środa, 26 czerwca 2013

Mephisto vs Rin - walka o względy Miwy (na zamówienie)

    Tak dla wiadomości...akcja dzieje się, kiedy walka Rina i Yukio z szatanem dobiegła końca i zapanował błogi spokój. Po prostu po końcu pierwszego sezonu. Na razie wszystko wydaję się być spokojne, takie jak zwykle. Jednak kiedy do Akademii Prawdziwego Krzyża dochodzi nowa uczennica, Miwa, Mephisto i Rin wpadają po prostu w obłęd.  Miłego czytania!
               
       Początek roku szkolnego. Rin, Shiemi, Bon, Konekomaru, Shima i Izumo zdali do następnej klasy. Zajęcia dodatkowe stawały się co raz trudniejsze, wymagające uwagi, więc Rin nie mógł pozwolić sobie na spanie podczas lekcji. Jednak czasem mu to nie wychodziło...
       1 lekcja po dwumiesięcznych wakacjach. Demonologia. Wśród uczestników zajęć dodatkowych panowała radosna  atmosfera. Profesor spóźniał się na zajęcia, więc można było sobie pogadać :) Nagle drzwi od klasy otworzyły się z hukiem, a do klasy wszedł Mephisto, nauczyciel i... piękna, młoda dziewczyna. Nie da się słowami dokładnie opisać, jaka była śliczna, jednak mimo wszystko, postaram się. Otóż miała długie do pupy, mocno pomarańczowe włosy, długie, gęste, ciemne rzęsy, spod których było widać brązowo - pomarańczowe oczy. Delikatne rysy twarzy, piękna, blada cera, jasne, różowe usta. w uszach miała kolczyki z małymi diamentami. Ubrana w mundurek i pomarańczowe dodatki. Była tak piękna, że Bon, Konekomaru i Shima pospadali z krzeseł, gdy tylko ją ujrzeli. Izumo tylko spojrzała na nich zgorszonym wzrokiem i powiedziała, że ta nowa w cale nie jest taka ładna. W głębi serca jednak strasznie jej zazdrościła. Shiemi pisnęła z zachwytu, a Rin...nawet jej nie widział. Spał.
          Dziewczyna wyszła na środek klasy i przedstawiła się :
- Dzień dobry, jestem Miwa Okatchi, mam 15 lat i chcę zostać egzorcystką, tak jak wy. - jej aksamitny głos, jeszcze przez jakiś czas dzwonił chłopakom w uszach.
- Bądźcie mili dla nowej koleżanki. W razie problemów, możesz zawsze śmiało do mnie przyjść. - powiedział Mephisto, bardziej do dziewczyny, niż do reszty klasy. Gdy wychodził, puścił do niej oko ;)
           Miwa usiadła za śpiącym Rinem i Shiemi. Wyjęła podręczniki i jak gdyby nigdy nic, zajęła się nauka. Po chwili jednak oderwała wzrok od książki. Cała klasa się na nią patrzyła.
- No dobrze, zajmijmy się w końcu lekcją!  -powiedział nauczyciel. To sprowadziło uczniów z powrotem na ziemię.
            - Aaaahh - ziewnął Rin. Był środek lekcji, gdy się obudził. Profesor nie zwracał na niego uwagi. Przyzwyczaił się już do śpiących uczniów. Właśnie pisał coś na tablicy, gdy Rin zapytał : - Co tu tak cicho? Czemu wszyscy są tacy  poważni?
- Odwróć się. - szepnęła mu w odpowiedzi Shiemi. Chłopak zrobił, jak kazała i...oniemiał.
- Jaaaakaaa ślicznaaaa... - wyjęczał. Dziewczyna słysząc komplement, popatrzyła na demona i uśmiechnęła się.
- Okumura - kun, odwróć się! - nakazał nauczyciel. - Jesteś na lekcji.
- Jak to? - zdziwił się. - To skąd tu anioł? - reszta klasy roześmiała się. Rin jeszcze nigdy się nie zakochał, a tym bardziej nikogo nie próbował podrywać....
              Nastał koniec lekcji. Zadzwonił dzwonek, klasa zaczęła się pakować.
- Tylko pamiętajcie o pracy domowej! - krzyknął zrozpaczony nauczyciel, za wychodzącym z klasy tłumem.
Tymczasem Rin podbiegł do nowej.
- Hej, jestem Rin Okumura, mam piętnaście lat i jestem najzdolniejszym uczniem w szkole - przedstawił się.
- Miło mi. Miwa Okatchi. Mam takie jedno pytanie. Od kiedy to najzdolniejsi uczniowie w szkole śpią na lekcjach? - spytała sarkastycznie. Demona zatkało.
- E no, bo....
- Rozumiem. Jeśli pozwolisz, odejdę już do swoich zajęć. - przerwała mu.
- A, tak, jasne. A może... - "oprowadzić cię po szkole" chciał powiedzieć Rin, ale ktoś go uprzedził...
- Och, Miwa, szukałem cie wszędzie! - to był Mephisto zmierzający w kierunku dziewczyny. - Pomyślałem, że skoro jestem dyrektorem, powinienem oprowadzić cię po szkole. A potem możemy udać się razem na lunch!
- Em, ja... - nowa chciała się jakoś wykręcić, ale Mephisto chwycił ja za rękę i pociągnął w tłum na korytarzu. - To pa! - krzyknęła z oddali do Rina i pozwoliła oprowadzić się po budynku. Z propozycji lunchu nie zamierzała korzystać.
                 Minął tydzień. Bardzo męczący tydzień dla Miwy Okatchi. Cały czas musiała na zmianę użerać się z Rinem, lub Mephisto. I tak codziennie przez siedem dni. Nerwicy można dostać!
                 Po pewnej lekcji historii, dziewczyna spakowała się i wybiegła z klasy. Była pewna, że zaraz zjawi się przy niej Mephisto. Nie trafiła. Za rękę złapał ją Rin.
- Hej, Miwa, a może zanieść ci torbę pod W-F?
- Nie, dzięki, poradzę sobie...
- A może zjemy razem lunch...?
- Wybacz, jestem już umówiona..
- Z Mephisto???
- A nigdy w życiu! Zjem z Shiemi.
- A może...odrobić ci lekcje?
- Co???
- Tak, sobie tylko pomyślałem. - bąknął zawstydzony. - A może dać ci korepetycje?
- Rin!
- Co?
- Ty sam ich potrzebujesz! - krzyknęła Miwa i wyrywając się z uścisku, pobiegła przez zatłoczony korytarz do stołówki. Tak naprawdę nie umówiła się z Shiemi na lunch. Ale teraz musiała już z nią zjeść...
- Hej, Shiemi, mogę się posiąść? - zapytała nieśmiałą blondynkę, która siedziała sama przy dwuosobowym stoliku.
- C-cześć! Jasne, siadaj! - odpowiedziała  Miwa zajęła miejsce obok niej i zajęła się konsumpcją.
                Nareszcie lekcje się skończyły. Każdy rozchodził się do swojego akademiku. Miwie jednak nie dane było w spokoju odrobić lekcji. Zaczepił ja dyrektor.
- Witaj Okatchi! - powitał ją.
- O nie...- jęknęła cicho.
- Mam dla ciebie dobrą wiadomość do rozgłoszenia!
- Tak? Wyjeżdżasz?
- Nie.... Jak wiesz, w sobotę odbędzie się bal z okazji zdania do drugiej klasy. Obecność jest obowiązkowa. Trzeba przyjść z partnerem/partnerką do tańca. Co powiesz na to, żebyśmy poszli razem?
- Jaaa... ja nie mogę! Już ktoś mnie zaprosił!
- KTO???!!!
- Ta osoba prosiła, abym nikomu nie mówiła, więc ja... muszę już lecieć..PA! - krzyknęła i pobiegła do pokoju. - już dużo osób zapraszało ja na ten przeklęty bal, ale nie wiedziała kogo wybrać. Była tym zdołowana... W końcu jednak się zdecydowała..
           Wieczór balu. Uczniowie i uczennice Akademii Prawdziwego Krzyża właśnie schodzili się do sali głównej, gdzie miała odbyć się cała impreza. Grała muzyka, rozbrzmiewały podniecone, radosne głosy. Panowała niesamowita wrzawa. W pewnej chwili, jednak zrobiło się całkiem cicho. Na salę weszła piękna dziewczyna w jasnopomarańczowej sukni. Jej towarzyszem był... Yukio Okumura. Gdy Mephisto i Rin to zobaczyli, o mało nie zzielenieli z zazdrości. Byli zazdrośni, wściekli, a zarazem chciało im się płakać.
           Miwa wybrała Yukio Okumurę na partnera, gdyż ten się do niej tak nie lepił. Poza tym było młody, przystojny, mądry... Po chwili pierwszego szoku, wszyscy wrócili do zabawy. Z głośników leciała wolna muzyka. Yukio poszedł przynieść coś do picia. Tymczasem do Miwy biegli Mephisto i Rin.
- O nie... - jęknęła cicho dziewczyna i skryła się  w tłumie pierwszoklasistów.


