska złośliwością. Do jego brata właśnie dotarło, że zielony nie miał z tym wszystkim nic wspólnego... Chciał tylko rewanżu. Teraz to go dopiero rozzłościł... Małe, niebieskie płomyki pokrywające jego ciało i włosy zaczęły się powiększać i rozpalać go całego. Amaimon nie był pewien co się dzieje. Wszystko wokół zaczęło się palić. Nie widział nic, oprócz błękitnej otchłani. Jednak ta moc była inna niż ta, z która przyszło mu walczyć wcześniej. Ta energia... Rin miał nad nią całkowitą kontrolę...
Nagle coś go pchnęło. Przewrócił się w krąg płomieni. Nie miał jak uciec. Był tak wyczerpany, że nie miał siły się nawet podnieść.
- Zabiję cię... - usłyszał - Oni mogą już nie żyć... i to przez ciebie. - Władca ziemi przestraszył się nie na żarty. Zaczęło robić się niebezpiecznie - było tak od początku, ale teraz niebieski miał nad nim sporą przewagę, poza tym nie wiedział z której strony może zaatakować.
Po chwili w błękitnych płomieniach zaciemniała sylwetka Rina. Wszedł w krąg otoczony płomieniami, w którym leżał wyczerpany Amaimon. Miecz Zabójcy Demonów trzymał w prawej ręce.
- Skończę z tobą i twoimi chorymi pomysłami raz na zawszę. - szepnął najmłodszy syn szatana i uniósł katanę nad głowę. Rogacz nie miał siły by uciekać, czy też próbować się bronić. Całe życie przeleciało mu przed oczami. " I gdzie jest Mephisto, kiedy najbardziej go potrzeba? " - pomyślał zrozpaczony.
Nagle gdzieś z poza płomieni rozległo się wołanie:
- Nii-san! - to był Yukio.
Miecz chłopaka wbił się głucho w ziemię.
- Tym razem ci daruje, ale to już ostatni raz - warknął niebieski, schował miecz i pobiegł do okularnika - udało mu się uciec i teraz miał istotne informacje do przekazania Rin'owi.
Amaimon wstał, chwiejąc się na nogach. Nadal nie rozumiał, dlaczego niebieskooki darował mu życie. Przecież sam go prowokował i próbował pozbawić życia... I wtedy zrozumiał. Brat nie był taki jak ojciec.
sobota, 11 maja 2013
Mroczne starcie cz.1
Rozpoczął się nowy, ciepły, wiosenny dzień. Nikt jednak nie spodziewał się tego, co miało nastąpić...
Rin, Bon, Shima, Konekomaru, Takara, Shiemi i Izumo szli lasem prowadzeni przez Yuki'ego i Shurę. Nie zatrzymywali się. Powód ich wędrówki był bardzo ważny. Dyrektor APK, Mephisto Pheles, poinformował ich o tym, że szatan wysłał do świata Assaih najgroźniejszych ze swoich "podwładnych", aby pozbyć się wszystkich, młodych egzorcystów. Wszyscy jednak doskonale wiedzieli, że prędzej czy później i tak by do tego doszło... Yukio opierał przyjąć się wyzwanie. Nie był pewien, czy wszyscy wyjdą z tego cało. Wyglądał jednak, tak, jak zwykle : spokojny i opanowany. W środku jednak targała nim burza uczuć. Strach, przerażenie i chęć obronienia wszystkich. Nie mógł stracić swoich przyjaciół... Do trudnej decyzji przekonała go Shura :
- Prędzej czy później i tak by do tego doszło. Za wiele już wycierpieli, z powodu zła. Musimy dać im szansę.
- Nie chcę ich stracić, czy tez narażać na niebezpieczeństwo. - wyszeptał, a po policzku spłynęła mu pojedyncza łza. Płacz - był to sposób na wyrzucenie z siebie tego całego bólu...
- Yuki... Jesteś taki, jak zawsze : przestraszony okularnik. - Yukio uśmiechnął się.
- Miałaś mnie tak nie nazywać...
Szli więc na miejsce starcia. Aby uniknąć strat w mieszkańcach, wybrali miejsce walki - ten sam las, w którym Rin walczył z Amaimonem.
Zaczęło się ściemniać. Zostało im już mało czasu. Przyspieszyli. Szli tak jeszcze ok. 30 min. W końcu dotarli na polane. W dzień było to całkiem miłe miejsce, jednak teraz, ciemne i mroczne, miało zamienić się w pole walki.
Teraz było widać jak wszyscy się różnili... Niektórzy nerwowo się przechadzali, inni przygotowywali sprzęt, a jeszcze inni zachowywali całkowity spokój. W głębi serca, każdy jednak obawiał się najgorszego : śmierci przyjaciela. Rin czuł się najgorzej. Był pewien, że przez to, że tu z nimi jest naraża ich jeszcze bardziej. Wiedział też, że z powodu swoich szatańskich mocy jest tu najsilniejszy. Nie mógł ich zostawić.
