wtorek, 24 września 2013

Zakochany demon cz.3 part 1

      - J-Jeśli mogę spytać, t-to jak to jest...tańczyć z Sebastianem?- wyjąkała pytanie May-lin. Była teraz sam na sam z Lady Jennifer w jej pokoju, aby przebrać dziewczynę w piżamę. Bal skończył się pół godziny temu. Teraz pokojówka miała okazję, aby zadać pytanie, które dręczyło ją od momentu, gdy ujrzała Lady i Sebastiana razem na balu.
- Al...w jakim sensie...?- zapytała lekko zaskoczona takim pytaniem, Jennifer.
- No...jakie to uczucie? Ja zawsze chciałam tak z nim zatańczyć...- rozmarzyła się May-lin.
- Ha ha ha!- roześmiała się Jennifer. - I co? Nigdy nie poprosił cię do tańca?
- No...nie...zawsze na balach gdzieś znikał, albo pomagał w kuchni. Dziś jednak tak nie było....Widziałam go za kolumną. Patrzył się tylko na panienkę.
- Naprawdę? Ciekawe...- dziewczyna zamyśliła się na chwile z poważną miną. W środku jednak miała ochotę krzyczeć  z radości. - Jeśli chcesz wiedzieć, to ci powiem...Gdy tańczysz z Sebastianem, to czujesz się taka wolna, a równocześnie skrępowana. Uważasz na kroki, z obawą, że się pomylisz i ośmieszysz. Kiedy jesteś niego tak blisko, kiedy on na ciebie patrzy...ręce zaczynają ci się trząść. Niemal tracisz zmysły!
- Aaaa...tak myślałam...
***
     W międzyczasie Sebastian szykował swego panicza do spania, a tamten nie przestawał się  w niego wpatrywać. Wreszcie, gdy Ciel leżał już  w łóżku, lokaj odezwał się.
- Czy coś się stało, paniczu?
- Nie, czemu tak sadzisz?
- Patrzy się na mnie panicz z takim dziwnym wyrazem triumfu na twarzy...- wytłumaczył chłodno Sebastian.
- A, to..nie przejmuj się.
- Powie mi panicz wreszcie o co chodzi? - zapytał ponownie poirytowany już tym zachowaniem, lokaj.
- Widziałem cię na balu. Zwykle przychodzisz na nie tylko popatrzeć albo siedzisz w kuchni. Dziś było inaczej...
- Ja także panicza widziałem. Tańczył panicz z panienką Elizabeth. To chyba jakiś cud. Zwykle podpiera panicz ściany...- powiedział lokaj z przekąsem. Hrabia jednak nie dał się sprowokować.
- To samo można powiedzieć o tobie. Tańczyłeś. I to z Jennifer.
- Mi, jako lokajowi rodziny Phantomhive nie wypadało odmówić.
- Więc to ona poprosiła do tańca? - zapytał zbity z tropu hrabia.
- Tak. Nie wiem więc, o co panicz robi tyle hałasu. Dobranoc.
- Hej! To jeszcze nie koniec rozmowy! Nie ignoruj mnie! - zdenerwował się Ciel.
- Proszę o wybaczenie. Już późno.
- Dobrze więc. Ale odpowiedz mi na jedno pytanie : Czujesz coś do niej? Pamiętaj, nie możesz mnie okłamać!
- Yes, my Lord.
- No więc?
- Zauroczyła mnie swoim charakterem, podobnym do panicza, ale równocześnie nie tak chłodnym i oschłym. Z wyglądu najbardziej podoba mi się jej twarz, taka delikatna, nie zdradzająca żadnych emocji...
- Dobra, dobra nie chcę wysłuchiwać jaka jest piękna i w ogóle...Podoba ci się?
- Po co panicz chce to wiedzieć?
- Odpowiedz.- rozkazał hrabia z naciskiem. Sam nawet nie wiedział, po co chce to wiedzieć. Może po prostu chciał znać słabość swojego lokaja?
- Tak.- odpowiedział Sebastian, nie patrząc nawet na swojego pana.
- Nie mogłeś tak od razu? - zapytał zirytowany Ciel. Dobrze wiedział, że taka będzie odpowiedź. Czemu więc lokaj nie powiedział od razu? To pytanie pozostało jednak bez odpowiedzi. Sebastian milcząc ruszył w stronę drzwi. Przy progu jednak zatrzymał go głos panicz :
- Nie martw się. Nie powiem jej. 
***
     Kolejny dzień rozpoczął się deszczem. Tak jak z resztą, zwykle w Anglii. Lokaj wstał, umył się, ubrał i poszedł do kuchni zrobić śniadanie dla panicza i panienki Jennifer. Nie dane mu jednak było zrobić tego, co zamierzał. Do kuchni wpadła zziajana Mey-lin.
- Sebastianie!!!
- Co się znowu stało?
- P-Panienka Jennifer...nie ma jej!
***
     Czerwony niczym krew, żniwiarz Grell Sutcliff. Przez ostatnie dwa dni siedział na gałęzi wielkiego drzewa, patrząc na to, co działo się w rezydencji Phantomhive. Stamtąd miał wspaniały widok na Sebcia! Jednak stało się coś, co uniemożliwiło mu jego prace Shinigami. ONA! Zjawiła się w rezydencji i bezczelnie ukradła mu Sebastiana! Stracił dla niej głowę..."to okropne!" - myślał wściekły, siedząc na gałęzi. Minęły dwa cenne dni. W tym czasie miał uzupełnić raporty i zebrać parę  dusz. Tymczasem jednak nie zrobił nic, prócz drętwego patrzenia się w okna rezydencji..