         Zatem drogi anonimku nr.1!  Mam nadzieję, że moje opowiadanie cię zadowoli. Mi w sumie nawet się podoba. Na koniec dodałam zdjęcie Miwy. Widać urywki jej wieczorowej sukienki. ♥
         P.S.
          Dziękuję za zamówienie. Pozdrawiam,
                                                     Shura2000                                                                    

wtorek, 25 czerwca 2013

Demoniczny magnetyzm *** część dodatkowa

Oczami Naomi
(Wytłumaczenie ostatniej części, 7. Czemu Naomi całował się z Rinem? I czy Tass naprawdę odchodzi z Akademii Prawdziwego Krzyża?)

   Ja zawsze byłam przy niej. Pocieszałam ją, rozweselałam, kochałam. Bardzo. Zawsze chciałam, być blisko niej. Pomimo tego, że to ja jestem młodsza. Przez ostatnie lata zwierzała mi się ze wszystkiego, byłyśmy nierozłączne. Tak jak, najlepsze przyjaciółki. Pewnego dnia, ona zamknęła się w sobie. Wcześniej zawsze roześmiana, wesoła, roześmiana. Teraz niby też taka była, ale....zawsze, gdy stało się coś ważnego w jej życiu, umiałam to wyczuć. Teraz też tak było. Jednak tym razem nic mi nie powiedziała. Zaczęła się zmieniać. Ważniejsi byli przyjaciele. Ale wcześniej przecież to zawsze ja byłam na pierwszym miejscu...
   Ja zawsze przy niej byłam. Nie zrozumiałam, dlaczego zaczęłyśmy się od siebie oddalać. Tworzyłyśmy niewidzialny mur między nami. To nie było proste. Udawać, że nic się nie dzieję. Pomimo tego, że...
   Ja zawsze przy niej byłam, pocieszałam ją, dbałam, kochałam, robiłam dla niej wszystko. Ale ona... samolubnie wzięła wszystkie problemy na siebie. Pomimo tego...ona nigdy nie widział, że coś mnie trapi. Smuciło mnie jak się zachowuje. Czasami nie umiałam wytrzymać. Wtedy tylko pogarszałam nasze stosunki. Kłóciłyśmy się. 
   Jak okazało się TAMTEGO dnia, nie tylko ja nosiłam na barkach takie zmartwienie. TAMTEGO dnia miałam ochotę się zabić. Zrobiłam jej straszną awanturę. Widziałam, że gdy wybiegała z pokoju, płakała. Płakała przeze mnie. Wyszłam z pokoju, zaraz po niej. Poszłam do kuchni, ochłonąć. Chciało mi się płakać. "Co się za mną dzieję? Co się dzieję z Tasumi...?" - myślałam, zbiegając po schodach. Dotarłam do kuchni. Jednak tam był Rin. Był wściekły i zarazem załamany. Zaczęliśmy rozmawiać. Chodziło mu o Yukiego. Jego brat ciągle obwiniał go za śmierć ich ojca i podobne rzeczy, za które ja obwiniałam Tasumi. Potem rozmowa zeszła na temat mojej siostry. Mieliśmy do niej takie same zastrzeżenia. Potrafiła strasznie zamknąć się w sobie. 
   Wiedziałam, że ona go kocha. Wiedziałam to, a mimo wszystko przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam. Był mi coś winien i nie mógł odmówić. Ale czemu ja to zrobiłam? Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Demon? Chęć zemsty? Ona odebrała mi moją kochaną siostrzyczkę, więc ja odebrałam jej chłopaka. Byłam na nią zła. Więc gdy weszła do kuchni, posłałam jej pogardliwe i mściwe, przepełnione żalem i nienawiścią, spojrzenie. Gdy wybiegła, zdałam sobie sprawę, co takiego zrobiłam. Jak najszybciej zakończyłam pocałunek i wróciłam do pokoju. Nie zastałam jej tam jednak. Nie wiedziałam, że wtedy widziałam ją po raz ostatni.
   Następnego dnia, rano, przyszedł do mnie Rin. Był w straszliwym stanie. Rzucił mi jakiś zwitek papieru i wybiegł, krzycząc, że to moje wina. Tasumi nie wróciła na noc. Gdy przeczytałam list, zrozumiałam, że już nigdy nie wróci.

Rin!
     Zawsze byłeś przy mnie. Ty i Naomi. Pocieszaliście mnie, rozweselaliście i nigdy nie opuściliście. Ja jednak tego nie doceniłam.Samolubnie wzięłam swoje problemy, na siebie, nic wam nie mówiąc. A ty chciałeś mi pomóc. 
   Wy jednak tez wiele cierpieliście. To was złączyło. Miałeś wiele zmartwień, a mnie zabrakło. Wtedy moja siostra ci pomogła. Przez moje zachowanie odizolowałam się od was i sprawiłam wiele bólu. Przepraszam. 
    Całowałeś się z nią.Widziałam was. Cierpiałam gorej niż wy łącznie przez cały czas. To moja kara. I jeszcze to drwiące spojrzenie... Wybiegłam na dwór...nie rozumiałam... Nienawidziłam was za ten pocałunek, bo to zawsze ja cie kochałam. Myślałam  ż ety mnie też. Dopiero później mnie oświeciło.  To ona była w tedy przy tobie. Nie ja. Poza tym, zawsze miałeś prawo wolnego wyboru i kochać tego, kogo kochasz. Widocznie to była ona. Moja własna siostra.  
     To moja wina.Ale mimo wszystko, moje cierpienie jest zbyt wielkie. Nie wytrzymałabym tu. Odchodzę. Już nigdy nie wrócę. Cieszcie się swoim szczęściem.

                   Na zawsze twoja przyjaciółka,
                                                       Tass

   Moim zachowaniem, wyrządziłem jej wielką krzywdę. I to własnej siostrze. Pamiętam, tylko to, że wtedy dwie ogromne krople łez, zwilżyły ten skrawek papieru, rozmazując jej drobny druk.

Demoniczny magnetyzm cz.7


   Czyjaś lodowata dłoń zatkała mi usta. Nie mogłam krzyczeć. Serce waliło mi jak oszalałe. Cholernie się bałam. Zaczęłam się trząść.
- Tasumi? Tasumi Onizuka? - zapytało "to coś", co mnie trzymało. Był to człowiek. Mężczyzna, w zasadzie chłopak. W odpowiedzi na jego pytanie tylko pokiwałam głową.
- Nareszcie cię spotykam! - ucieszył się. - Dobra. Teraz cię puszczę, ale nie uciekaj, ani nie krzycz. Chce tylko z tobą porozmawiać. - puścił mnie. Ja jednak nie uciekałam, ani nie krzyczałam.Znałam ten głos. To właśnie on rozmawiał wtedy z Mephisto. Stałam, jakbym była wmurowana w podłogę. Chociaż ogarnął mnie nie mały strach, zachowałam trzeźwość umysłu i spytałam :
- K-kim jesteś?
- Jestem Amaimon, król ziemi, jeden z książąt piekieł. Jestem także tak jak ty, demonem. - odpowiedział mi spokojnie.
- Przybyłeś z Gehenny? - zapytałam.
- Tak. Moją misją w tym świecie jest pozbycie się Rina Okumury. Z góry przepraszam. Wiem, że się z nim przyjaźnisz. Ale ja już nic na to nie poradzę. Ojciec mi rozkazał...Tak samo jak moje rodzeństwo. Musze to wykonać. Ale nie po to tu teraz do ciebie przyszedłem. Chciałem cię poznać. - chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Byłam wściekła. Bez ogródek, prosto z mostu powiedział, że ma zamiar zabić mojego najlepszego przyjaciela! - Jesteś nadzwyczaj piękna. - kontynuował. - Mephisto nie pozwolił mi z tobą porozmawiać, ale i tak chciałem! Nie będzie mi wiecznie rozkazywał!
- Dosyć! - krzyknęłam i wyrwałam się z jego uścisku. - Nie tkniesz Rina nawet palcem. - warknęłam.
- Ha ha ha ha! Ty go chyba naprawdę lubisz. A może...coś więcej..?- nie wytrzymałam. Zamachnęłam się i uderzyłam w ciemność. Zaczęłam miotać wściekłe ciosy na prawo i lewo. A on tylko się śmiał - Widzę, ze powinienem już chyba wracać...Ale sama zobaczysz! Na koniec dodam, że gdy mocno się zdołujesz, przybędę do ciebie.
- Niczego od ciebie nie...
- Czyżby? - przerwał mi. Po chwili wszystkie światła w hallu się zapaliły, a mnie oślepiła niespotykana jasność. Powoli otworzyłam oczy. Chłopaka już nie było. Byłam tylko ja, na pustym korytarzu przed schodami. 
   Zeszłam ze schodów i ponownie skręciłam w lego. Jednak w progu kuchni zatrzymał mnie przerażający widok.Na stole kuchennym siedziała przodem do wejścia, Naomi. Chłopak odwrócony do mnie tyłem namiętnie się z nią całował. Siostra mierzwiła jego granatowe włosy dłońmi. Miała otwarte oczy. Zobaczyła mnie. Nie zaprzestając trwającej czynności rzuciła mi pogardliwe spojrzenie. Serce mi pękło. Ten chłopak...to był Rin.
   Wybiegłam z kuchni potykając się o własne nogi. Łzy płynęły mi po policzkach. Czułam się strasznie. Biegłam przed siebie. Gdy natrafiłam na jakieś drzwi, otwierałam je i biegłam dalej. Takim sposobem znalazłam się na dworze. Byleby jak najdalej od tego miejsca.Biegnąc tak, przewróciłam się. Zdarłam kolano. Poczułam ból i ciepłą ciecz w tamtym miejscu. Nie miałam siły, żeby się podnieść. Ja zawsze go kochałam. Zdawało mi się, że on mnie też. Zdawało mi się, że Naomi kocha się w Yukio. Mój świat okazał się jedną, wielką iluzją. Gdy czar prysnął pozostała jedynie szara rzeczywistość. Nie umiałam pohamować łez. Płynęły stale po moich bladych jak kreda, policzkach. Zdawało mi się,że nic nie ukoi mojego bólu. Ciągle myślałam tylko o sobie, o swoich własnych zmartwieniach. Nie zwracałam uwagi na tych, którzy zawsze byli przy mnie i chcieli pomóc. Przez to zostałam sama. To była moja wina. Nagle przez moje oszalałe myśli, przemknął ktoś, o kim myślałam całe tygodnie. Amaimon.  
   W między czasie zorientowałam się, że jestem na dziedzińcu. Zaczął padać deszcz. Nie dane mi było jednak przypomnieć sobie tę chwilę, gdy byłam tam wcześniej z Rinem. Pojawił się Amaimon.
    - Widzę, że jednak byłaś w kuchni...
- Wiedziałeś o tym?! - krzyknęłam w rozpaczy.
- Tak...i nawet miałem zamiar ci o tym powiedzieć, ale ty....
- Przepraszam. - wyszeptałam.
- Nic nie szkodzi.
- Dlaczego?! - zapytałam przez łzy. - Dlaczego Rin... - nie byłam w stanie dokończyć. Łzy rozmazały mi widoczność. A może to były krople deszczu?
- Wiem coś na ten temat. Widziałem, jak Okumura przyszedł do kuchni...Był bardzo wściekły. Wtedy dołączyła do niego twoja siostra. Zaczęli rozmawiać, a potem... 
- Nie kończ... - poprosiłam.
- Dobrze..No nie płacz już... - usiadł obok mnie, na mokrej ziemi i objął. Objął mnie, jak wtedy Rin...Zaczęłam szlochać w jego klatkę piersiową. Byłam cała przemoczona, było mi zimno, a on był przy mnie i pocieszał. Byłam mu wdzięczna. Ręką głaskał mnie po policzku. - Co powiesz na zemstę? - spytał cicho. Jego twarz była coraz bliżej mojej. Nasze wargi zetknęły się i delikatnie zaczęły muskać się nawzajem, złączone namiętnym pocałunkiem. On jednak na chwilę oderwał się ode mnie i ... - Jeśli jest, coś czego potrzebujesz, powiedz mi. Zrobię, co zechcesz.
- Zabierz mnie do piekła. - przerwałam mu.