Zawiał lodowaty wiatr. Liście cicho szeleściły... Exwire stali na środku polany. Nagle coś zaczęło ruszać się w krzakach. Z każdej strony. Zostali otoczeni.
- Nadchodzą. - wyszeptał Yukio, ale w idealnej ciszy wszyscy dobrze go słyszeli.
Każdy, kto uczęszczał do APK na zajęcia dodatkowe, wiedział co wiąże się z fachem egzorcysty : niebezpieczeństwo i ryzyko. W końcu podejmowało się walkę z wysłannikami samego szatana. Pomimo to, przyszli egzorcyści mieli swoje cele do zrealizowania, które łączyły się w jedno : "Skopać dupsko szatanowi" - jak to ładnie Rin ujął...Musieli być gotowi na wszystko, spodziewać się niespodziewanego... Jednak tamtego dnia, losy wszystkich uczestników zajęć dodatkowych potoczyły się krętą ścieżka niepewności i lęku...
- Prędzej czy później i tak by do tego doszło. Za wiele już wycierpieli, z powodu zła. Musimy dać im szansę.
- Nie chcę ich stracić, czy tez narażać na niebezpieczeństwo. - wyszeptał, a po policzku spłynęła mu pojedyncza łza. Płacz - był to sposób na wyrzucenie z siebie tego całego bólu...
- Yuki... Jesteś taki, jak zawsze : przestraszony okularnik. - Yukio uśmiechnął się.
- Miałaś mnie tak nie nazywać...
Szli więc na miejsce starcia. Aby uniknąć strat w mieszkańcach, wybrali miejsce walki - ten sam las, w którym Rin walczył z Amaimonem.
Zaczęło się ściemniać. Zostało im już mało czasu. Przyspieszyli. Szli tak jeszcze ok. 30 min. W końcu dotarli na polane. W dzień było to całkiem miłe miejsce, jednak teraz, ciemne i mroczne, miało zamienić się w pole walki.
Teraz było widać jak wszyscy się różnili... Niektórzy nerwowo się przechadzali, inni przygotowywali sprzęt, a jeszcze inni zachowywali całkowity spokój. W głębi serca, każdy jednak obawiał się najgorszego : śmierci przyjaciela. Rin czuł się najgorzej. Był pewien, że przez to, że tu z nimi jest naraża ich jeszcze bardziej. Wiedział też, że z powodu swoich szatańskich mocy jest tu najsilniejszy. Nie mógł ich zostawić.
Zawiał lodowaty wiatr. Liście cicho szeleściły... Exwire stali na środku polany. Nagle coś zaczęło ruszać się w krzakach. Z każdej strony. Zostali otoczeni.
- Nadchodzą. - wyszeptał Yukio, ale w idealnej ciszy wszyscy dobrze go słyszeli.
wtorek, 7 maja 2013
Pamiętnik Aiko
I dzień w nowej szkole.
Otóż dzisiaj po raz pierwszy poszłam do nowej szkoły - Akademii Prawdziwego Krzyża. Z powodu zmiany pracy przez mamę, musiałyśmy się przeprowadzić. Ze zmianą miejsca pobytu musiałam zmienić i szkołę. Żal mi było zostawiać kolegów i koleżanki, ale wiedziałam, że jeszcze kiedyś na pewno odwiedzę rodzinne miasto, poza tym obiecała mi to mama.
Przejdę bardziej do tematu. Gdy zwiedzałam dziś szkolne korytarze, czułam się bardzo samotna. Ktoś jednak dostrzegł mnie pośród tłumu i zagadał :
- Cześć, jesteś tu nowa, mam rację? - zapytał chłopak z granatową czupryną, niebieskimi oczami i dziwnie długimi uszami i zębami. Mi jednak wydał się uroczy ♥. Uśmiechał się, więc i ja się rozchmurzyłam.
- Tak, dzisiaj jest mój pierwszy dzień. Jak masz na imię?
- Okumura Rin - powiedział - A ty?
- Egami Aiko.
- Ładnie - stwierdził
- Dzięki. Mam takie pytanko... wiesz, słyszałam, że odbywają się tu zajęcia dla przyszłych egzorcystów. To tylko taka plotka czy prawda?
- Prawda. Ja na przykład chodzę na te zajęcia. A co? Chcesz się zapisać?
- O tak! To moje marzenie - odpowiedziałam. W istocie. Zawsze skrycie o tym marzyłam.
- To fantastycznie! - ucieszył się - gdy zadzwoni dzwonek zaprowadzę cię do klasy.
- Dobrze, dziękuje☺.
- Nie ma za co. Zwiedziłaś już całą szkołę?
