Mephisto i Miwa szli korytarzem prowadzącym do gabinetu dyrektora. Dziewczyna chodziła tędy już miliony razy - fioletowłosy demon korzystał z każdej okazji, aby ją tam sprowadzić. W końcu był dyrektorem i mógł robić co mu się żywnie podobało...
Wreszcie dotarli do dużych, drewnianych drzwi, na końcu korytarza. Mephisto wyjął klucz i je otworzył. Weszli do środka.
- Zmieniłeś wystrój? - zapytała Miwa.
- Tak.- potwierdził Mephisto. W istocie. Fioletowy kolor ścian zastąpił czerwony, graty z biurka zniknęły, ramy obrazów odmalowano na złoto i odkurzono. Oprócz tego stolik, krzesełka i szafa zmieniły swoje miejsca. - Usiądź.- polecił fioletowłosy. Miwa zrobiła co kazał i zajęła miejsce naprzeciw biurka.
- Co się stało?- zapytała dziewczyna, ciekawiąc się powodu swojej wizyty w tym miejscu.
- Tak sobie pomyślałem...może zechciałabyś się ze mną gdzieś wybrać?
- Eeee... um..ja mam jutro sprawdzian i.. - to było pierwsze co wpadło jej na myśl.
- Jutro jest sobota.- powiedział Mephisto, po czym znowu się uśmiechnął.- Nie sądzę byś miała wybór...
- Mam wybór. Sorry, ale po prostu się nie zgadzam. - ucięła dziewczyna. Na to demon się roześmiał. Nie był to jednak zwykły śmiech...był taki złowrogi i zimny..- Ja...ja już chyba pójdę..- rzuciła i zerwała się z miejsca, jak oparzona. Podbiegła do drzwi i szarpnęła za klamkę. Na szczęście były otwarte...Przy końcu korytarza, obejrzała się przez ramie. Mephisto szedł za nią, a echo jego kroków stawało się coraz głośniejsze...
Dziewczyna biegła już jakieś 10 minut po korytarzach akademii. Znalazła się w takiej części, w której jeszcze nie była. Błądziła od klasy do klasy, niektóre drzwi były otwarte, ale co jej po tym? Najgorsze jednak było to, że nie było tam ani jednej, żywej duszy. No może z wyjątkiem Mephista, który z całą pewnością siedział jej na ogonie.."I co dalej? Czego on ode mnie chce?! Nie może się w końcu odczepić?! - myślała spanikowana. Nie miała zielonego pojęcia gdzie jest i dokąd ma iść...Nagle coś zadudniło jej w kieszeni. Miała przy sobie telefon... Miwa bez chwili namysłu wyjęła ze spodni jedyne źródło ratunku. Spojrzała na spis połączeń. "Do kogo zadzwonić?"- przeglądając numery w końcu napotkała ten, który mógł jej pomóc...
- Halo? - w słuchawce rozległ tak dobrze znany jej głos...
- Rin? To ja, Miwa, musisz mi pomóc! - powiedziała, powstrzymując się od histerii.
- C- Co się stało?- zapytał zaskoczony.
- Musisz mi pomóc...- powtórzyła. - Nie wiem, gdzie jestem, ale na pewno gdzieś we wschodnim skrzydle akademii...Mephisto...on nie potrafi zrozumieć, że po prostu go nie kocham i nie zamierzam się z nim spotykać!
- Już idę. - uciął krótko Rin.
Kroki stawały się co raz głośniejsze. Towarzyszyło im spore echo, które sprawiało wrażenie, że nadchodzą ze wszystkich stron. Dziewczyna stała na środku sporego skrzyżowania korytarzy. Słońce na dworze już dawno chyliło się ku zachodowi. Za oknem było widać już pierwsze gwiazdy. Serce Miwy waliło jak oszalałe. Nastolatka miała wrażenie, że zaraz wyskoczy jej z piersi. Było zimno, ciemno, a Rin się nie zjawiał. Powoli traciła nadzieję...A te kroki były co raz bliżej...
Młody demon biegł najszybciej jak tylko potrafił. Przemierzał puste sale i korytarze we wschodnim skrzydle APK. Wiedział, że nie powinien zostawiać dziewczyny sam na sam z bratem..."a chrzanić to!"- pomyślał Rin. "On nigdy nie będzie moim bratem!"
Mephisto w końcu dopadł Miwe. Obezwładnił ją jednym ze swoich specjalnych zaklęć i wziął na ręce. Wyglądała, jakby była nieprzytomna, ale widziała, słyszała i czuła wszystko...Fioletowłosy demon postanowił zabrać nastolatkę do Gehenny, jednak, aby to zrobić musiał najpierw przemieć ją w demona. Mniejszy problem stanowił portal, który trzeba było otworzyć, ale Mephisto miał już swoje sposoby...
Wyciągnął z kieszeni płaszcza scyzoryk, po czym przejechał nim sobie po ręce. Cicho syknął z bólu. Pomimo iż był demonem, czuł ten sam ból co reszta ludzi. Następnie pociągnął przecięta dłonią po podłodze, rysując jakieś dziwne symbole i znaki. W tym samym czasie zaklęcie obezwładniające (które na daną osobę można było rzucić tylko raz) powoli przestawało działać. Miwa mogła już mówić.