     I tak dobrzeliśmy razem do końca! Mam nadzieję, że wam się podobało ♥. Jeśli tak, to mam dobrą wiadomość... Ukarze się jeszcze część dodatkowa. Więc bądźcie czujni, bo może to już dziś? A tymczasem oznajmię  że dział Ao no exorcist prawie się zakończył. Został tylko ten bonus i opowiadania na życzenie, które jak przypominam nadal możecie śmiało zamawiać w komentarzach w poście "WAŻNE". 

     Papatki ♥♥♥, pozdrawiam
Shura2000



Demoniczny magnetyzm cz.6


   - Tasumi Onizuka, do dyrektora! - zawołał nauczyciel. Było to ostatnio najczęściej wypowiadane zdanie wykrzyknikowe na lekcji historii. Powód jest w miarę prosty. Wiecie co to jest głupawka? Dla tych, co nie mają pojęcia : nagłe i niespodziewane napady śmiechu bez powodu lub po prostu dana osoba śmieje się ze wszystkiego co w danej chwili usłyszy. Ja ostatnio głupawki dostawałam na każdej lekcji historii. Rin, też, ale zaczął się powstrzymywać, kiedy spostrzegł, ze nauczyciel zmierzał w jego kierunku. Ja nie wytrzymałam. Parsknęłam śmiechem na całą klasę. Pewnie, gdyby Mephisto mnie nie znał, dawno bym już wyleciała...
- Oj przepraszam. - powiedziałam powstrzymując kolejne salwy śmiechu.
- Nie, ostatnio na każdej lekcji ze mną się tak zachowujesz. Idziesz do dyrektora sama, albo cię tam odprowadzę.
- No dobra, dobra, niech się pan nie fatyguje... - odpowiedziałam żartobliwie, wstałam i wyszłam. "Może to i lepiej? Stracę resztę lekcji!" - pomyślałam i otworzyłam pierwsze, lepsze drzwi specjalnym kluczem. Nacisnęłam klamkę i weszłam na tak dobrze znany mi korytarz... Gabinet Mephisto znajdował się na końcu. Wielkie, drewniane drzwi w kolorze ciemnego fioletu. Obciach. Podeszłam do nich i już chciałam wejść (bez pukania oczywiście. A on to se może tak po prostu do nas wparowywać?!) ale coś mnie powstrzymało. Usłyszałam jakieś głosy. Jeden z nich należała do Mephisto, a ten drugi... nie wiem....
M - ...skup się na swojej misji. Musisz pokonać Rina.
N ( nieznajomy, jakby ktoś się nie domyślał) - No ale...zapoznaj mnie z nią!
M - Nie!!! I nawet nie myśl, żeby robić coś na własną rękę!
N - Bracie, proszę!
M - Ile razy mam ci jeszcze powtarzać?! Nie!!! Najpierw zajmij się Rinem. Pomyśl chociaż chwilę o obowiązkach.
N - Oj nie!
M - Oj tak! A z resztą : zrobisz, jak będziesz chciał. Ale pamiętaj o jednym. Ojciec nie należy do wyrozumiałych.
N - Wiem, wiem, ale przecież nie proszę o zbyt wiele!
M - Powtarzam ci to ostatni raz. Nie!!! Ona przyjaźni się z Rinem!
N - Przyjaźni?
M - Tak, przyjaźni. Dość mam już tej dyskusji. Masz się mnie słuchać! A teraz idź tam, gdzie ci kazałam.
N - Mmmhmm...Ale jesteś pewien?
M - ARGH!!! Nie wytrzymam już z tobą!!!! Wynoś się!!! - po tych słowach odsunęłam się od drzwi. Byłam pewna, że zaraz się otworzą i wyjdzie osoba, która rozmawiała z Mephisto. Byłam niezmiernie ciekawa, kto chciał mnie poznać (domyśliłam się, z eo mnie chodzi) Ale z drugiej strony o co im chodziło? Liczyłam, że prędzej czy później dowiem się tego. Stałam tam ok. 5 minut, jednak nikt nie wychodził. Dziwne...Postanowiłam wejść do gabinetu. Bez pukania, oczywiście.
- hejka Mephisto! Co tam u ciebie? - powitałam go.
- T-Tasumi?! A co ty tu..
- Nauczyciel. - przerwałam.
- Znowu?! To już piąty raz w tym miesiącu! Zdajesz sobie sprawę z tego, co ty w ogóle robisz?!
- No przepraszam, przepraszam, ale..mam pytanie...z kim rozmawiałeś  przed chwilą? - zamurowało go.
- Skąd ty...co... ja, właśnie.. - zaczął się jąkać. Podejrzane...
- Gdy tu do ciebie szłam, usłyszałam podniesione głosy... - odparłam wymijająco.
- Bo widzisz ja... rozmawiałem przez telefon... - wymyślił na poczekaniu.
- Nie prawda! Słyszałam wyraźnie, drugi, inny głos.
- Aaa, no bo...a tak właściwie to czy nie powinnaś iść już na lekcje?! To miał być rozmowa o twoim zachowaniu, a nie przesłuchanie co robię, z kim i kiedy! - krzyknął. Nigdy nie widziałam, żeby tak się mieszał....
- Czy ty coś sugerujesz....?
- Aaa! Spadaj na lekcję! - wrzasnął i wykopał mnie z gabinetu. Dosłownie. Tak się nie traktuje kobiet! I to nie jest śmieszne! Dupa mnie boli...
***
   Minął tydzień. Bardzo męczący tydzień. Pełen rozmyślań i powagi...(wiem, że to dziwne.) Ta sprawa z nieznajomym nie dawał mi spokoju. Byłam tak bardzo ciekawa, kto pragnie mnie poznać (i przy okazji coś zrobić Rinowi) że prawie uważałam na lekcjach! Rin i Bin zaczęli się o mnie martwić. Wiedzieli, że  mnie trapi. Ja jednak postanowiłam nikomu o tym nie mówić. Jedynie ostrzegłam Rina.
- Czemu? Czy coś się stało? - zapytał mnie wtedy.
- Nie, nic..tylko po prostu nie chcę, żeby coś ci się stało.
- Wow! Skąd ta troska?
- Po prostu..nie jesteś zwykłym chłopakiem..
- A ty zwykłą dziewczyną. - Rin bardzo lubił się tak ze mną droczyć.
- Rin, dość. Po prostu uważaj. - powiedziałam oschle i bez słowa ruszyłam w stronę mojego akademika. (tak w zasadzie to naszego...)
   Minął kolejny tydzień. Ta osoba musiała być posłuszna Mephisto, skoro nadal do mnie nie zagadała. Albo.. po prostu nie chodziło o mnie... W mojej głowie kłębiło się wiele pytań bez odpowiedzi...Co zagraża Rinowi? Dlaczego Mephisto chce, aby ten ktoś "zajął się Rinem"? Czy on naprawdę ma brata? Czy chodziło o mnie? Szkoda...byłam taka ciekawa...aż tu pewnego dnia stało się coś dziwnego...
- Tasumi!!!! - po akademiku rozległ się głos Naomi.
- Co się stało? Nie wydzieraj się tak, słychać cię  nawet na dolnym pietrze...
- Gdzie są moje notatki z tego semestru?! Leżały w szufladzie, ja ich nie ruszałam więc to pewnie ty.
- Eeee..hehe.. - zaśmiałam się nerwowo. - bo widzisz...pożyczyłam je Rinowi.. On żadnych nie robi, a niedługo jest ten sprawdzian....
- CO?! - była wściekła. - Pożyczyłaś mu i nawet nie zapytałaś mnie o zgodę?!
- No przepraszam...Rin ich potrzebował, więc powiedziałam, że mogę mu je pożyczyć..- bąknęłam zawstydzona,
- Tyle razy ci mówiłam, żebyś nie ruszała moich rzeczy bez pytania! A ty ciągle to robisz! Ja nie ruszam twoich mang, ubrań, notatek.. A ty?! Dorośnij w końcu, nie jesteś małym, nic nie rozumiejącym dzieckiem! No chyba, ż esie mylę.. - zakończyła z drwiącym uśmiechem na ustach.
- Przestań.. - wyszeptałam.
- To ty w końcu przestań! Ciągle jest z tobą jakiś problem! Chociaż jesteś starsza, to ja musiałam zawsze wszystko robić!! Nie uważasz na lekcjach, bierzesz moje rzezy bez pytania, co chwilę trafiasz do dyrektora! Jesteś koszmarna! 
- Idę wziąć od niego te notatki. - przerwałam jej i ledwo hamując łzy wybiegłam z pokoju. Miałam dość wiecznych drwin i pretensji z jej strony. Teraz liczył się tylko Rin. On zawsze umiał mnie pocieszyć. Wtedy byłam pewna, że znów będę mogła wypłakać się w jego ramię. Bonowi i reszcie wstydziłam się jakoś tak żalić. Wreszcie dobiegłam do pokoju bliźniaków.
- Hej Yukio, gdzie Rin? - zapytałam, gdy w pokoju nie zastałam poszukiwanej osoby.
- Wisz co..nie wiem. Przed chwilą wyszedł, mówił, że idzie się przewietrzyć.
- A, dzięki. - już miałam wychodzić, gdy Yukio podszedł do mnie z papierami.
- To chyba twoje. Rin i tak z tego nie korzysta, a przyniosłaś mu jakieś dwa dni tamu. Gdyby chciał, już dawno zacząłby się uczyć. - podał mi notatki siostry.
- Takkk...dzięki. - powiedziałam, uśmiechnęłam się i wyszłam. Po chwili byłam znów u siebie. Ku mojemu zdziwieniu nie zastałam tam Naomi. Odłożyłam więc notatki na jej łóżko. Zaburczało mi w brzuchu. Postanowiłam iść przygotować sobie coś do jedzenia. Ponownie wyszłam z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi. Na korytarzu było już całkiem ciemno, ale gdy nacisnęłam włącznik światła, nic się nie stało.
Nie było prądu. "No trudno" - pomyślałam i skręciłam w lewo. Ten korytarz prowadził na schody a stamtąd do kuchni już blisko. Szłam w grobowej ciszy i ciemności, całkiem sama. Nagle stało się coś, co prawie wywołało u mnie zawał. Ktoś lub coś wylądowało przede mną z sufitu. Było strasznie ciemno. Nic nie widziałam. Nagle poczułam na sobie czyjś dotyk...