- Nie, jeszcze nie całą. Oprowadzisz mnie?
- Jasne. - i zaczęliśmy zwiedzanie. Po drodze natrafiliśmy na kilku przyjaciół Rina m.in. Bon'a, Shime i Konekomaru . Chłopak przedstawił mnie im i opowiedział o tym, że dołączę do grupy młodych exwire. Dzięki nim było mi coraz łatwiej zapomnieć o starej szkole. Byłam i jestem bardzo szczęśliwa.
Wreszcie zadzwonił dzwonek. "Mają tu długie przerwy" - przemknęło mi przez myśl. "Jednak czuję, że nie będę się z nimi nudziła". Podeszliśmy do jakiś przypadkowych drzwi, a Rin otworzył je specjalnym kluczem.
- Wow! A byłam pewna, ze jeszcze przed chwilą był tu schowek na miotły!
- Owszem był. - odezwał się Bon - ale dzięki temu kluczowi jakiekolwiek drzwi otworzysz, znajdziesz się na tym korytarzu - tu wskazał głową na wnętrze "schowka". - Ty pewnie dziś też taki dostaniesz - dodał.
- Super. - ucieszyłam się. Ruszyliśmy naprzód poprzez ciemny korytarz. Doszliśmy do końca. Ku zdziwieniu wszystkich obecnych, nauczyciel jeszcze się nie pojawił. Natomiast pod salą zastaliśmy siedzące dziewczyny. Nie znałam ich jeszcze.
- Hej dziewczyny! - zawołał do nich Rin. - To Aiko. Jest tu nowa i ma taką samą "pasję" jak my.
Aiko - zwrócił się do mnie - to są Shiemi, Paku i .Izumo.
- Cześć - powiedziały cicho i zaczęły szeptać między sobą. Było to trochę niezręczne. Dlatego wolę spędzać więcej wolnego czasu z chłopakami.
- Hej -odpowiedziałam. Więcej nie rozmawiałyśmy.
Staliśmy tak przed pustą, acz zamkniętą salą, gdy gdzieś na początku rozległy się czyjeś kroki. To był nasz profesor.
- Witajcie. - zwrócił się do nas - Wybaczcie mi to małe spóźnienie. W północnym skrzydle zjawił się demon. Nie był groźny, ale trzeba go było stamtąd usunąć. Wchodźcie - powiedział i otworzył drzwi.
- O! a ty... - zwrócił się do mnie. Zmieszałam się lekko. Rin najwyraźniej to zauważył, bo odpowiedział za mnie:
- To jest Egami Aiko. Jest nowa w szkole i zdecydowała zapisać się na zajęcia.
- Dobrze. Jestem Yukio Okumura, nauczyciel. Na pewno chcesz brać udział w zajęciach?
- Tak odpowiedziałam cicho, acz stanowczo.
- Zatem proszę - powiedział i podał mi klucz. Taki sam jak miał tu każdy każdy z grupy.
- Dziękuję.
- Czy Rin przekazał ci informacje o godzinach lekcyjnych?
- Czy Rin przekazał ci informacje o godzinach lekcyjnych?
- Tak. Wszystko mi powiedział. - odpowiedziałam.
- Skoro tak, to to już chyba wszystko... zapraszam do klasy. - Po tych słowach skierowałam się do owego pomieszczenia lekcyjnego za Rin'em, którego spytałam szeptem :
- Z kim siedzisz?
- A czy ona...
- Myślę, że się nie obrazi - odpowiedział i uśmiechną się. Usiedliśmy zatem razem w czwartej ławce od ściany.
- Rin... - zawołała cicho Shiemi. "Chyba jednak zrobiło jej się przykro" - pomyślałam. Rin jednak nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi...
•••
Po zajęciach dodatkowych Yukio poprosił, abym jeszcze chwile została. Nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Poczekam przed salą - powiedział Rin i wyszedł z klasy. Oprócz nas nie było już nikogo.
- Chciałbym zwrócić uwagę na to, że doszłaś do Akademii Prawdziwego Krzyża prawie w środku roku...mam nadzieję, że poradzisz sobie z innymi lekcjami, ale jeśli chcesz chodzić na zajęcia dodatkowe...musisz po prostu przyłożyć się do nauki. - zakończył.
- Dobrze.
- A więc... w jakim kierunku chcesz dalej się uczyć?
- Słucham? - nie rozumiałam co mówi.
- Rozróżniamy pięć specjalizacji :
1. Rycerz - walczy mieczem.
2. Dragon - jego specjalnością jest broń ciężka, np: pistolet.
3. Treser - przywołuje i kontroluje demony.
4.Aria - podczas walki recytuje biblię i święte sanskrypty, a dokładniej "śmiertelne wiersze", które są słabymi punktami demonów.
5. Doktor - jego zadaniem jest leczenie i opatrywanie rannych członków drużyny.
musisz coś sobie wybrać.