- Co ty wyrabiasz?! - krzyknęła na całe gardło.
- Myślisz, że ci powiem? Wtedy nie byłoby niespodzianki! - odpowiedział wesoło Mephisto i wrócił do przerwanej czynności.
- Zdejmij ze mnie to zaklęcie!- wydarła się ponownie. Dziewczyna postanowiła skorzystać z "odblokowanego" daru mowy.
- Nie mogę...trzeba poczekać, aż samo minie...- wytłumaczył fioletowłosy.- A teraz przygotuj się. Za chwilę wezwę tu niberiusa. On jednak nie jest taki zwykły. Gdy ugryzie człowieka, człowiek staje się demonem...
- Co takiego?!- dziewczyna spanikowała.
- To, co słyszałaś. Nie przejdziesz przez portal będąc człowiekiem. Teraz dopiero zabawa się zaczyna! - wykrzyknął, po czym zaczął przyzywać demona.
- Nie!!!- wydarła się na całe gardło Miwa, kiedy szczęki wielkiego, demonicznego psa, zbliżające się do jej skóry. - Aaaa!!! - po wschodnim skrzydle akademii rozległ się krzyk pełen bólu i rozpaczy.
Rin to usłyszał. Usłyszał jej krzyk. Cierpiała, a jego wyobraźnia pokazywała mu najgorsze scenariusze. Puścił się biegiem przez jakiś zupełnie mu nie znany, wąski korytarz. Krzyk dobiegał z niedaleka. Nagle wpadł na jakąś ławkę, walnął w nią z impetem. Nie zdążył wyhamować. Z jego kolana zaczęła sączyć się krew. On jednak nie zwracał na to najmniejszej uwagi. Biegł dalej i chociaż ból był nie do zniesienia, nie poddawał się. W końcu dostał się na główne skrzyżowanie korytarzy. To, co tam zobaczył było gorsze, niż sobie wyobrażał...
Miwa leżała w kałuż krwi, która sączyła się z jej rany na lewym boku. Obok niej stał Mephisto i szaleńczo się uśmiechał. Niberius znikł.
- Proszę, proszę...kogo my tu mamy? Zdążyłeś w samą porę na seans, którego nigdy w życiu nie zapomnisz!- powiedział fioletowłosy po czym go obezwładnił. Rin padł unieruchomiony na ziemię. Tego się nie spodziewał...
Tymczasem krew wypływająca z boku Miwy zaczęła układać się w prostokąt. I gdy Mephisto dolał tam tylko kroplę krwi z tajemniczej fiolki, pochodzącej z kieszeni jego płaszcza, ciecz zaczęła bulgotać i uformowywać się w bramę Gehenny...Rin patrzył na to wszystko z przerażeniem. Nie mógł nic zrobić..
Dyrektor akademii podszedł do dziewczyny i skropił ją jedną kroplą krwi z tej samej fiolki. Wtedy Miwa zaczęła unosić się lekko nad ziemię i dygotać, bynajmniej nie z zimna. Po chwili oślepiło ich przerażające światło, po którym nastąpił mrok. Mrok tak wielki, że nawet gwiazdy znikły. Po chwili w ciemności pojawiły się dwa lśniące punkty. Za chwile kolejne dwa i jeszcze i jeszcze więcej...Ciało dziewczyny zaczęło migotać, a następnie całe światło znów się pojawiło. Tym razem jednak to Miwa stawał się co raz bardziej mroczna...Jej włosy stały się kruczoczarne. Tak samo oczy i usta. Jej ubranie na chwile znikło, a w zamian pojawiła się krótka, zwiewna, czarna sukienka. Na nogach znalazły się kozaki sięgające lekko powyżej kolan. Z pleców dziewczyny wyrosły dwa wielkie, postrzępione nietoperze skrzydła. Za raz po nich pojawił się czarny ogon, zęby i uszy wydłużyły się. Tak oto powstał demon ciemności - Miwa Okatchi.
- Nareszcie...- szepnął podekscytowany Mephisto i złapał nieprzytomną dziewczynę, za nim zdążyła upaść na ziemię.
- Nie!!!- tym razem to był Rin. Odzyskał mowę. Był lekko mówiąc wściekły. Jak fioletowłosy śmiał zrobić coś takiego?!!! Młodego demona rozpaliły błękitne płomienie, ale nadal nie mógł się ruszać. Wtedy stało się coś, czego kompletnie nie przewidział.. Nad czołem, we włosach dziewczyny pojawiły się dwa, lśniące pentagramy. Dziewczyna otworzyła oczy. Nastał ciemność. Kiedy po trzech sekundach nareszcie pojawiło się światło, scena, która była wcześniej zmieniła się. Zszokowany Mephisto stał nad bramą Gehenny z rękami wyciągniętymi przed siebie, jakby kogoś niósł. Jednak ten ktoś, stał za nim i wystarczyła chwila, aby znalazł się w błotnistym portalu. To dziewczyna go tam wepchnęła.
