wtorek, 25 czerwca 2013

Demoniczny magnetyzm cz.5

   Zostałam sama. Podeszłam do drzwi, otworzyłam je specjalnym kluczem i weszłam do akademika Yukio i Rina. Znajdowałam się na korytarzu głównym. Panował tam półmrok. Czułam się strasznie niezręcznie, sama nie wiem, dlaczego. W oddali zobaczyłam światło, wylatujące spod framugi drzwi. Chwyciłam rączkę od walizki i podążyłam w tamtym kierunku. Otworzyłam nieznane mi dotąd drzwi. Światło na chwilę mnie oślepiło, ale po chwili mój wzrok się uspokoił. Znalazłam się w moim nowym pokoju. Skąd wiem, że był mój? Otóż przy biurku spała Naomi.  Do późna ślęczała nad praca domowa.Pomimo złości na nią, uśmiechnęłam się. Podeszłam do niej i wzięłam ją na ręce, po czym zaniosłam do łóżka i starannie opatuliłam kołdrą. Nie chciało mi się już iść, szukać Rina. Poza tym, była taka godzina, że pewnie dawno spał. "Wszyscy już śpią! Wszyscy, tylko nie ja! - pomyślałam. Dlatego też i ja postanowiłam się położyć.
   ***
   Nastał nowy dzień. Sobota. Kiedy tylko otworzyłam oczy, spostrzegłam, że stał się cud. Naomi nie spała!
- Obudziłaś się wreszcie? - spytała.
- Najwidoczniej...l - odburknęłam.
- Przepraszam za to wczoraj. Nie powinnam cie tak obwiniać.
- Nic się nie stało. Przyzwyczaiłam się już.
- Zrobić ci śniadanie?
- Niee...sama sobie poradzę...
- No dobra. Jakbyś tylko czegoś potrzebowała, to będę się uczyć. - chciała wynagrodzić mi swoje zachowanie. Jednak w środku wciąż żywiłam do niej urazę. 
   Ubrałam się, umyłam i uczesałam. Byłam gotowa, by zmierzyć się ze zrobieniem sobie śniadania. Opuściłam pokój i udałam się na pustą stołówkę. Tam, przy jednym ze stolików siedział Rin.
- Hej Rin! - zawołałam.
- Tass? - zdziwił się tak bardzo, że prawie spadł z krzesła. - Co ty tu robisz tak wcześnie?
- Pamiętasz, wczoraj Mephisto coś ode mnie chciał. Oznajmił mi wtedy, że ja i Naomi musimy przenieść się do waszego akademiku, bo w Akademii brakuje miejsc. Wczoraj wieczorem, a właściwie w nocy się tu przeniosłyśmy.
- A byłem ciekaw, o co mu chodziło... - powiedział oniemiały pod nosem.
- No widzisz? Nie zgadłbyś. Jest coś do jedzenia?
- Tak, zrobiłem śniadanie dla mnie i Yukiego, ale on musiał coś załatwić i nie zdążył zjeść. Częstuj się. 
- Dzięki... - powiedziałam i zabrałam się za jedzenie. 
   Po śniadaniu Rin oprowadził mnie po akademiku. W sumie to sama go o to poprosiłam. Może chciałam znaleźć odpowiednie miejsce na rozmowę? Sam nie wiem. W każdym razie, to mi się nie udało. Prawdę mówiąc to źle czułam się w zamkniętych pomieszczeniach. Postanowiłam, więc, że wyciągnę Rina na spacer.
- Może gdzieś wyjdziemy? - zapytałam znienacka.
- Gdzie? - odparł lekko się czerwieniąc.
- No nie wiem, przejść się. Nie znam tu jakiś szczególnych miejsc. Więc może ty coś zaproponujesz?
- Eee... to może park?
- Świetnie. Idziemy?
- J-jasne. - uśmiechnął się. Chwilę potem byliśmy już w drodze.
***
   - Jak to właściwie było ze śmiercią twojego ojca?- byliśmy już w parku. Przechadzaliśmy się po alejkach, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Pomimo tego, że świeciło słońce, prawie nikogo tam nie było.  -Przepraszam, że pytam o coś tak osobistego, jeśli nie chcesz możesz mi nie odpowiadać.