- eee no to... uważam, że sprawdziłabym, się jako... Rycerz. - powiedziałam. Gdy byłam młodsza chodziłam na zajęcia z szermierki. To tam nauczyłam posługiwać się tego typu bronią.
Zwykły dzień niezwykłego egzorcysty.
- Rin, wstawaj! - zawołał Yukio. Po braku reakcji ze strony brata, chłopak krzyknął ponownie:
- Rin!!!
- yyyh.. Co jest? - zapytał ledwo przytomny Rin.
- Wstawaj już. - odpowiedział spokojnie Yukio.
- Która godzina?
- 11:00
- Jestem spóźniony! I to strasznie!!! - wykrzyknął chłopak wyskakując z łóżka i nerwowo wciskając na siebie spodnie. - Czemu wcześniej mnie nie obudziłeś?! Twoja wina! - zawołał i zaczął zakładać koszulę.
- Rin...
- Co?!
- Dzisiaj sobota.
- To co mi nic nie mówisz?! Znowu twoja wina!!! - wrzasnął i uderzył bliźniaka w twarz, aż spadły mu okulary.
- Ała! To... to bolało... - wyjąkał Yukio wycierając spływającą mu z nosa stróżkę krwi.
- I dobrze! Na przyszłość nie budź mnie tak wcześnie! - powiedział Rin i rzucił się na łóżko.
- Chciałem, żebyś wstał wcześniej, bo mam do ciebie pewną...eee... sprawę?
- Jaką sprawę? - zapytał zaciekawiony chłopak siadając na łóżku.
- Wstań, to się dowiesz. - odpowiedział Yukio zakładając nowe okulary, których szufladę miał pełną...
- Rin!!!
- yyyh.. Co jest? - zapytał ledwo przytomny Rin.
- Wstawaj już. - odpowiedział spokojnie Yukio.
- Która godzina?
- 11:00
- Jestem spóźniony! I to strasznie!!! - wykrzyknął chłopak wyskakując z łóżka i nerwowo wciskając na siebie spodnie. - Czemu wcześniej mnie nie obudziłeś?! Twoja wina! - zawołał i zaczął zakładać koszulę.
- Rin...
- Co?!
- Dzisiaj sobota.
- To co mi nic nie mówisz?! Znowu twoja wina!!! - wrzasnął i uderzył bliźniaka w twarz, aż spadły mu okulary.
- Ała! To... to bolało... - wyjąkał Yukio wycierając spływającą mu z nosa stróżkę krwi.
- I dobrze! Na przyszłość nie budź mnie tak wcześnie! - powiedział Rin i rzucił się na łóżko.
- Chciałem, żebyś wstał wcześniej, bo mam do ciebie pewną...eee... sprawę?
- Jaką sprawę? - zapytał zaciekawiony chłopak siadając na łóżku.
- Wstań, to się dowiesz. - odpowiedział Yukio zakładając nowe okulary, których szufladę miał pełną...
☺☺☺
- Cześć Shiemi - powiedział Rin do siedzącej za ladą sklepu dziewczyny.
- Och, witaj Rin - odpowiedział trochę nieśmiało, zresztą jak zawsze.
- Yukio wysłał mnie tu po parę rzeczy... - rzekł i podał dziewczynie kartkę, na której były zapisane zioła i różne przedmioty do egzorcyzmu.
- Dobrze, poczekaj chwilę. - Shiemi zaczerwieniła się patrząc na tak dobrze znany jej charakter pisma...Rin udawał, że tego nie widział... Podeszła do szafy i wyciągnęła potrzebne rzeczy.
- Proszę - powiedziała dziewczyna i podała mu "składniki".
- Dzięki. Idziesz w poniedziałek na zajęcia? - zagadnął po chwili.
- Tak, a ty?
- Nie mam wyjścia... z bratem - nauczycielem - powiedział i uśmiechnął się do niej.. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech - lubił gdy się uśmiechała.
- No cóż...chyba muszę już iść. Yukio wbrew pozorom nie jest zbyt cierpliwy...
- Hahaha... no dobra to pa!
- Pa! Jak chcesz to wpadnij jutro.
- Dobra. To do zobaczenia.
☺☺☺
Po powrocie do domu Rin oddał Yuki'emu kupione rzeczy.
- Zapomniałeś o wodzie święconej - upomniał brata chłopak.
- To ty zapomniałeś jej zapisać - odpowiedział Rin z wyższością.
- Faktycznie...- Yukio przyznał bratu rację i wrócił do odrabiania lekcji. Rin natomiast ich nie tknął. Postanowił, że odrobi je potem. Poza tym nie znosił tego robić. Przypominało mu się wtedy, że nic prawie nie rozumie :(
Reszta popołudnia zleciała chłopakowi dość leniwie...Chłopak przeczytał parę tomów mangi i postanowił coś zjeść. W kuchni obiad już na niego czekał. "Ukobach nie próżnował... w przeciwieństwie do mnie" pomyślał z uśmiechem Rin zajadając się sushi.