- Niech ktoś mnie wyciągnie! - wrzeszczał spanikowany. - Dajcie mi szansę!!!
- A czy ty mi ją dałeś?! Przemieniłeś mnie w ...w TO - zdenerwowała się Miwa.
-Błagam!- jęczał fioletowłosy, ale już prawie cały był po tamtej stronie. Wtedy Rin zdał sobie sprawę, że może się ruszać. Co prawda był trochę zdrętwiały, ale już wiedział, co ma robić. Wyciągnął kurikare. Błysnęło błękitne światło. Chłopak podbiegł do nastolatki i przewrócił ją na ziemię. Ta nawet nie była w stanie wstać. Kompletnie zaskoczył ją fakt, że Rin jest demonem. W między czasie demon uniósł miecz nad głowę i za nim całkowicie zdążyło wciągnąć Mephista, uderzył w bramę. Wszystkich tam obecnych poraziło błękitne światło. Po chwili wszystko znikło. Rin schował katanę. Fioletowłosy leżał nieprzytomny na ziemi. Miwa wstała chwiejąc się na nogach i zapytała :
- C-Czemu to zrobiłeś?! On przemienił mnie w demona! Nie chcę nawet na siebie patrzeć! To okropne...a ty tak po prostu mu darowałeś?!
- Dostał nauczkę. Wybacz mi, wiem, że cię zranił, ale wtedy myślałem tylko o konsekwencjach wysłania go bez możliwości powrotu do Gehenny! Gdyby Mephisto zniknął, akademia nie miałaby wtedy dyrektora, a nas zamknięto by pewnie i zaczęto dochodzenie. Poza tym, gdyby Watykan dowiedział się o tym, że w Ashiash pojawił się kolejny demon, z pewnością by cię zabito!
- Racja...- potwierdziła cicho Miwa i spuściła głowę. - Co teraz ze mną będzie? Przecież nie mogę tak paradować po akademii!
- Wiem. Dlatego też, chciałem, aby Mephisto został. On może coś na to zaradzić. A teraz chodźmy. - powiedział i wziął nieprzytomnego dyrektora na ręce. Udali się do gabinetu.
***
Ułożyli nieprzytomnego w jego skórzanym fotelu za biurkiem polali zimną wodą. Natychmiast się ocknął.
- Aaa! Co się stało? Gdzie ja jestem?
- U siebie w gabinecie. - odpowiedział Rin spokojnie.
- Dlaczego...?- zapytał Mephisto i nagle spochmurniał. - Dlaczego tu jestem...?
- Darowaliśmy ci. W zamian oczekujemy, że nie nagłośnisz sprawy i pomożesz Miwie odzyskać normalny wygląd.
- Oczywiście! Wiem jak to zrobić. - oznajmił po czym zaczął grzebać szufladach biurka. Wreszcie wyciągnął jakiś przedmiot i podszedł do dziewczyny. - Daj rękę.- nastolatka zrobiła, co kazał. Wyciągnęła lewą dłoń przed siebie. Wtedy dyrektor założył jej na rękę bransoletkę. Nagle błysnęło i cała czerń z dziewczyny została wchłonięta do magicznego przedmiotu. Miwa wyglądała tak, jak dawniej.
- Dobra, my idziemy, a ty zajmij się sobą. I lepiej już nic nie kombinuj. - powiedział granatowłosy, po czym pociągnął dziewczynę za rękę w kierunku wyjścia.
- Rin...dziękuję. Gdyby nie ty, nie byłabym sobą...- wyszeptała Miwa.
- Posłuchaj. - przerwał jej nagle Rin. - Niech to wszystko co zdarzyło się tej nocy zostanie między nami. I nigdy nie zdejmuj tej bransoletki.- polecił.
- Dobrze.- powiedziała i przysunęła się do demona. - Nawet nie wiesz, jak bardzo jestem ci wdzięczna - szepnęła, a ich wargi delikatnie złączyły się w bardzo namiętnym pocałunku. Oboje potrzebowali tego, jak powietrza, czy odpoczynku...
*********************************************************************************
No dobra to "walka o względy" została oficjalnie zakończona. Jak widzicie dodałam notkę trochę wcześniej, bo miałam wystarczająco czasu. Poza tym chciałam jeszcze wyjaśnić pewną sprawę. Otóż niektórzy mogli przejąć si sprawą "poszkodowanej Shiemi", która no cóż....została rzucona dla innej. Już wyjaśniam. Shiemi tak naprawdę nie płakała z powodu Rina. Chodziło jej o to, że Yukio odrzucił jej miłość, ponieważ ona także nie jest w tym opowiadaniu niewiniątkiem. Dziewczyna chodziła z Rinem tylko dlatego, bo chciała by Yukio był zazdrosny. Rin w drugą stronę. Czyli tak naprawdę wcale się nie kochali, ale aby zdobyć miłość swoich wybranków. To z grubsza o to chodziło.
Kolejna notka pojawi się...jutro, lub za tydzień. Wolałabym jednak, aby było to to pierwsze...
Pozdrawiam i nie mogę się doczekać zaczęcia Bleacha (zaraz po kuroszu)
Shura1200