****************************************************************************************************************************************************************
   Na razie niestety tylko tyle, jutro c.d., a ja nie mam za dużo czasu, bo zadają do domu naprawdę sporo!


poniedziałek, 16 września 2013

Zakochany demon cz.2

     Lady Jennifer była w rzeczywistości bardzo przyziemną i dobrze ułożoną dziewczyną. Z charakteru bardzo przypominała Ciela, ale nie była taka zimna i  oschła, jak on. Myślała trzeźwo, wymagająca acz wyrozumiała. Te względności zauroczyły Sebastiana. Lokaja zawsze coś skrycie ciągnęło do swojego panicza, ale gdy pojawiła się jego starsza, o płci pięknej, wersja, od razu poczuł do niej sympatie.
     Następny dzień zaczął się dla lokaja, jak każdy inny. Wstał, wziął krótki prysznic, ubrał się i podążył do kuchni, aby przygotować śniadanie dla swojego panicza. Jednak gdy dotarł do pożądanego pomieszczenia, zobaczył, że przy stole kuchennym siedzi Jennifer. Oparta z ręką o policzek, wpatrzona w okno, za którym widać było wschodzące słońce. Niebo natomiast mieniło się kolorami i najróżniejszymi odcieniami fioletu, różu i błękitu. Zaprawdę, piękny widok. Widać było, że dziewczyna dopiero co wstała. Nie była ubrana w ubranie, tylko w cienką, długą koszulę nocną. Jej długie, czarne włosy okrywały jej plecy, niczym płaszcz.
- Czy coś się stało?- zapytał przyjaźnie Sebastian. Lady drgnęła, po czym odwróciła się do lokaja.
- Nie, nic. Wstałam po prostu wcześniej, gdy wszyscy jeszcze spali. Nie chciałam nikogo budzić, aby mnie ubrał...
- Najmocniej przepraszam. Podać śniadanie? - dziewczyna tylko skinęła głową. Teraz bardzo przypominała lokajowi Ciela. Mężczyzna odwrócił się do niej tyłem i zaczął przygotowywać śniadanie i herbatę. Po chwili naleśniki już były gotowe. lady Jennifer zjadła je w mgnieniu oka, a następnie zaczęła sączyć powoli, gorący płyn. Gdy skończyła, zapytała :
-Ubierzesz mnie?
- Jeśli panienka chce..- odpowiedział, wzruszył ramionami i ruszył za dziewczyną do jej sypialni. Tam, na łóżku leżała wybrana przez Jennifer sukienka na dziś. Była blado-błękitna. Równie piękna, co zeszłego dnia.
- Na co czekasz? - zapytała patrząc mu w oczy.
- Na nic, tylko...może ma panienka jakąś szarfę do przewiązania moich oczu...
- Niestety nie. Po prostu je zamknij. Ufam ci.- powiedziała wyniośle i stanęła prosto z rozłożonymi rękoma.
- Proszę o wybaczenie.- przeprosił Sebastian, zamknął oczy i ubrał dziewczynę w suknię. Gdy skończył, dało się słyszeć po całej rezydencji chłopięcy krzyk :
- Sebastian!!!- to był Ciel. Granatowowłosy już z dobrą godzinę czekał na swoje lokaja, aż ten przyniesie mu śniadanie i ubierze go, jak co dzień.
- Muszę już iść. Panicz wzywa.
- Najwidoczniej.- odparła Lady Jennifer i uśmiechnęła się do niego.
     - O co chodzi?- spytał Sebastian, który dostał się już do pokoju swego pana, z tacą ze śniadaniem i gorącą herbatą.
- Zawsze przychodzisz i budzisz mnie o ósmej! Dzisiaj spóźniłeś się godzinę! - zganił lokaja, chłopak.
- Najmocniej przepraszam. Musiałem zająć się naszym gościem.
- Ah tak...Znowu ona!- zdenerwował się Ciel.
- Czyżby panicz był zazdrosny?- odciął się Sebastian.
- Idioto! Niby o co?! Po prostu od jej przyjazdu, od wczoraj, zaniedbujesz swoje obowiązki!- hrabia Pantomhive na wcześniejsze słowa lokaja, zaczerwienił się. Nie, żeby coś, ale demon pozwalał sobie na zbyt wiele!
- Ale paniczu, sam panicz mówił mi, że goście zawsze mają pierwszeństwo.
- No niby tak, ale...- oburknął Ciel. - Skończmy już tę niepotrzebną dyskusję!
- Oczywiście. - odparł lokaj i uśmiechnął się zwycięsko.
     Tego dnia w rezydencji rodu Phantomhive, miał odbyć się bal. Zaproszeni zostali między innymi: Panienka Elizabeth z rodziną i służba, książę Soma i Agni, cała pozostała rodzina panicza, oraz jego znajomi i stali klienci firmy Fantom. Z tego powodu Sebastian od śniadania po obiad siedział cały czas w kuchni i szykował jedzenie na uroczystość.