Demoniczny magnetyzm cz.5

   Zostałam sama. Podeszłam do drzwi, otworzyłam je specjalnym kluczem i weszłam do akademika Yukio i Rina. Znajdowałam się na korytarzu głównym. Panował tam półmrok. Czułam się strasznie niezręcznie, sama nie wiem, dlaczego. W oddali zobaczyłam światło, wylatujące spod framugi drzwi. Chwyciłam rączkę od walizki i podążyłam w tamtym kierunku. Otworzyłam nieznane mi dotąd drzwi. Światło na chwilę mnie oślepiło, ale po chwili mój wzrok się uspokoił. Znalazłam się w moim nowym pokoju. Skąd wiem, że był mój? Otóż przy biurku spała Naomi.  Do późna ślęczała nad praca domowa.Pomimo złości na nią, uśmiechnęłam się. Podeszłam do niej i wzięłam ją na ręce, po czym zaniosłam do łóżka i starannie opatuliłam kołdrą. Nie chciało mi się już iść, szukać Rina. Poza tym, była taka godzina, że pewnie dawno spał. "Wszyscy już śpią! Wszyscy, tylko nie ja! - pomyślałam. Dlatego też i ja postanowiłam się położyć.
   ***
   Nastał nowy dzień. Sobota. Kiedy tylko otworzyłam oczy, spostrzegłam, że stał się cud. Naomi nie spała!
- Obudziłaś się wreszcie? - spytała.
- Najwidoczniej...l - odburknęłam.
- Przepraszam za to wczoraj. Nie powinnam cie tak obwiniać.
- Nic się nie stało. Przyzwyczaiłam się już.
- Zrobić ci śniadanie?
- Niee...sama sobie poradzę...
- No dobra. Jakbyś tylko czegoś potrzebowała, to będę się uczyć. - chciała wynagrodzić mi swoje zachowanie. Jednak w środku wciąż żywiłam do niej urazę. 
   Ubrałam się, umyłam i uczesałam. Byłam gotowa, by zmierzyć się ze zrobieniem sobie śniadania. Opuściłam pokój i udałam się na pustą stołówkę. Tam, przy jednym ze stolików siedział Rin.
- Hej Rin! - zawołałam.
- Tass? - zdziwił się tak bardzo, że prawie spadł z krzesła. - Co ty tu robisz tak wcześnie?
- Pamiętasz, wczoraj Mephisto coś ode mnie chciał. Oznajmił mi wtedy, że ja i Naomi musimy przenieść się do waszego akademiku, bo w Akademii brakuje miejsc. Wczoraj wieczorem, a właściwie w nocy się tu przeniosłyśmy.
- A byłem ciekaw, o co mu chodziło... - powiedział oniemiały pod nosem.
- No widzisz? Nie zgadłbyś. Jest coś do jedzenia?
- Tak, zrobiłem śniadanie dla mnie i Yukiego, ale on musiał coś załatwić i nie zdążył zjeść. Częstuj się. 
- Dzięki... - powiedziałam i zabrałam się za jedzenie. 
   Po śniadaniu Rin oprowadził mnie po akademiku. W sumie to sama go o to poprosiłam. Może chciałam znaleźć odpowiednie miejsce na rozmowę? Sam nie wiem. W każdym razie, to mi się nie udało. Prawdę mówiąc to źle czułam się w zamkniętych pomieszczeniach. Postanowiłam, więc, że wyciągnę Rina na spacer.
- Może gdzieś wyjdziemy? - zapytałam znienacka.
- Gdzie? - odparł lekko się czerwieniąc.
- No nie wiem, przejść się. Nie znam tu jakiś szczególnych miejsc. Więc może ty coś zaproponujesz?
- Eee... to może park?
- Świetnie. Idziemy?
- J-jasne. - uśmiechnął się. Chwilę potem byliśmy już w drodze.
***
   - Jak to właściwie było ze śmiercią twojego ojca?- byliśmy już w parku. Przechadzaliśmy się po alejkach, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Pomimo tego, że świeciło słońce, prawie nikogo tam nie było.  -Przepraszam, że pytam o coś tak osobistego, jeśli nie chcesz możesz mi nie odpowiadać.
- Opowiem ci. Im więcej osób będzie znało prawdę, tym lepiej. W dniu, w którym dowiedziałem się prawdy o mojej przeszłości, stało się właśnie to. Mojego ojca, Fujimuto Shiro, opętał szatan. To była moja wina. Powiedziałem wcześniej, że on  ie jest moim ojcem, pomimo, że tak się mną opiekował.Zraniłem go tymi słowami, przez co stał się podatny na zło. Wtedy został opętany.  Szatan chciał zabrać mnie, poprzez niego do Gehenny, otworzył bramę i wtedy...Staruszek ocknął się na chwilę i powiedział : "On jest moim synem i mi go nie odbierzesz" - po czym zabił się. Zabił się, aby mnie ratować. Jednak byłem już w bramie, a jeśli ona  coś złapie to już nie wypuści. Tak było i tym razem. Nie mogłem się wydostać. Wtedy wyjąłem kurikarę. Uwolniłem moje moce. Przy okazji rozwaliłem te całą bramę. Znikła. Pozostało zakrwawione ciało mego ojca. - na tym zakończył. Usiedliśmy na ławce. Po policzku spłynęła pojedyncza łza.
- Co z Yukio? - zapytałam.
- On nie odziedziczył mocy. Jednak tamtej nocy nie było go w kościele. Przyszedł dopiero nad ranem.
- Oh, Rin. - wyszeptał widząc jak bardzo cierpi. Nie wytrzymałam. Przytuliłam go.On także odwzajemnił uścisk. Jego mocne ramiona, objęły mnie ♥. Przycisnęłam go do siebie jeszcze mocniej. Potrzebował tego. Trwaliśmy tak, przylgnięci do siebie parę minut. Mi jednak ten czas wydał się wiecznością. Teraz jednak mu ulżyło. Kamień spadł z serca. 
   W końcu mnie puścił. Ja go też. W tamtej chwili coś sobie uświadomiłam. Byłam mu potrzebna. Następnie ruszyliśmy w drogę powrotną.
   Tamtego dnia znacznie zbliżyłam się do Rina. Nie był już tylko dobrym kolegą. Stał się dla mnie prawdziwym przyjacielem. Jego stosunek do mnie tez uległ zmianie. Staliśmy się nierozłączni. Z tego powodu coraz częściej kłóciłam się z siostrą. Robiła mi straszne awantury.
- Cały czas łazisz sobie z Rinem, zamiast wziąć się porządnie za naukę! Nie wspominam już o sobie.. Całymi dniami muszę siedzieć tu całkiem sama!
- już nie przesadzaj, po szkole to raptem... pięć godzin? Z resztą to już ie mój problem, że nie masz przyjaciół! - odgryzłam się siostrze pewnego razu. Wiedziałam, że tymi słowami bardzo ją zraniłam, ale jakoś w tamtej chwili niezbyt mnie to obchodziło. Tak była prawda. Naomi cały swój wolny czas spędzała sama. Ja zaś z Rinem, Bonem, Shimą i Koneko. Bardzo się razem zżyliśmy. 
- To nie tak, po prostu tu są same przygłupy!!! - wydarła się.
- Jasne, jasne. Możesz tak mówić o mnie i reszcie, ale na przykład Yukio? On tez jest przygłupem? - zapytałam.
- No..nie. - odpowiedziała. - Wstydzę się... - wtedy zauważyłam, że nie tylko ona była moja podporą. Ja tez musiałam być przy niej. Tylko wcześniej tego nie widziałam...
- Przepraszam... - wyszeptałam. Wbrew jej odpowiedzialnemu wyglądowi i charakterowi, w środku była bardzo wrażliwa. - Jak chcesz to mogę cie z nim zapoznać. - zaproponowałam.
- Nie! To znaczy...jak chcesz...- w głębi duszy na pewno była mi wdzięczna. Po raz kolejny musiałam ją z kimś zapoznawać. Nie musiałam, ale postanowiłam, że mimo wszystko to zrobię. Ciekawe, jakby sobie radziła, gdyby mnie nie było. Ehh... w końcu jestem starsza. Zobaczymy, co z tego wszystkiego wyniknie...
***
   Dziś piątek. Pierwsza lekcja to historia. Nudy. Kolejna to demonologia. Nudy. I tak dalej i dalej, ale jedyne co nie uznaję za "nudne" to przerwa. Gdy zadzwonił dzwonek na dług przerwę (wreszcie!!!), postanowiłam porozmawiać z Yukio. Więc gdy wszyscy już wyszli (ja celowo się ociągałam) podeszłam do profesora i powiedziałam :
- Mam takie małe pytanko... Moja siostra jest bardzo nieśmiała i prosiła, abym zapytała, czy nie zechciałbyś jutro się z nią pouczyć. - wypaliłam.
- Z Naomi? - chciał się upewnić.
- Taak. Ja cały mój wolny czas poświęcam Rinowi i reszcie, więc ona czuje się nieco samotna...Chciałaby się z kimś pouczyć. A ponieważ uznałam, że jesteś najmądrzejszym chłopakiem w tej szkole (tu spalił buraka) więc...
- Bez przesady, nie jestem, aż taki mądry... no, ale dobra. To może na stołówce? O 10:00?
- Świetnie. Przekażę jej to. Do zobaczenia.
- Pa.. - nie był w stanie mi odmówić. To było nieco dziwne. Rin mówił, że Yukio nie jest demonem, ale mi zdawało się inaczej...po jego reakcji.. Może to przez jego krew? Sama nie wiem...
   Gdy przekazałam Naomi, że Yukio się zgodził, nie mogła pozbierać się ze szczęścia. Reakcja sfrustrowanej nastolatki.... Jeny, czy to na serio moja siostra?!