☺☺☺
Chłopak zabrał się wreszcie za odrabianie pracy domowej. Co prawda trochę późno, bo o 21:00, ale to zawsze coś. Shiemi miała jutro przyjść, więc nie miał czasu na lekcje.
Skończył ok. 23:00. Zmęczony zdjął spinkę z grzywki i położył ją na stole. Przebrał się w piżamę i wskoczył do ciepłego łóżka. "Jaki to miłe uczucie po tak męczącym dniu" - pomyślał Rin, a oczy same mu się zamknęły.
Rin jest naprawdę niezwykłym chłopakiem, ale psychikę ma dość....hmm...zwykła? - Na swój sposób na pewno :p
☻☻☻
poniedziałek, 6 maja 2013
Dla ciebie wszystko... - ShiemiXAmaimon
Działo się to dzień po drugiej walce Rina z Amaimonem, dzień po niedoszłym ślubie Shiemi... Dziewczyna wiele myślała o tym co opowiedzieli jej przyjaciele...gdyby nie Rin... "ehhh" - westchnęła w duchu - po raz pierwszy ktoś chciał ją pocałować. Yuki'ego dawno już sobie odpuściła. Przecież widziała jak całował się z profesor Shurą... "Poza tym traktuje mnie jak koleżankę, nie potencjalną dziewczynę" - pomyślała smutno i wzięła się za odrabianie lekcji.
Nastał ranek. Czas do szkoły... Shiemi ubrała się, umyła zjadła śniadanie i zarzuciła torbę na ramię po czym otworzyła drzwi od domu specjalnym kluczem, który przeniósł ją prosto na zaciemniany, tak dobrze jej znany korytarz. Było jeszcze wcześnie. Drzwi od sali były zamknięte. Nagle usłyszała głos, który najwyraźniej zwracał się do niej :
- Zawsze przychodzisz tak wcześnie? Jedno jest pewne, wychodzisz ostatnia - powiedział ten ktoś, kto sądząc po tonie głosu był mężczyzną. "Skąd on wie, że ja..."
- Obserwowałem cię już jakiś czas... chciałem zaczepić się po lekcjach, kiedy będziesz sama, ale teraz też jesteś, więc... - Shiemi rozejrzała się dookoła, jednak nikogo nie zobaczyła.
- Jesteś taka nieporadna...- odezwał się ponownie.
- Proszę, wyjdź! - zawołała. Chciała dowiedzieć się kto ją obserwował.
- Hehehe, a jak nie to co? - zapytał drwiąco - ale jeśli tak ci zależy... - zza najciemniejsze kolumny wyszedł mężczyzna, w wieku ok. lat 17, z zielonymi włosami i "rogiem" na środku głowy. Miał na sobie postrzępiony na końcach płaszcz, a pod nim kamizelkę Spodnie miał brązowe w jasne kropki. Gdy wyszedł z cienia można było dostrzec, że miał zielone oczy i nic nie mówiący wyraz twarzy.
- Jak się nazywasz? - spytała zaciekawiona dziewczyna. Nie wiedziała, że to Amaimon. Tamtej pamiętnej nocy nie była niczego świadoma, a gdy się już ocknęła nie widziała chłopaka z bliska i nie mogła mu się przyjrzeć.
- Wybacz Shiemi, na razie nie mogę ci tego zdradzić - odpowiedział.
- Skąd znasz moje imię? - zapytała.
- Mówiłem, że cię obserwowałem. A teraz, skoro wiesz jak wyglądam chciałbym cię o coś prosić.
- O co? - była tego bardzo ciekawa.
- O spotkanie. Może... dziś w nocy? Przy starym dębie na polanie. Tam nikt nie chodzi. Muszę z tobą porozmawiać, a tu zaraz zjawią się twoi hmmm.... przyjaciele?
- Eee, no wiesz... -nie wiedziała co odpowiedzieć. W końcu wcale go nie znała. Czemu miałaby mu ufać? Jednak było w nim coś... co pozwalało wywołać złudne uczucie bezpieczeństwa, a może nie było w tym nic złudnego? - No dobrze... - odparła po chwili namysłu. - O której?
- Może być północ?
- Może.
- No to... do zobaczenia. - odpowiedział pospiesznie i zniknął w bocznych drzwiach. W tej samej chwili na korytarzu pojawiła się Yukio.
- O, Shiemi, już jesteś? Tak wcześnie? Do rozpoczęcia zajęć jeszcze pół godziny.
- Tak, wiem... jakoś dzisiaj wcześniej się obudziłam. Nie będę Ci przeszkadzać? - zapytała, nie pewnie widząc jak chłopak gestem zaprasza ja do klasy.