     Był już wieczór. Goście mieli zjawić się za pół godziny. Do tego czasu Lady Jennifer strasznie się nudziła. Brakowało jej towarzystwa. Ciel szykował się na przyjęcie, cała służba miała do wykonania swoje obowiązki, a Sebastian...no właśnie. Nie sprawdziła jeszcze, co on robi. "Pewnie siedzi u Ciela i pomaga mu się ubrać..."- pomyślała dziewczyna, przez co straciła ochotę na szukanie go. Sama za to już dawno była gotowa. May-lin pomogła wyszykować się jej godzinę temu. Była ubrana w błękitno-morską suknię z falbanami. W tali miała łagodne wcięcie, za to poniżej okazywała się w całej swojej krasie. Rozłożysta i delikatna. Włosy dziewczyna miała upięte w niezgrabny kok, który mimo wszystko, dodawał jej uroku. Ciekawa była, czy spodoba się Seba...to znaczy gościom.(XD) Popatrzyła w lustro. "Całkiem, całkiem.."-pomyślała o sobie. Nagle rozległo się pukanie.
- Proszę!- krzyknęła. Do pokoju wszedł Sebastian. Dziewczyna odwróciła się do niego przodem. Lokaj oniemiał. Fakt, kolory sukni nie były w jego typie, ale całość pięknie się prezentowała.  Znowu nie mógł wykrztusić z siebie słowa. Stał tylko i patrzył.- Czy coś nie tak z moim strojem?- zapytała zaniepokojona Jennifer sprowadzając Sebastiana z powrotem na ziemię.
- Ależ nie! Strasznie panienka ładnie wygląda!- zapewnił ją loka z zapałem.- Tylko...przyszedłem tu, aby oznajmić, że bal zaraz się rozpocznie.
- Dobrze, już idę. - oznajmiła i wyszła za mężczyzną.
     Na sali głównej było strasznie dużo osób. Panowała wrzawa, głośne rozmowy, oraz śmiechy. Goście dobrze się bawili. Gdy Lady Jennifer weszła na salę prowadzona przez lokaja, wiele osób spojrzało w ich stronę. Rozległy się pomruki pełne zachwytu i oniemienia. Bez cienia wątpliwości można stwierdzić, że dziewczyna prowadzona przez demona, była najpiękniejsza na całym balu. Ciel Phantomhive wraz z Lizzy tańczyli z boku sali. Chłopak uśmiechnął się z wyrazem triumfu na twarzy. Uzyskał pożądany efekt. Lady Jennifer oczarowała wszystkich gości. Po chwili przyjęcie znowu ożyło. Wszyscy wrócili do tańców, zabawy i jedzenia. Hrabia, któremu uśmiech nie schodził z ust, podszedł do dyrygenta, który kierował orkiestrą i szepnął mu coś na ucho.
      Po chwili orkiestra zaczęła grać walca angielskiego. Ten taniec różnił się nieco od walca wiedeńskiego, w którym tak specjalizował się lokaj. Jednak mimo wszystko Sebastian to Sebastian. Doskonały pod każdym kątem.
      Wolna melodia przemykała przez tańczące pary do uszu słuchaczy. Wszyscy znajdowali się na parkiecie i kołysali w rytm. Jednak, gdyby tak się przyjrzeć, to pośród tańczących brakowało Lady Jennifer. Wybredna hrabianka, odrzucała wszystkie zaproszenia do tańca, podpierając ścianę. Po dłuższej chwili goście przestali zwracać na nią uwagę. Tylko dwie osoby na sali cały czas wlepiały swoje spojrzenia w dziewczynę. Byli to hrabia Phantomhive oraz jego lokaj. Ciel ciekaw był, czy Sebastian poprosi ją do tańca. Był tym tak zajęty, że podeptał parę razy stopy swojej partnerce. Jednak Sebastian nie podchodził do Jennifer. Trzymał się  zboku, za kolumną. Stamtąd nawet panicz nie mógł go wypatrzeć. Mężczyzna wiedział, że jego pan celowo poprosił dyrygenta o wolną melodię, aby ten mógł poprosić Lady do tańca. Bardzo chciał zobaczyć swojego lokaja poddającego się uczuciom. "Nie tym razem, my lord."- pomyślał Sebastian z mściwym uśmiechem.
      - O, Sebastian!- to była Jennifer. Zauważyła go, gdy wychylił się zza kolumny.
- T-Tak? Co się stało?- zapytał rozkojarzony.
- Czemu  nie tańczysz? Na tym balu służba przecież może...
- Tak, wiem, ale nie mam z kim. - skłamał szybko.
- Ja także. Może więc zatańczymy razem?- zapytała, rumieniąc się.
- O-Oczywiście. Ahh...Przepraszam za zachowanie z mej strony...- powiedział Sebastian, kładąc rękę na czole i przymrużając oczy.- Wszak to mężczyzna powinien prosić do tańca. Moje zachowanie jest naprawdę godne pożałowania....- Jennifer słysząc to, uśmiechnęła się lekko.
- Nic się nie stało.- powiedziała i pociągnęła lokaja za rękę na parkiet.