Demoniczny magnetyzm cz.4

    Rozpięłam mój czarny, metalowy łańcuszek. Rozpaliły mnie czarne płomienie, wyrosły czarne skrzydła. Moje zęby i uszy wydłużyły się znacznie, a ogon, nie wiadomo nawet kiedy, pojawił się na widoku.
- Ty też dochowaj tajemnicy. - poprosiłam. Oszołomiony Rin, tylko skinął głową. - Moim ojcem jest Astaroth. - A dalej opowiedziałam mu pokrótce całe moje życie. (Było one zapisane w części pierwszej...) On nie pozostał mi dłużny. Opowiedział mi wszystko, co sam o sobie wiedział.
    Staliśmy tak na przeciwko siebie. Dwa demony, mierzące się wzrokiem. Żadne z nas nie wiedziało co więcej powiedzieć. 
    Nagle usłyszeliśmy czyjeś kroki na korytarzu. W pośpiechu zapięłam łańcuszek, a Rin schował miecz. Znowu wyglądaliśmy jak zwyczajni ludzie. W chwilę później w drzwiach stanął Yukio.
- Wszędzie cię szukałem! - zwrócił się do mnie.
- Tak? A co się stało? - zapytałam jak gdyby nigdy nic. 
- Dyrektor kazał mi cie przyprowadzić.
- O jeny! - jęknęłam - Czy on da mi choć chwilę spokoju?! Dobra, idziemy...
- No. Zbieraj się. - odpowiedział i wyszliśmy na korytarz. - A ty, Rin, nie pałętaj się już nigdzie dzisiaj. - dodał, zwracając się do osłupiałego brata.
- Nie jesteś moją matką. - odpowiedział Rin i spojrzał na mnie porozumiewawczo. Jego mina sugerowała, żebym potem do niego przyszła i opowiedziała o co chodziło. Skinęłam głową i ruszyłam za Yukio. do drzwi. W chwilę później, byliśmy u dyrektora.
   Weszliśmy do małego, przytulnego pomieszczenia - gabinetu Mephisto. Na przeciw biurka stały dwa krzesła. Jedno z nich, zajmowała Naomi. Za biurkiem siedział Mephisto i szczerzył się głupkowato. Skinieniem, nakazał usiąść mi na na drugim krześle. Podeszłam więc i posłusznie zrobiłam to, co nakazał.
- Profesorze Okumura, dziękuję za przyprowadzenie Tasumi. To chyba już wszystko...?
- Najwidoczniej - odpowiedział Mephisto, odwrócił się na pięcie i wyszedł, cicho zamykając za sobą drzwi.
- O co chodzi? Podobno jesteś bardzo zajęty. - odezwałam się jako pierwsza.
- Byłem bardzo zajęty. Teraz jednak mam duuuużo wolnego czasu.
- Ale my jakoś nie za bardzo, więc... powiesz wreszcie o co chodzi?
- Naturalnie. Musicie się przenieść.
- CO?!
- Chodzi o wasz akademik. Mieszkacie tam same, jak pewnie zauważyłyście. Rzecz w tym, że bracia Okumura również mieszkają sami w akademiku.
- No i....?
- No i mam mały problem z miejscami. Akademia Prawdziwego Krzyża to bardzo prestiżowa szkoła, która przyjmuję dość duże grono nowych osób. Po prostu nie ma już miejsca dla innych. Podjąłem zatem decyzję i postanowiłem przenieść was do akademika braci Okumura. Wtedy tylko wy będziecie tam mieszkać, we czwórkę, a wasz obecny jeszcze akademik, zwolni miejsca dla innych. Wiem, że to może być trochę dla was niewygodne, ale z drugiej strony...
- Mi to pasuje - przerwałam mu. - A tobie Naomi?
- Eeh, znaczy...no...Trzeba się będzie znowu pakować, przenosić ...ale jeśli sprawiamy kłopot, to naturalnie, możemy się przenieść.
- No i świetnie! - ucieszył się Pheles. - Idźcie się spakować, za pół godziny do was przyjdę i dam odpowiednie klucze. Musicie przenieść się jeszcze dzisiaj. - zszokowało mnie to lekko, ale fajnie, że będziemy z nimi mieszkać. Gdy fioletowłosy skończył wreszcie gadać, zerwałam się z krzesła, pociągnęłam za sobą siostrę i wybiegłyśmy z gabinetu.
   Dotarłyśmy wreszcie do naszego pokoju. Ja ochoczo zabrałam się za pakowanie, ale Naomi to jakoś nie szło.
- Co się stało? - zapytałam siostry. - Nie chcesz mieszkać z nimi w akademiku?
- Nie o to chodzi. Po prostu...trochę się martwię jak to wszystko będzie wyglądać...
- No jak, normalnie! To wszystko?
- Nie. Boje się, że zobaczą cię pod postacią demona. Nie umiesz nad sobą panować. Co będzie, jeśli odkryją prawdę?! Jesteś bardzo nieuważna, nie dopilnujesz wszystkiego! - w tamtym momencie miałam ochotę na tylko na trzy rzeczy :
1. Walniecie siostry prosto w twarz.
2. Wykrzyczeć jaj prawdę o Rinie i o mnie (ale nie mogłam, bo mu obiecałam...)
3. Wybiec stamtąd, trzasnąć drzwiami i nie wracać.
Stałam jednak w miejscu i nic takiego nie zrobiłam. Zupełnie, jakby ktoś przykuł mnie do podłogi...
   Wysłuchałam więc jej kazania do końca Jej słowa sprawiały mi niemały ból, ale nie dałam tego po sobie poznać.
- To wszystko? - spytałam, gdy przerwała.
- Tak. - odwarknęła i wyszła z pokoju ze spakowana już walizką.
- Ja pier!!!!!!!!!!! - wrzasnęłam i kopnęłam w kant łóżka. -AAAAAA! - wydarłam się ponownie. Ból w stopie rozdzierał mnie na pół. Pakowanie dokończyłam, kulejąc.
   Niedługo potem, skończyłam. Wyjrzałam przez okno. Na dworze było już ciemno. "I gdzie ta Naomi? " - pomyślałam, opierając się o parapet. "To przecież Mephisto miał do nas przyjść i dać nam te klucze...Właśnie! Powiedział, że przyjdzie za pół godziny, a tu mija już półtorej! Co za..! " - nie znalazłam odpowiedniego słowa, które mogłoby go w tej chwili opisać.
   Nagle rozległo się pukanie do drzwi. "To na pewno nie Mephisto, on nigdy nie puka, tylko wpada znienacka. Więc kto..?" - do pokoju wszedł Suguro.
- Co tu robisz?  -spytałam. Nie chciało mi się z nim gadać.
- Ja...przyszedłem, bo miałem ci to przekazać. - odpowiedział i dał mi klucz. - To od dyrektora.
- Domyślam się...
- Był bardzo zajęty i...
- Chwila moment! - przerwałam mu. - Przecież niedawno gadał, że czasu wolnego mu nie brak! Co to ma być!!!
- Ja nie wiem.
- Nie ciebie pytam. Skoro dałeś mi już ten klucz, to chyba możesz już sobie iść..
- Nie.. Ja... na początku nie słusznie cie oceniłem. Nie chce się z tobą kłócić.
- Ale ja chcę. - przerwałam mu znowu.
- No wiesz co! Ja tu z dobrą wolą a ty...
- Dobra, dobra, to był żarcik... - uśmiechnęłam się. Chłopak odwzajemnił uśmiech.
- Jestem Ryuji Suguro. Dla znajomych, Bon. - przedstawił mi się.
- Miło. Ja jestem Tasumi Onizuka. Mów mi Tass.
- Fajna ksywka.
Wiem. Rin mi ją "nadał". - wytłumaczyłam. Na słowo "Rin" skrzywił się dziwnie..
- Lubisz tego pajaca?
- Po pierwsze : jeśli ktoś tu ma być pajacem, to na pewno będzie nim Mephisto. Po drugie, to czemu miałbym się z nim nie lubić? W końcu, ocalił ci życie. Dziękowałeś  mu chociaż?
- No...nie...
- To na co jeszcze czekasz?!