- Nie. Chodź. Skoro już jesteś to porozmawiajmy.- weszli do klasy w której podobnie jak na korytarzu panował półmrok.
- O co chodzi? - zapytał Shiemi, wiedząc jak Yukio nerwowo poprawia okulary.
- Ja... no... - zaczął niepewnie - dwa dni temu doszło miedzy mną, a profesor Shurą do czegoś, co nie powinno się zdarzyć... Wiem, że nas widziałaś....
- Przepraszam! Ja tylko przechodziłam obok i ja... tak wyszło... nie chciałam podglądać... przepraszam - zaczęła tłumaczyć się zmieszana.
- Nie się nie stało, naprawdę, tylko... to ona i.... uhhh - Yukio zrobił się cały czerwony - To nie powinno mieć miejsca. - powiedział i podszedł do stolika na którym usiadła Shiemi.Wziął jej ręce w swoje i powiedział :
- Jesteś dla mnie bardzo ważna.... - jego twarz powoli zbliżała się do jej twarzy. Jednak w chwili gdy jego wargi dotknęły warg Shiemi, zapaliło się światło i do klasy weszła profesor Shura. Na szczęście Yukio w porę ją dostrzegł i oddalił od dziewczyny.
- Witaj Yuki ♥! - zawołała wesoło, po czym, gdy zauważyła Shiemi coś zaczęło jej nie grać...
- Ej... co wy tu...
- Dawałem Shiemi korepetycje. Ostatnio słabiej jej idzie. - powiedział poważnym i opanowanym tonem Yukio. Zabrzmiało to tak przekonująco, że gdyby nikt nie wiedział co wcześniej zdarzyło się w klasie, uwierzyłby. I Shura uwierzyła.
- No dobra... Shiemi możesz na chwilę wyjść? - zapytała uprzejmie.
- Tak. - wyszła zostawiając ich samych. Stanęła jednak pod drzwiami i zaczęła nasłuchiwać podwyższone głosy.
- ...co z tego? Przecież jesteśmy razem! - Zawołała Shura.
- Ciszej! Przecież to nic nie znaczyło.
- Dla ciebie może i nie, ale ja przyjęłam to inaczej.
- ...jeden pocałunek!
- Jaki jeden? A to sprzed miesiąca? Ile to było razy? To co, już ci się znudziłam?! A możne ty z tą Shiemi...
- Oszalałaś?! Z takim dzieciakiem?!
- Czemu nie? Widzę przecież jak na ciebie patrzy! Nie jestem ślepa!
- Wolę milion razy ciebie.... - po tych słowach Shiemi już nie słuchała. Może to była prawda, może nie, ale na pewno nie było to miłe. Po chwili na korytarzu zjawiła się reszta klasy. Drzwi się otworzyły.
- Wchodźcie - zawołała uśmiechnięta Shura. Musiałam załatwić jedna sprawę, ale już wszystko w porządku...
Przez cały czas na pozostałych zajęciach Shiemi myślała tylko o jednym - o spotkaniu z tym nieznanym chłopakiem...
Lekcje już dawno się skończyły, a do spotkania pozostała godzina. Dziewczyna leżała w łóżku z otwartymi oczami. Myślała. Nieznany chłopak wydał jej się bardzo uroczy. " Chyba znowu się zakochałam " - pomyślała o swej niestabilności w uczuciach. Następnie wstała z łóżka i wymknęła się z domu.
Dotarła na miejsce przed czasem, jednak ku jej zdziwieniu tajemniczy chłopak już na nią czekał.
- A więc jesteś... Wiedziałem, że przyjdziesz przed czasem...
- Powiesz mi teraz jak masz na imię? - wypaliła
- Naturalnie. Jestem Amaimon. - "To on?!!!" - przemknęło jej przez myśl. - Możesz nie wiedzieć, ale gdyby nie Rin to...
- Wiem. Mówili mi. Czego ode mnie chcesz?
- Muszę powiedzieć Ci, że cię kocham - powiedział to prosto z mostu. Nie skrywał swoich uczuć.
- och... myślałam o tobie dużo i...- Chłopak nie dał jej dokończyć. Stanął przy niej i delikatnie pocałował. Jego nadludzko długi język czule badał jej podniebienie. Gdy zaczęło brakować im powietrza, Amaimon zakończył tę, jak że cudowną chwilę...
- I ja ciebie kocham - wyszeptała mu do czule do ucha.
- Pragnąłbym z tobą być, ale to niemożliwe. Dziś chciałem powiedzieć ci całą prawdę.
- Dlaczego?! - krzyknęła zdruzgotana - po raz pierwszy ktoś mnie pocałował, po raz pierwszy ktoś NAPRAWDĘ chce ze mną być, a ty mówisz, że nie możemy być razem?