**************************************************************************************************************************
    Kosztowało mnie to sporo przymusu, choć wystarczyło tylko przepisać XD. Nie wiem, co się ze mną dzieje, choć wena ma się dobrze...ale nie martwcie się, na pewno wszystko się ułoży! Nie ma to jak być optymistą...co tam jeszcze....W szkole strasznie dużo zadają, więc nie mam zbyt wiele czasu, a jak już to wtedy akurat ktoś mi kompa z rodziny zajmuje :P
    Co jeszcze z nowinek o mnie? Postanowiłam założyć bloga yaoi. Tak, yaoi. Z Bleacha. Pierwsze opka mam już wymyślone, więc wystarczy tylko dodać. Jak coś, to dam linka.
 Pozdrawiam,
   Shura1200


czwartek, 12 września 2013

Zakochany demon

     Był wczesny, listopadowy poranek. Anglia. Deszcz zwilżał ziemię, dając wytchnienie roślinom. Na londyńskich ulicach pojawiały się co raz większe kałuże. Sklepy dopiero się otwierały, miasto powoli budziło się ze snu. O tak wczesnej porze, prawie nikogo nie było jeszcze widać. Dlatego też,pan Williams zdziwił się wielce, widząc wchodzącego do jego sklepu mężczyznę. W dodatku, nie takiego zwykłego...
- Dzień dobry. - przywitał właściciela sklepu, nowo przybyły.
- D-Dzień dobry. - odpowiedział pan Williams. Miał teraz szansę przyjrzeć się przybyszowi. Mężczyzna miał szczupłą budowę ciała, był wysoki i sprawiał wrażenie poważnego i zdyscyplinowanego człowieka. Miał średniej długości, czarne włosy, które doskonale kontrastowały z jego bladą cerą. W jego oczach można było zobaczyć niespotykany u nikogo innego, głód. Ubrany był w długi, czarny płaszcz. Wyglądał na bogatego. Właściciel nie pomylił się. Mężczyzna wybrał najdroższa i najlepsza herbatę. Następnie zapłacił woreczkiem złotych monet i wyszedł, pozostawiając pana Williamsa w niemym zdziwieniu...
***
     -O, panicz już nie śpi? - zapytał Sebastian, zastając hrabiego Phantomhive wygodnie siedzącego na niepościelonym łóżku.- Nie często wstaje panicz tak wcześnie...
- Gdzie byłeś dziś rano? - zapytał chłopak w wieku ok. lat 12, z ciemno-granatowymi włosami i z przepaską na prawym oku.Był hrabią, spadkobiercą ogromnej fortuny rodu Phantomhive. Jego rodzice zginęli w pożarze. 
- Poszedłem kupić herbatę. Przepraszam, że panicza zmartwiłem.- "Wcale nie zmartwiłeś!"- chciał odpowiedzieć chłopak, ale pytanie lokaja go uprzedziło.- Czy podać śniadanie?- hrabia tylko skinął głową. Po chwili miał już przed sobą tacę, z gorącą herbatą i zdrowym posiłkiem. Za nim jednak zabrał się za jedzenie, wziął do rąk złożoną gazetę i zagłębił się w lekturze. Jego lokaj uśmiechnął się nieznacznie.
- Napad na bank...to już trzeci raz w tym miesiącu. - powiedział sam do siebie granatowłosy.- Mam nadzieję, że nie zmartwi to jej wysokości...- następnie odłożył gazetę i zaczął jeść zimne już śniadanie. Wszystkie najistotniejsze fakty znajdowały się na pierwszej stronie. Nie było więc sensu czytać dalej. Gdy chłopak już zjadł i leniwie zwlekł się z łóżka, Sebastian wziął się za ubieranie go. Dwunastolatek wyglądał jak lalka. Całkowicie zależny od tego co robią z nim inni. Sam zapewne nie umiałby nawet zawiązał sznurowadeł w swoich lśniących, czarnych butach. lokaj zrobił to za niego.
***
     - Dzisiaj przyjeżdża córka siostry matki panicza.- oznajmił Sebastian. Hrabia i jego wierny lokaj szli właśnie przez korytarz rezydencji, zmierzając na lekcję gry na pianinie panicza.
- O której się zjawi? - zapytał granatowłosy.
- Około godziny osiemnastej. Spędzi u nas kilka dni.- odpowiedział wysoki mężczyzna o bladej cerze, czerwonymi niczym wino oczach i tajemniczym uśmiechu na ustach.
- Przygotuj wszystko na jej przyjazd.- rozkazał hrabia.