poniedziałek, 17 czerwca 2013

Demoniczny magnetyzm cz.3

   - Tass! Hej, Tass! - to był Rin. Biegł w moim kierunku, więc domyśliłam się, że chodzi mu o mnie.
- O, Rin...Cześć. - powitałam go.
- Hej. Wołałem cię, nie słyszałaś?
- Słyszałam, ale nikt nigdy nie zwracał się do mnie w ten sposób.
- Uraziłem cię? - zapytał zawstydzony.
- Nie, nie chodzi o to. Tylko zdrobnienie...
- Tass? A jakoś tak mi wpadło do głowy. Mogę cie tak nazywać?
- Pewnie, ładnie brzmi. Co takiego właściwie chciałeś?
- Po prostu... - zaczerwienił się. - pobiłaś rekord. Gratuluję.
- A to..dzięki - również spłonęłam.
- P-pomyślałem sobie jeszcze, że...zaprzyjaźnimy się?
- T-tak! - również zaczęłam się jąkać. - Widziałam akcję z tym demonem. Jak ty to zrobiłeś?
- Eeee... można to ująć tak, że...mam pewną kontrolę nad demonami. - odpowiedział wymijająco. - Tylko nie mów nikomu. - poprosił.
- Oczywiście. Nikomu nie powiem. - obiecałam i ruszyliśmy z Rinem korytarzem.
- Gdzie idziesz? - zagadnął po chwili.
- Po mleko. Strasznie chce mi się pić.
- Ok..
- A ty?
- Ehh..Mam...mam chwilowy problem z kasą...i..
- I?
- Muszę pogadać z Mephisto.
- W czym on ci pomoże?! Sam jest strasznym sknerą!
- Skąd to wiesz? - nie przypuszczałam, że o to zapyta. Musiałam powiedzieć prawdę. To znaczy nie musiałam, ale nie chciałam go okłamywać.
- Jest moim opiekunem. Ma pewne powody - wyprzedziłam jego pytanie, patrząc na pytającą minę chłopaka. - dla których "przygarnął" mnie i Naomi.
- A-aha.. no ale ja nie mam za co żyć!
- To czemu zwracasz się z tym do niego?
- Ja...Można powiedzieć, że mną też się opiekuje...No wiesz o co chodzi!
- Nie za bardzo, ale domyślam się, że chodzi o sprawy materialne.
- Taaa.. Można tak powiedzieć. - w tym czasie doszliśmy do końca korytarza. Teraz, każde z nas musiało pójść w inną stronę.
- No to pa. - pożegnałam go.
- Pa. - i odeszliśmy w zupełnie innych kierunkach.
***
   - Hejo, już jestem! - wykrzyknęłam od progu.
- Hej, co tak długo? - spytała siostra. Nareszcie byłam w domciu. ♥
- A tam, poszłam po mleko owocowe.
- To, aż tyle ci zajęło?
- No...nie.Spotkałam się z Rinem i jakoś się tak zagadaliśmy.
- Aha.. bo był to Mephisto.
- O Boże...
- Pytał jak tam w szkole pierwszego dnia i ... szukał cię.
- Dzisiaj na pewno nie mam zamiaru się z nim widzieć. Jestem zbyt zmęczona, aby się jeszcze z nim użerać. - odpowiedziałam. - A tak w ogóle, to o co mu chodziło?
- Nie wiem. Nie mówił.
- Trudno. Będzie musiał sobie poczekać... -powiedziałam mściwie. - Jest coś do jedzenia? Zrobiłam się strasznie głodna.
- Tak. W kuchni czeka na ciebie kolacja.
- Ok, to ja lecę. - i wybiegłam, aby się posilić.
   W trakcie jedzenia myślałam o Rinie. Ciekawe jak mu poszło z tą prośba o kasę. "Nie dostanie pewnie więcej niż 2000 jenów na miesiąc" - pomyślałam. Jak później się okazało, miałam rację. 
***
   - Hej Rin. I jak poszło? - był już kolejny dzień. Ponieważ znowu wstałam wcześniej (co się ze mną dzieję?!) i nie chciało mi się czekać na siostrę, wyszłam z domu pół godziny przed zajęciami. Gdy znalazłam się już przed salą, okazało się, że Rin też przyszedł wcześniej. No i wracamy do punktu wyjścia...
- Hej. A wiesz co...słabo.
- A co?
- Będzie mi dawać 2000 jenów na miesiąc!
- Ha ha ha! Dokładnie tak pomyślałam! Nie dałby ci więcej!
- Na szczęście mam sposób, aby jakoś przeżyć, bo 10 kanapek na miesiąc raczej mi nie starczy... 
- No to co wymyśliłeś? 
- Właściwie to nie ja... To Yukio. Będzie kupować składniki, a ja będę gotować dla nas obu. Nie chcę się chwalić, ale całkiem nie źle gotuję... ;p
- Kto to ten Yukio? 
- To nasz nauczyciel, a zarazem mój brat. Yukio Okumura. - wytłumaczył cierpliwie.
- Serio?! Brat?
- Tak, i to bliźniak. Na dodatek młodszy.
- Wow! To on wygląda na starszego!
- W rzeczywistości, to ja jestem dojrzalszy. - korytarzem szedł Yukio i uśmiechał się do nas.
- Oj, zamknij się.
- Przypominam, że jestem nauczycielem
- Dobra, dobra. Jestem starszy i kropka.
- A czy ktoś mówi, że nie jesteś? - wtrąciłam się.  - Ta dyskusja nie ma sensu. Za ile lekcja?
- Za 10 minut. Dziwne, że jesteście tylko wy. - odpowiedział Yukio.
- No... Ciekawe, kiedy przyjdzie Naomi.
- Jesteście siostrami? - zapytał Rin.
- Tak...Ja jestem starsza... - po moich słowach przeżyli podobny szok, co ja wcześniej. - Przecież mówiłam to w pierwszym moim dniu. Słuchaliście w ogóle? 
- Nie za bardzo - odpowiedzieli jednocześnie.
    Naomi zjawiła się trzy minuty przed lekcją.
- Co tak długo?! - powitałam ją. (Miło, co?)
- Nie wiem. Jakoś tak wyszło.
- Aha...- tutaj wszystko pozmieniało się z jej rannym wstawaniem. Ale na pewno nie zmienił się jej stosunek do nauki.
    Kolejny, nudny dzień. Pełen męczących, ciągnących się w nieskończoność, lekcji. Nie było dzisiaj W-Fu, więc wszystko strasznie się przedłużało. Lecz nawet najdłuższa chwila cierpienia musi kieedyś się skończyć. Ta chwila właśnie nastąpiła.Dzwonek. Wszyscy pakują swoje rzeczy. Ja już dawno je spakowałam. Wybiegłam z klasy. Dobiegłam do pierwszych, lepszych drzwi i otworzyłam je specjalnym kluczem, który przeniósł mnie na dziedziniec. Padał deszcz.Gdy tylko wyszłam na zewnątrz, przeszył mnie zimny dreszcz. Nie obchodziło mnie już nic. Byleby tylko zmyć z siebie tę całą codzienność. Po pięciu minutach stania na deszczu, byłam całkowicie przemoczona. Mokre ubrania przylgnęły mi do ciała, włosy do twarzy. Razem z falami zimna, przechodziły we mnie fale spokoju, orzeźwiania. Czułam się wolna.
   Nagle poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu. Przestraszyłam się strasznie, lecz pomimo to obróciłam się. Był to Rin. Okazało się, że nie domknęłam drzwi, którymi się tu dostałam, a chłopak widząc to dostał się na dziedziniec ta sama drogą co ja. 
- Co się stało? - zapytał stroskanym głosem.
- Nie, tylko mam słabszy dzień... Te nudne lekcje mnie dobijają...
- Też tak mam, ale zdążyłem się już do tego przyzwyczaić. Wracajmy. Jeszcze się rozchorujesz. - Rin otworzył drzwi swoim kluczem, a następnie znaleźliśmy się w czyimś pokoju...
- To twój pokój?
- Tak. Mój i Yukio. - odpowiedział. Ja w tym czasie usiadłam sobie na lego łóżku. Na kolana wskoczył mi kot...
- Co to za kiciuś?
- To Kuro.
- Słodki... - nagle usłyszałam w głowie czyjś głos : "Słyszałeś Rin? Uważa, że jestem słodki!" - to było...dziwne. Postanowiłam udawać, że tego nie słyszałam, gdy.. "Tak, tak, słyszałem Bądź grzeczny.". "Dobra" - odpowiedział Kuro.
- Idę po picie. Chcesz herbatę?
- T-tak.... - wyjąkałam. Rin dziwnie na mnie spojrzał.
- Coś się stało?
- N-nie...głowa mnie boli... - skłamałam.
- No to przyniosę jeszcze jakieś leki.... - powiedział i ulotnił się z pokoju. Kuro zaczął mruczeć...
   Po pięciu minutach Rio był z powrotem. Sądząc po jego minie zaczął domyślać się, co tak naprawdę się stało.
- Czy ty coś...słyszałaś?
- O czym mówisz? - udawałam zaskoczenie. Chyba coś się nie udało...
- No...słyszałaś jakieś głosy, czy coś...
- Głosy...?
- No tak.
- M-można tak... powiedzieć.... - odparłam wymijająco.
Nie powinienem ci tego mówić, ale... Potrafisz dochować tajemnicy? Nie znamy się długo, ale czuję jakąś więź pomiędzy nami...
- A czy powiedziałam komuś o tym, że kontrolujesz demony? (Kto nie wie o co chodzi, zapraszam do opowiadania 2)
- No nie... to znaczy chyba!
- Wiesz co?! Nie powiedziałam!!!
- To dobrze. Po prostu czuję, że dłużej tego przed tobą nie ukryję. Pamiętaj tylko, ja ci ufam.
- Ja tobie też! - wykrzyknęłam. Mogłabym powierzyć mu całe moje życie.
- No więc...- popatrzyłam na niego. On jednak, zamiast kontynuować, obrócił się, zdjął z pleców pokrowiec w którym znajdował się...miecz. Rin złapał za rączkę i pociągnął. Wyjął ostrze z pochwy. W tym momencie rozpaliły go błękitne płomienie, znak szatana.
- Aaaa! - krzyknęłam. Przestraszyłam się. To było tak nagle...
- Jestem demonem, synem szatana. Jeśli słyszałaś jak rozmawiam z Kuro, to znaczy, że najprawdopodobniej... 
- Wiem co to znaczy. - przerwałam mu. Sięgnęłam rękoma na szyję. Palcami wyczułam zapięcie od naszyjnika. Rozpięłam go. 