- Wiem, że to trudne, ale pomyśl. Czy demon i człowiek mają jakaś szansę? Człowiek ledwo dożywa 100 lat, a demony mogą trwać wiecznie i...
- Ludzie też mogą trwać wiecznie. W naszych sercach.
- Shiemi...
- Nie! Jeśli mnie kochasz... ja zrobię dla ciebie wszystko! - krzyknęła z niespotykaną mocą - tylko pozwól mi być z tobą...
- Kocham cię Shiemi i nie potrafię już cię dłużej ode mnie odwlekać. Możemy być razem, jeśli jesteś tego pewna...
- Nigdy nie byłam niczego pewniejsza. Ani życia, ani śmierci, ani żadnej innej rzeczy...
Nastał ranek. Czas do szkoły... Shiemi ubrała się, umyła zjadła śniadanie i zarzuciła torbę na ramię po czym otworzyła drzwi od domu specjalnym kluczem, który przeniósł ją prosto na zaciemniany, tak dobrze jej znany korytarz. Było jeszcze wcześnie. Drzwi od sali były zamknięte. Nagle usłyszała głos, który najwyraźniej zwracał się do niej :
- Zawsze przychodzisz tak wcześnie? Jedno jest pewne, wychodzisz ostatnia - powiedział ten ktoś, kto sądząc po tonie głosu był mężczyzną. "Skąd on wie, że ja..."
- Obserwowałem cię już jakiś czas... chciałem zaczepić się po lekcjach, kiedy będziesz sama, ale teraz też jesteś, więc... - Shiemi rozejrzała się dookoła, jednak nikogo nie zobaczyła.
- Jesteś taka nieporadna...- odezwał się ponownie.
- Proszę, wyjdź! - zawołała. Chciała dowiedzieć się kto ją obserwował.
- Hehehe, a jak nie to co? - zapytał drwiąco - ale jeśli tak ci zależy... - zza najciemniejsze kolumny wyszedł mężczyzna, w wieku ok. lat 17, z zielonymi włosami i "rogiem" na środku głowy. Miał na sobie postrzępiony na końcach płaszcz, a pod nim kamizelkę Spodnie miał brązowe w jasne kropki. Gdy wyszedł z cienia można było dostrzec, że miał zielone oczy i nic nie mówiący wyraz twarzy.
- Jak się nazywasz? - spytała zaciekawiona dziewczyna. Nie wiedziała, że to Amaimon. Tamtej pamiętnej nocy nie była niczego świadoma, a gdy się już ocknęła nie widziała chłopaka z bliska i nie mogła mu się przyjrzeć.
- Wybacz Shiemi, na razie nie mogę ci tego zdradzić - odpowiedział.
- Skąd znasz moje imię? - zapytała.
- Mówiłem, że cię obserwowałem. A teraz, skoro wiesz jak wyglądam chciałbym cię o coś prosić.
- O co? - była tego bardzo ciekawa.
- O spotkanie. Może... dziś w nocy? Przy starym dębie na polanie. Tam nikt nie chodzi. Muszę z tobą porozmawiać, a tu zaraz zjawią się twoi hmmm.... przyjaciele?
- Eee, no wiesz... -nie wiedziała co odpowiedzieć. W końcu wcale go nie znała. Czemu miałaby mu ufać? Jednak było w nim coś... co pozwalało wywołać złudne uczucie bezpieczeństwa, a może nie było w tym nic złudnego? - No dobrze... - odparła po chwili namysłu. - O której?
- Może być północ?
- Może.
- No to... do zobaczenia. - odpowiedział pospiesznie i zniknął w bocznych drzwiach. W tej samej chwili na korytarzu pojawiła się Yukio.
- O, Shiemi, już jesteś? Tak wcześnie? Do rozpoczęcia zajęć jeszcze pół godziny.
- Tak, wiem... jakoś dzisiaj wcześniej się obudziłam. Nie będę Ci przeszkadzać? - zapytała, nie pewnie widząc jak chłopak gestem zaprasza ja do klasy.
- Nie. Chodź. Skoro już jesteś to porozmawiajmy.- weszli do klasy w której podobnie jak na korytarzu panował półmrok.
- O co chodzi? - zapytał Shiemi, wiedząc jak Yukio nerwowo poprawia okulary.
- Ja... no... - zaczął niepewnie - dwa dni temu doszło miedzy mną, a profesor Shurą do czegoś, co nie powinno się zdarzyć... Wiem, że nas widziałaś....
- Przepraszam! Ja tylko przechodziłam obok i ja... tak wyszło... nie chciałam podglądać... przepraszam - zaczęła tłumaczyć się zmieszana.