- Yes, my Lord. - odpowiedział znanymi słowami Sebastian. Następnie rozdzielili się ze swym paniczem. Ciel Phantomhive skręcił do sali muzycznej, a jego lokaj podążył swym monotonnym krokiem do kuchni. O dziwo nie została ona jeszcze nie została ona jeszcze wysadzona przez Barda. Było to dość miłym zaskoczeniem dla lokaja. Mężczyzna wyjął z szafek potrzebne składniki i zajął się pieczeniem ciast i przygotowywaniem uroczystego obiadu na dzisiejszy wieczór.
***
     - Witamy milady w posiadłości Phantomhive. Mamy nadzieje, że będzie się tu panienka dobrze czuć.- był już wieczór. lady Jennifer właśnie przyjechała. Lokaj powitał ją i pomógł wysiąść z karety. Jednak, kiedy na nią spojrzał, stało się coś dziwnego. Demon ma coś na wzór serca. I właśnie wtedy to coś, zaczęło bić szybciej. Lady Jennifer była przepiękna. Cera jej była śnieżnobiała, usta czerwone,  a oczy zielone. Suknia natomiast miała ładny krój, była rozłożysta i bogata o wiele wzorów. Kolor jej był niczym fiołki kwitnące wiosną na łące. Jasny, bezdenny fiolet. Całość świetnie się komponowała na tej pięknej, ludzkiej kobiecie.
- Dziękuję.- odpowiedział lekkim, aksamitnym głosem. Zgodnie z planem, lokaj powinien teraz zaprowadzić nowo przybyłą do jej pokoju, a następnie zaprosić na kolację. Demon jednak ani drgnął. Stał jak zaczarowany, tymczasem Ciel zaczynał się już lekko niecierpliwić...
- Sebastianie!- szepnął cicho.
- A-a tak. Przepraszam za moje naganne zachowanie, ale oślepiła mnie pani uroda. - Jennifer zarumieniła się lekko i skierowała wzrok na ziemię. - Teraz zaprowadzę panienkę do pokoju. Proszę za mną. - powiedział Sebastian i oddalił się w głąb rezydencji.
- Finny! - przywołał ogrodnika hrabia. - Zajmij się bagażami naszego gościa.
- Oczywiście! - wykrzyknął chłopiec, zadowolony, że dostał tak ważne zadanie. Był bardzo silny, więc bez problemu poradził sobie z pięcioma walizkami Lady.
     Tymczasem Sebastian i Jennifer byli już w pokoju.
- Bardzo ładny wystrój. - pochwaliła pomieszczenie dziewczyna.
- Panicz wybrał tę "komnatę" specjalnie dla pani, mając nadzieję, że będzie się tu panienka dobrze czuła. - wyjaśnił demon. Lady Jennifer nie była jeszcze dorosłą kobietą. Miała piętnaście lat, zaledwie o trzy więcej od Ciela. pomimo tego, wyglądała bardzo dojrzale. - Zaraz ktoś przyniesie tu pani bagaże. My tymczasem zejdźmy już  może na herbatę?
- Dobrze. - odpowiedziała dziewczyna i ponownie podążyła za lokajem.
     Podczas kolacji Sebastian cały czas "skakał" wokół Lady Jennifer. Dolewał herbaty, podawał najsmaczniejsze smakołyki i dbał o to, aby niczego jej nie zabrakło. Widać było, że dziewczyna świetnie się bawiła.
- Mam takie pytanie. Czemu nie wzięłaś ze sobą swojego lokaja? - zapytał w pewnym momencie Ciel.
- nie było takiej potrzeby. Poza tym, twój też świetnie się sprawdza - odpowiedziała dziewczyna i uśmiechnęła się do Sebastiana. Lokaj odwzajemnił uśmiech, a Ciel widząc to, przewrócił oczyma.
***
     Po kolacji Lady Jennifer udała się na spoczynek, razem z May-lin, aby ta mogła przebrać ją w piżamę. Natomiast tylko kilka pokoi dalej młody hrabia przywołał do siebie Sebastiana.
- Sebastianie, mówiłeś, że demony nie mają uczuć.
- Tak..tak myślę.
- Więc co jest z tobą nie tak?
- W jakim sensie, paniczu?- odpowiedział pytaniem, szczerze zdumiony lokaj.
- Ha ha ha!- wybuchnął śmiechem chłopak.- A może to ja tak się podlizuję Jennifer? Ha ha ha!
- Ja...ja po prostu staram się być miły dla naszego gościa.
- Dobra, dobra. Wszystko rozumiem. Ale bawi mnie, jak zaprzeczasz.
- Paniczu...
- Dość. - przerwał mu granatowowłosy. - Teraz przynieś mi herbaty.
- Oczywiście. - odpowiedział Sebastian i z dziwaczną miną, udał się do kuchni.
- A więc jednak. - powiedział sam do siebie hrabia. - Zakochał się.