    I.... koniec. Wiem, wredna jestem, kończę w najciekawszym momencie, no ale cóż ja poradzę! Musicie czekać na kontynuację. Zapewne niedługo się ukarze ;) Chociaż ze mną to nigdy nic nie wiadomo...









piątek, 14 czerwca 2013

Demoniczny magnetyzm cz.2

   Nastał nowy, słoneczny dzień. Było jeszcze bardzo wcześnie. Do zajęć pozostały jeszcze trzy godziny. Naomi jeszcze spała. Jej długie, czarne włosy leżały skołtunione na poduszce, zasłaniając jej twarz. Wyglądała tak słodko i dziecinnie... Zwykle to ona wstawała pierwsza i mnie budziła. Tym razem to ja musiałam obudzić ją.
- Oh...co się stało? - zapytała zaspanym głosem.
- Wstawaj już. Musimy przygotować się na zajęcia. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niej.
- Przecież mamy jeszcze czas...- powiedziała i rzuciła się z powrotem na poduszki.
- Jak chcesz. Potem cie już nie obudzę - poszłam już jeść śniadanie, kiedy Naomi wreszcie zjawiła się w kuchni.
- Jakoś tu tak...pusto. Wszyscy jeszcze śpią?
- Nie, po prostu mieszkamy tu same. - odpowiedziałam spokojnie.
- Co?! Jak to? Dlaczego? - zdziwiła się jeszcze bardziej niż ja...
- " Dlaczego" to już musisz się pytać Mephisto. Jak dzisiaj rano przechadzałam się po budynku, to zajrzałam do jednego, czy drugiego pokoju i to to zauważyłam. Było nie spać!
- Aha... Ja myślę, że to przez twoje moce. Gdyby ktoś cię zauważył pod postacią demona, mógłby dostać zawału.
- No wiesz co! Nie jestem, aż taka brzydka!
***
   Wyszłyśmy już z akademika. Pomimo trzech godzin czasu, byłyśmy opóźnione. No tak...Naomi musiała się jeszcze umalować. Tak szczerze, to myślę, że mi trochę zazdrości. Ale nie ma czego. Mnie to już strasznie męczy.
   Pomimo tego, że otworzyłyśmy drzwi specjalnym kluczem, spóźniłyśmy się na zajęcia. W końcu znalazłyśmy odpowiednią salę lekcyjną. 
-P-przepraszamy za spóźnienie...- wyjąkała Naomi. Zawsze była nieśmiała przy większym gronie osób. Tylko, że...było tam dość mało osób...
- Ja jestem Tasumi, a to moja młodsza siostra bliźniaczka, Naomi. Miło nam was poznać. - powiedziałam śmiało. Zawsze tak było.
- Nam też. Usiądźcie. Ja jestem profesor Okumura. - usiadłyśmy więc z siostrą za granatowowłosym chłopakiem, który siedział z jakąś blondyną w pierwszej ławce. W rzędzie obok, po lewej siedzieli trzej chłopcy. Ten z pasemkiem na środku głowy wyglądał na ich szefa... Obok niego siedział różowowłosy, a przed nimi jakiś łysol. Oni sprawiali wrażenie lekko ogłupiałych i uśmiechali się nieśmiało. Po prawej od nas siedziały tylko dwie dziewczyny - jedna miała brązowe, krótkie włosy, a druga długie i fioletowe, zaczesane do tyłu w dwa kucyki. Oprócz tego zauważyłam, że miała strasznie śmieszne brwi... Kątem oka omiotłam klasę. Za nami, na końcu rzędu siedzieli dwaj chłopcy. Jeden w ciemnej bluzie, (nie widziałam jego twarzy bo nosił kaptur) a drugi blondyn z pacynka na ręce. Dziwna klasa...
   W trakcie lekcji zorientowałam się, że chłopak z pasemkiem był bardzo inteligentny. Znał odpowiedź na każde, zadane mu przez profesora pytanie. Jego koledzy już nieco mniej świecili mądrością... Za to niebieskowłosy chłopak przed nami spał. Lekcja chyba nie bardzo go ciekawiła. Wyglądał raczej na takiego, co woli praktykę. Ja też taka byłam, dlatego dla mnie ta lekcja też zdawała się strasznie nudna. Siedziałam z opart ręką o biurko i patrzyłam nieprzytomnym wzrokiem na pustą tablicę. Profesor najwidoczniej zauważył moją "nieobecność" :
- Tasumi, uważasz? Tasumi!!!
- A-aaa... t-tak - wyjąkałam. Kątem oka zauważyłam jak chłopak z pasemkiem przewrócił oczami. Widać było, że nie lubił osób nieuważnych i nieodpowiedzialnych. Czyli mnie. Z resztą, granatowowłosy chłopak przed nami, jeszcze się nie obudził. Po minach obecnych stwierdziłam, ze to dla nich chleb powszedni.
- Rin!!!!!! - "A więc tak ma na imię..." - pomyślałam. Zastanawiałam się wcześniej, jak może mieć na imię, ale wstydziłam się zapytać. To do mnie niepodobne...
- Nie śpię, nie śpię, ja tylko drzemię... - uśmiechnęłam się. Miał poczucie humoru... - i dobrze!
***
   Minęły już jakieś trzy lekcje i wreszcie mogliśmy wyjść  z klasy, żeby przebrać się na W-F. To była moja ulubiona lekcja. Mogłam wtedy zapomnieć o tej całej teorii... Tam liczyła się tylko praktyka.
   Byłyśmy z siostra już przebrane i gotowe. Inne dziewczyny jakoś... no po prostu nie lubiłyśmy się za bardzo. Nie wiem co złego zrobiłyśmy, ale dziewczyny z naszej klasy jakoś nas odrzucały. Trudno. Nie takie momenty się przechodziło. Postanowiłam za kumplować się z chłopakami. Tak, jak w gimnazjum. Tylko... nie wiedziałam co z Naomi. Martwiłam się o nią. Ona nie przepadła za chłopcami, przez co, nie miała nikogo oprócz mnie. Jednak to ona zawsze zachowywała się odpowiedzialniej, tak jak już wcześniej pisałam. Ale w sprawach przyjaciół była całkowicie bezradna.
   Wyszłyśmy z szatni. Chłopcy już na nas czekali.