- Nie się nie stało, naprawdę, tylko... to ona i.... uhhh - Yukio zrobił się cały czerwony - To nie powinno mieć miejsca. - powiedział i podszedł do stolika na którym usiadła Shiemi.Wziął jej ręce w swoje i powiedział :
- Jesteś dla mnie bardzo ważna.... - jego twarz powoli zbliżała się do jej twarzy. Jednak w chwili gdy jego wargi dotknęły warg Shiemi, zapaliło się światło i do klasy weszła profesor Shura. Na szczęście Yukio w porę ją dostrzegł i oddalił od dziewczyny.
- Witaj Yuki ♥! - zawołała wesoło, po czym, gdy zauważyła Shiemi coś zaczęło jej nie grać...
- Ej... co wy tu...
- Dawałem Shiemi korepetycje. Ostatnio słabiej jej idzie. - powiedział poważnym i opanowanym tonem Yukio. Zabrzmiało to tak przekonująco, że gdyby nikt nie wiedział co wcześniej zdarzyło się w klasie, uwierzyłby. I Shura uwierzyła.
- No dobra... Shiemi możesz na chwilę wyjść? - zapytała uprzejmie.
- Tak. - wyszła zostawiając ich samych. Stanęła jednak pod drzwiami i zaczęła nasłuchiwać podwyższone głosy.
- ...co z tego? Przecież jesteśmy razem! - Zawołała Shura.
- Ciszej! Przecież to nic nie znaczyło.
- Dla ciebie może i nie, ale ja przyjęłam to inaczej.
- ...jeden pocałunek!
- Jaki jeden? A to sprzed miesiąca? Ile to było razy? To co, już ci się znudziłam?! A możne ty z tą Shiemi...
- Oszalałaś?! Z takim dzieciakiem?!
- Czemu nie? Widzę przecież jak na ciebie patrzy! Nie jestem ślepa!
- Wolę milion razy ciebie.... - po tych słowach Shiemi już nie słuchała. Może to była prawda, może nie, ale na pewno nie było to miłe. Po chwili na korytarzu zjawiła się reszta klasy. Drzwi się otworzyły.
- Wchodźcie - zawołała uśmiechnięta Shura. Musiałam załatwić jedna sprawę, ale już wszystko w porządku...
Przez cały czas na pozostałych zajęciach Shiemi myślała tylko o jednym - o spotkaniu z tym nieznanym chłopakiem...
Lekcje już dawno się skończyły, a do spotkania pozostała godzina. Dziewczyna leżała w łóżku z otwartymi oczami. Myślała. Nieznany chłopak wydał jej się bardzo uroczy. " Chyba znowu się zakochałam " - pomyślała o swej niestabilności w uczuciach. Następnie wstała z łóżka i wymknęła się z domu.
Dotarła na miejsce przed czasem, jednak ku jej zdziwieniu tajemniczy chłopak już na nią czekał.
- A więc jesteś... Wiedziałem, że przyjdziesz przed czasem...
- Powiesz mi teraz jak masz na imię? - wypaliła
- Naturalnie. Jestem Amaimon. - "To on?!!!" - przemknęło jej przez myśl. - Możesz nie wiedzieć, ale gdyby nie Rin to...
- Wiem. Mówili mi. Czego ode mnie chcesz?
- Muszę powiedzieć Ci, że cię kocham - powiedział to prosto z mostu. Nie skrywał swoich uczuć.
- och... myślałam o tobie dużo i...- Chłopak nie dał jej dokończyć. Stanął przy niej i delikatnie pocałował. Jego nadludzko długi język czule badał jej podniebienie. Gdy zaczęło brakować im powietrza, Amaimon zakończył tę, jak że cudowną chwilę...
- I ja ciebie kocham - wyszeptała mu do czule do ucha.
- Pragnąłbym z tobą być, ale to niemożliwe. Dziś chciałem powiedzieć ci całą prawdę.
- Dlaczego?! - krzyknęła zdruzgotana - po raz pierwszy ktoś mnie pocałował, po raz pierwszy ktoś NAPRAWDĘ chce ze mną być, a ty mówisz, że nie możemy być razem?
- Wiem, że to trudne, ale pomyśl. Czy demon i człowiek mają jakaś szansę? Człowiek ledwo dożywa 100 lat, a demony mogą trwać wiecznie i...
- Ludzie też mogą trwać wiecznie. W naszych sercach.
- Shiemi...
- Nie! Jeśli mnie kochasz... ja zrobię dla ciebie wszystko! - krzyknęła z niespotykaną mocą - tylko pozwól mi być z tobą...
- Kocham cię Shiemi i nie potrafię już cię dłużej ode mnie odwlekać. Możemy być razem, jeśli jesteś tego pewna...
- Nigdy nie byłam niczego pewniejsza. Ani życia, ani śmierci, ani żadnej innej rzeczy...
♥♥♥


Subskrybuj:
Posty (Atom)