********************************************************************************************************************
    Wreszcie udało mi się to napisać! Niby wystarczyło tylko przepisać, ale no...brak chęci i czasu mnie zaatakowały. Poza tym miałam nie mały problem z blogiem. Coś mi się tam zawiesiło itd...no ale nie będę was zanudzać. Najważniejsze, że już to naprawiłam. I jeszcze jedna sprawa. Co do tego opowiadania to jest taka sprawa, że w tej wersji matka Ciela miała dwie siostry. Córką jednej z nich jest lady Jennifer. To już chyba wszystkooo..czekajcie na cd.!
   Pozdrawiam, 
Shura1200

P.S
 Gomene za wszelakie błędy! Niby sprawdzałam, ale różnie to bywa :)

poniedziałek, 2 września 2013

Bohaterowie Ao no żegnają się z Wami!

      Wszystko co dobre, kiedyś się kończy, a zatem mam smutną nowinę dla wielbicieli Ao no exorcist : nastaje era Kroshitsuji. Mam jednak nadzieję, że i to Wam się spodoba. A zatem bohaterowie anime/mangi Ao no żegnają się z Wami...Sayonara!



























I jeszcze raz przypomnijmy sobie wszystkich...czyli taka mała galeria Ao :

         Rin












Yukio



    Shiemi


    Izumo













Konekomaru


  Shura ♥



   Bon


   Shima


  Mephisto



    Amaimon


Do następnego!

















A w tym tygodniu już pierwsza notka z Kuroshitsuji


Pozdrawiam,
Shura1200




Zwycięzca - Shura x Yukio (na zamówienie) cz. II

     Shura biegła ile tylko sił w nogach. Szukała Masakry, potężnego demona, który wdarł się do Akademii Prawdziwego Krzyża. Zawarła wcześniej pewien układ z Yukio. Kto pierwszy odnajdzie i pokona potwora, będzie mógł zmusić przegranego do pewnej rzeczy. Shura już wiedziała co to będzie..."Każe mu umawiać się ze mną na randki przynajmniej pół roku, może wtedy na reszcie pozna się na mnie lepiej i zakocha ♥!"- myślała. Dlatego tez musiał jak najszybciej rozprawić się z nieproszonym gościem.Przebiegała właśnie przez trzecie skrzyżowanie korytarzy, kiedy wreszcie GO zobaczyła! Masakra! Stał odwrócony do niej tyłem i najwyraźniej z kimś walczył....
- Shura! Pomóż! - to był Yukio. Walczył z wichurą od przodu i ledwo dawał sobie z nim radę.
- J-Już!- po chwili wahania dziewczyna ruszyła na demona od tyłu. Ten jednak odtrącił ją ogonem.
- Shura! Sam sobie z nim nie poradzę! Jest za silny!
- Jasne! Odetnij głowę węża, który pożarł siedem księżniczek - wypowiedział słowa pieczęci i wyciągnęła z nad biustu miecz. Zaraz potem rzuciła się na Wichurę. Tym razem nie dała się załatwić ogonem...Wbiła katanę w grzbiet odwróconego tyłem przeciwnika. Demon zalał się krwią, ryknął z wściekłością i rozpłynął się w powietrzu. Dosłownie.
- YE!!! Udało się! - ucieszyła się Shura.
- Wcale nie. Gdyby przeczytała akta dotyczące misji, bo zapewne tego nie zrobiłaś...
- Coś mi wypadło...
- ...to wiedziałabyś, że Wichura ma zdolność pozwalającą mu na zniknięcie i pojawienie się w dowolnym, innym miejscu w promieniu 500 metrów. Dlatego to nie takie proste...
- Aha...No to w takim razie nie mógł uciec daleko....ale Yukio! Ty krwawisz!- rzeczywiście. Ramię chłopaka było głęboko przecięte.
- A no rzeczywiście...- mruknął zaskoczony chłopak i przewiązał ranę kawałkiem materiału.- Powinno na razie wystarczyć...
- Ty chyba żartujesz! Wda ci się zakażenie!
- Trudno...Puki co, nie mogę z tobą przegrać..- pomimo bólu uśmiechnął się.- Bo chyba w tej samej chwili go zauważyliśmy...
- Tak...Ale jeśli chcesz, możemy unieważnić umowę...Przynajmniej na czas, aż wrócisz od pielęgniarki i..
- Nie.- zaprzeczył stanowczo. - Nie mamy aż tyle czasu. Trzeba ruszać już teraz.
- No dobra....jak chcesz...- dodała już nieco ciszej, Shura.
- Biegniemy!- i ruszyli w nieznanym im kierunku, poprzez szkolne korytarze...
      Wreszcie znaleźli Wichurę. Nie musieli długo szukać. Demon znajdował się parę korytarzy dalej, nadal ciężko ranny.
- Wykończmy g.....- Shurze urwał nagły wystrzał z pistoletu. Wichura zawył krótko z bólu i upadł z głuchym łoskotem na ziemię. Następnie zaczął się powoli rozpadać  na co raz mniejsze kawałeczki, aż zupełnie zniknął....
- Wygrałem...- skwitował krótko Yukio.
- A-Ale jak...! Przecież nie wodą święconą!
- No...dodałem co nieco do tego pocisku...Truciznę na demony...
- A-Aha...- Shura była nadal bardzo zaskoczona.- Masz rację..Ja przegrałam....co mam zrobić?
- Wiesz co?Może gdzieś wyjdziemy?
- C-Co?! Randka?! A na moje to nie chciałeś wychodzić!!!
- Kwestionujesz zadanie? W takim razie...
- Ależ skądże! Skąd ci to przyszło na myśl? To kiedy?
- No nie wiem..jutro?
- Dobra.- Yukio odwrócił się już z zamiarem odejścia, dodał tylko :- A i jeszcze zajmij się złożeniem raportu z tej misji...
- A...Yukio?- chłopak zatrzymał się i odwrócił się do dziewczyny.
- Tak?
- Dziękuję...- powiedziała, podeszła do niego i pocałowała namiętnie w usta, badając czule jego podniebienie. Po chwili zakończyła pocałunek, uśmiechnęła się i pobiegła do siebie zostawiając Yukio czerwonego jak piwonie, samego...