- No dobrze, skoro jesteśmy już wszyscy, zacznijmy lekcję. - odezwał się nauczyciel - Dzisiaj waszym zadaniem będzie ucieczka przed Leaperami są to z natury łagodne demony, żywią się... - i zaczął opowiadać. NIEEE!!!!!!! Myślałam, że chociaż na W-Fie będzie normalnie! Grrr... Zaczęłam gromadzić energię, aby popisać się w biegu. Była to moja mocna strona. - Podzielę was na pary w trakcie ćwiczeń. Na początek Tasumi i Naomi. - zakończył wywołaniem nas na środek areny. Ześlizgnęłyśmy się więc po ścianie i ustawiłyśmy na linie startu. Byłam rozdarta. Za wszelką cenę chciałam popisać się przed klasą, ale z drugiej strony nie chciałam pogrążyć siostry. Była słaba z biegania. Na lekcjach świeciła mądrością, ale w praktyce nie była już taka mocna. W końcu podjęłam decyzję : popiszę się przed chłopakami, a jednocześnie pogrążę siostrę. Może nie będzie, aż tak źle? Wiem, wredna jestem, ale już nic na to nie poradzę... - Trzy, dwa, jeden, start! - nauczyciel pociągnął za dźwignię i uwolnił demona. Ruszyłam przed siebie, zostawiając w tyle siostrę. Pędziłam ile sił w nogach,  zimny pęd powietrza odwiał do tyłu moje długie, kręcone, brązowe włosy w tył. Nogi podnosiłam wysoko, przeskakując pojedyncze przeszkody ustawione w między czasie przez nauczyciela. Dobiegłam do mety w 53 sekundy. Nowy rekord. Stanęłam pochylona i zmęczona. Chciało mi się pic. Popatrzyłam za siebie. Demon siedział siostrze na ogonie, ale i tak nieźle sobie radziła. Moja krew. Myślę, że jestem taka szybka, przez geny ojca. I wytrzymała. I silna. No, ale dobra, już się nie chwalę...
   Naomi dobiegła ledwo żywa. Trudno jej się dziwić. Jest zwykłym człowiekiem. Zaczekałam aż ochłonie i razem weszłyśmy po drabince na górę.
- Masz coś do picia? - zapytałam siostrę.
- Chyba tak... poczekaj, przyniosę. - odpowiedziała i potruchtała w stronę szatni. Wchodziłam za nią, więc gdy wreszcie się wdrapałam, zobaczyłam jak wszyscy się na mnie patrzą...
- Hej, o co chodzi? - zapytałam
- S-szybka jesteś... - odpowiedział różowowłosy.
- A...to... - zarumieniłam się. - Przez wszystkie lekcje gromadziłam w sobie energie, aby teraz dobrze mi poszło. To nic takiego.
- Nic takiego?! Jesteś piekielnie szybka! Pobiłaś rekord szkoły! I dla ciebie nic takiego? - oburzył się.
- No... nie chce się chwalić.. wiecie..
- Następni : Okumura i Suguro. - przerwał nauczyciel. Niebieskowłosy i pasemko ześlizgnęli się po ścianie. Widać było, że nie za bardzo się lubią. Zaczął się bieg i ostra rywalizacja między nimi. Biegli szybko, łeb w łeb, a za nimi demon. Byli jednak o wiele wolniejsi niż ja. Zaimponowałam im to było najważniejsze. Nawet chłopak z pasemkiem nie patrzył na mnie już krzywo. Fajny ten dzień. Usłyszałam kroki. Naomi przyniosła mi wodę
- Dzięki, ratujesz mi życie. - powiedziałam. Była uśmiechnięta, zadowolona. Nie obchodziła jej przegrana. Chodziło o to, że mimo wszystko dobrze sobie poradziła. Usiadła obok mnie. Patrzyłyśmy na biegających chłopaków. Pobili się. Ehhh...znowu. Nauczyciel musiał zatrzymać biegnącego na nich Leapera, aby tan nie zrobił im krzywdy, po czym zszedł do nich na dół. Suguro dostał ochrzan. Ten Rin to prawdziwy farciarz, nauczyciel nie powiedział mu nawet słowa.
   Po chłopakach przyszła kolej na brewkę i tę nieśmiałą blondynkę. Ta pierwsza jakoś sobie radziła, ale ta druga...cały czas się przewracała. Nie miała odpowiedniego ubrania. Kiedy skończyły bieg, na arenę weszli...argh! Nie pamiętam, ale to i tak nie istotne, bo nauczyciel pozostawił nas samych. Postanowiłam, że zaprzyjaźnię się z Okumurą. Wstałam już i zamierzałam do niego podejść, ale on zaczął naparzać się z panem pasemko, a ja wolałam mu nie przeszkadzać. Usłyszałam wyrywki ich kłótni. Chodziło o jakieś wyzwanie, czy coś...
   Nagle Suguro ześlizgnął się zwinnie po ścianie i podszedł do żabo-demona. Krzyczał coś, że pokona szatana. Musi mieć wysoką samoocenę. Brewka zaczęła się śmiać. Widać było, że chłopak tracił pewność siebie. Po chwili demon ryknął z wściekłością. Pasemko zzieleniał ze strachu. Chciałam coś zrobić, pomóc mu, ale Rin mnie uprzedził. Zeskoczył na dół, przed chłopaka i zasłonił go własnym ciałem. Myślałam, że zginie. A nawet nie zdążyłam go dokładniej poznać!  Nagle z obłoków dymu wyłoniła się niezwykła scena :  Leaper trzymał Rina w zębach, ale...nic mu nie robił. Po chwili go puścił. "Ten Rin jest naprawdę niezwykły" - przemknęło mi przez myśl. Spojrzałam na siostrę, która patrzyła na te scenę z rozdziawioną buzią.
***
   Byliśmy już po lekcjach. Naomi poszła już do akademika. Ja natomiast byłam w drodze po mleko owocowe ♥. Nagle usłyszałam jak ktoś mnie woła. To znaczy chyba mnie...:
- Tass! Hej, Tass!


   Yes! Skończyłam rozdział drugi! Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Trzeci już jest w drodze! A poza tym to...jestem strasznie mile zaskoczona. 1. Dostałam 5 z matematyki na koniec. 2. Na moim blogu jest strasznie dużo wejść! Tak więc bardzo się cieszę i dziękuję. :*



wtorek, 11 czerwca 2013

Ważne!

    Cześć, to znowu ja. Muszę przeprosić, za moją dość długą nieobecność. Byłam ostatnio baaaardzo zajęta. Miałam występ z kółka teatralnego, masę sprawdzianów i jeszcze próby na koniec roku.... Nie miałam czasu pisać nowych opowiadań, ale... pisałam je na brudno, przez co zapisałam prawie cały zeszyt. Wystarczy je tylko przepisać.
     A więc nie martwcie się, opowiadania są w drodze i mogę zapewnić, że w najbliższym czasie na pewno jakieś się ukażę. 
      I jeszcze jedna sprawa... Zamierzam rozszerzyć mojego bloga. Mianowicie zakończę dział z Ao no exorcist. Pojawią się za to fanviki z Kuroshitsuji. Mam nadzieję, że się cieszycie. Macie więc ostatnią szansę, zby zamówić sobie jakieś opowiadanie z postaciami z Ao no exorcist. Jeśli chcielibyście zatem jakieś opowiadania typu ShiemiXRin, czy IzumoXShima to piszcie w komentarzach TEGO posta. Postaram się spełnić wasze oczekiwania ;*.


       Pozdrawiam Was serdecznie,
        Shura2000