**********************************************************************************************************************
    No i to by było na tyle z Ao...No a co tam u Was? Jak początek roku? Bo byłam dziś w wyśmienitym humorze, pomimo iż zaczęłam nową szkołę. No i to chyba wszystko o mnie....Następna notka, tym razem już z Kurosza, pojawi się w tym tygodniu. Może jutro, może pojutrze....Proszę o cierpliwość. Nerwy na wodze!
  Pozdrawiam, Shura1200

Mroczne starcie cz.3 (na zamówienie)

     - Co tu się...- i nagle Yukio zapalił się jak zapałka. Wszyscy podpaleni na szczęście zostali już ugaszani wodą święconą,, którą polała ich Shura. Rin rozejrzał się wokół. Niczego podejrzanego jednak nie zobaczył. Po chwili wszystko ucichło i uspokoiło się. Młodzi egzorcyści przywarli do siebie plecami szykując się na coś grubszego. Nie wiedzieli nawet, jak trudno będzie im się z "tym" uporać...
     Cisza i spokój nie trwały jednak długo. Z pobliskich krzaków dał się słyszeć śmiech, który z pewnością nie wróżył nic dobrego. Na nic nie czekając, Rin wyciągnął katanę i z biegu wbił jej ostrze z pozoru niewinne zarośla. Krzaki natychmiast zajęły się ogniem, lecz nic innego się nie stało. A śmiech nadal niósł się echem po ciemnym lesie. To już przerosło psychikę granatowłosego.
- Wyłaź, kimkolwiek, czymkolwiek jesteś! - nie spodziewał się jednak odpowiedzi, którą o dziwo otrzymał. Wciąż jednak nie mógł zlokalizować źródła owego głosu.
- Nie gorączkuj się tak! Jeszcze zdążę was wszystkich pozabijać...
- Jedynym zabitym tej nocy, będziesz ty!- wtrąciła się Shura, która tez miała już dosyć tej zabawy w kotka i myszkę.
- Nie bądź taka pewna swego...- odpowiedział jej ten sam, chłodny głos.
- Odetnij głowę węża, który pożarł siedem księżniczek...- wyszeptała ognistowłosa i wyciągnęła z nad piersi swój miecz. Pozostali również zaczęli przygotowywać się do walki. Shiemi i Izumo przywołały chowańców, Bon i Konekomaru przypominali sobie ostatnie ze słów zgubnych wersów, a Shima nerwowo zacisnął mocniej dłonie na swojej lasce. Yukio naładował broń i również się odezwał :
- Nie mamy całej nocy na tę bitwę. Pokaż się wreszcie i zaczynajmy!
- Nie można tak było od razu?!- Rin i Shura ukryli irytację, którą dogłębnie płonęli...Wszyscy stali i wpatrywali się tylko w jeden punkt w głębi lasu. Ktoś szedł w ich kierunku. Kiedy księżyc wreszcie oświetlił jego sylwetkę, zauważyli, że ich napastnik wygląda dokładnie jak Rin, z tym wyjątkiem, że kolor jego włosów mienił się krwista czerwienią, podobnie jak oczy. - Yo! Jestem Ryu. I to ja dzisiaj was pokonam!- po tych słowach chłopak rzucił się na nich z mieczem pochłoniętym niebieskimi płomieniami. Atak przeciwnika odparł Rin. Wtedy Shura zaszła demona od tyłu i już zamierzała przebić go mieczem, kiedy tamten niepostrzeżenie odwrócił się i ja zaatakował. Rina odepchnął w tył. Yukio załadował ponownie swój pistolet i zaczął strzelać. Musiał jednak bardzo z tym uważać, aby nie zestrzelić kogoś z towarzyszy. Izumo włączyła do akcji Uke i Mike, które również rzuciły się na wroga. Shiemi, Bon i Shima stali jednak bezczynnie. Nie mogli w niczym pomóc, więc postanowili chociaż nie przeszkadzać. Wszystkie ataki młodych Exwire skupiły się na Ryu. Demon był nieco zaskoczony, ale w końcu wybuchnął.
- Chyba mnie nie doceniacie!- krzyknął rozbawiony, a kolor jego płomieni zmienił się. Był teraz neonowo żółty. Wraz ze zmianą chowańce Izumo rozpłynęły się w powietrzu, chociaż karteczki nie zostały przedarte. Yukio rozpadł się pistolet na części, a miecz Shury wykrzywił się. Tylko nic nie zadziałało na Rina. Nadal toczył zacięta walkę z przeciwnikiem. - Na ciebie to nie działa? - zainteresował się.
- Jak widać!- odpowiedział granatowłosy i zaatakował nowa serią ciosów, które położyłyby już niejednego...
- No to spróbuj tego...- mruknął Ryu, a kolor płomieni znowu zmienił barwę, tym razem na czarny. Na Rina znowu to nic nie zadziałało. Co innego z resztą. Wszyscy zaczęli krwawić z ust, nosa i oczu, co wyglądało jakby płakali czerwoną cieczą.
- Aaaa! Co się dzieję!!??- spanikował Shiemi.
- Shiemi! Yukio! Shura!- zawołał Rin. Przez to zamieszanie nie zauważył jednego, mocnego ciosu. Sam też zaczął krwawić. Jego ramię było przecięte na spora głębokość. Okumura syknął z bólu i na nowo podjął walkę z przeciwnikiem.
- Czy, aby cię pokonać naprawdę muszę zrobić to samodzielnie?- spytał czerwonowłosy, a w jego oczach błysnęło, co nie wróżyło nic dobrego.
- Próbuj!- odpowiedział Rin i tym razem od zadał niespodziewany cios. Demon ledwie go uniknął, ale mimo wszystko stróżka krwi spłynęła mu ze skroni.
- Aż ty...- wściekł się. Spróbował zadać jeszcze jeden atak. Płomienie zmieniły barwę na białe. Co ciekawe nie zadziałało to i tym razem na Rina. Ucierpieli jednak (znowu) jego przyjaciele. Zaczęli zwijać się z bólu, jakby ktoś okładał ich niewidzialnymi nożami. Cierpieli. Nie chcieli jednak odwracać uwagi przyjaciela, który jako jedyny pozostawał w "stanie używalności". Młody demon jednak dostrzegł ich mękę.
- Co ty im...
- Co im zrobiłem? To samo, co próbowałem zrobić tobie. Jakimś sposobem moje ataki odbijają się od ciebie i uderzają w nich. Więc lepiej daj się grzecznie trafić i skróć ich mękę!
- Nigdy...Ocalę ich!
- Jak chcesz...- tym razem płomienie zaiskrzyły się zielenią. Ryu i Rin skrzyżowali miecze po raz kolejny, jednak teraz katana czerwonowłosego przeszła przez broń Okumury, tak tak by ta, była powietrzem. Ostrze demona Gehenny zagłębiło się w piersi egzorcysty. Z jego ust trysnęła świeża krew, której również strumienie wylewały się z tej na piersi. Zrobiło mu się słabo, wszystko w okół zaczęło mu się rozmazywać.
- Przyjaciele...wszyscy...- wyszeptał z trudem i osunął się na ziemię...
     Wszyscy egzorcyści leżeli pokonani na ziemi. Krwawili. Ryu tym czasem stał i wpatrywał się  swoje dzieło z uśmiechem na twarzy. Po chwili po lesie rozległ się jego głośny, mroczny śmiech, tak, jak na początku. Przez to nie zauważył...

    ...Huk wystrzału z pistoletu. Yukio ledwo trzymając się na nogach wystrzelił śmiercionośny, ostatni pocisk w kierunku demona. Tamten oszołomiony osunął się na ziemię na wpół żywy. Śmierć zbliżała się wielkimi krokami. Zdołał jeszcze zapytać słabym głosem :
- Ale...jak...twoja broń....przecież...
- Tak, to prawda, twój atak zniszczył mi jedną, ale tak się złożyło, że pod płaszczem miałem drugą ze specjalnym pociskiem. A teraz odpokutuj za swoje grzechy.- zakończył i podszedł do ciała brata. Pochylił się lekko i chwycił jego katanę, którą dla przyspieszenia śmierci, wbił w przeciwnika. Tamten zawył z bólu. "To koniec"- pomyślał Yukio."Przynajmniej na..."- i zemdlał.
***
   Mephisto, który wszystko to obserwował z bezpiecznej odległości, wezwał pierwsza pomoc. Wszyscy żyli. Żyli, choć ledwo. Już dawno tak dobrze się nie bawił. Trzeba to będzie kiedyś powtórzyć...