- Opowiem ci. Im więcej osób będzie znało prawdę, tym lepiej. W dniu, w którym dowiedziałem się prawdy o mojej przeszłości, stało się właśnie to. Mojego ojca, Fujimuto Shiro, opętał szatan. To była moja wina. Powiedziałem wcześniej, że on  ie jest moim ojcem, pomimo, że tak się mną opiekował.Zraniłem go tymi słowami, przez co stał się podatny na zło. Wtedy został opętany.  Szatan chciał zabrać mnie, poprzez niego do Gehenny, otworzył bramę i wtedy...Staruszek ocknął się na chwilę i powiedział : "On jest moim synem i mi go nie odbierzesz" - po czym zabił się. Zabił się, aby mnie ratować. Jednak byłem już w bramie, a jeśli ona  coś złapie to już nie wypuści. Tak było i tym razem. Nie mogłem się wydostać. Wtedy wyjąłem kurikarę. Uwolniłem moje moce. Przy okazji rozwaliłem te całą bramę. Znikła. Pozostało zakrwawione ciało mego ojca. - na tym zakończył. Usiedliśmy na ławce. Po policzku spłynęła pojedyncza łza.
- Co z Yukio? - zapytałam.
- On nie odziedziczył mocy. Jednak tamtej nocy nie było go w kościele. Przyszedł dopiero nad ranem.
- Oh, Rin. - wyszeptał widząc jak bardzo cierpi. Nie wytrzymałam. Przytuliłam go.On także odwzajemnił uścisk. Jego mocne ramiona, objęły mnie ♥. Przycisnęłam go do siebie jeszcze mocniej. Potrzebował tego. Trwaliśmy tak, przylgnięci do siebie parę minut. Mi jednak ten czas wydał się wiecznością. Teraz jednak mu ulżyło. Kamień spadł z serca. 
   W końcu mnie puścił. Ja go też. W tamtej chwili coś sobie uświadomiłam. Byłam mu potrzebna. Następnie ruszyliśmy w drogę powrotną.
   Tamtego dnia znacznie zbliżyłam się do Rina. Nie był już tylko dobrym kolegą. Stał się dla mnie prawdziwym przyjacielem. Jego stosunek do mnie tez uległ zmianie. Staliśmy się nierozłączni. Z tego powodu coraz częściej kłóciłam się z siostrą. Robiła mi straszne awantury.
- Cały czas łazisz sobie z Rinem, zamiast wziąć się porządnie za naukę! Nie wspominam już o sobie.. Całymi dniami muszę siedzieć tu całkiem sama!
- już nie przesadzaj, po szkole to raptem... pięć godzin? Z resztą to już ie mój problem, że nie masz przyjaciół! - odgryzłam się siostrze pewnego razu. Wiedziałam, że tymi słowami bardzo ją zraniłam, ale jakoś w tamtej chwili niezbyt mnie to obchodziło. Tak była prawda. Naomi cały swój wolny czas spędzała sama. Ja zaś z Rinem, Bonem, Shimą i Koneko. Bardzo się razem zżyliśmy. 
- To nie tak, po prostu tu są same przygłupy!!! - wydarła się.
- Jasne, jasne. Możesz tak mówić o mnie i reszcie, ale na przykład Yukio? On tez jest przygłupem? - zapytałam.
- No..nie. - odpowiedziała. - Wstydzę się... - wtedy zauważyłam, że nie tylko ona była moja podporą. Ja tez musiałam być przy niej. Tylko wcześniej tego nie widziałam...
- Przepraszam... - wyszeptałam. Wbrew jej odpowiedzialnemu wyglądowi i charakterowi, w środku była bardzo wrażliwa. - Jak chcesz to mogę cie z nim zapoznać. - zaproponowałam.
- Nie! To znaczy...jak chcesz...- w głębi duszy na pewno była mi wdzięczna. Po raz kolejny musiałam ją z kimś zapoznawać. Nie musiałam, ale postanowiłam, że mimo wszystko to zrobię. Ciekawe, jakby sobie radziła, gdyby mnie nie było. Ehh... w końcu jestem starsza. Zobaczymy, co z tego wszystkiego wyniknie...
***
   Dziś piątek. Pierwsza lekcja to historia. Nudy. Kolejna to demonologia. Nudy. I tak dalej i dalej, ale jedyne co nie uznaję za "nudne" to przerwa. Gdy zadzwonił dzwonek na dług przerwę (wreszcie!!!), postanowiłam porozmawiać z Yukio. Więc gdy wszyscy już wyszli (ja celowo się ociągałam) podeszłam do profesora i powiedziałam :
- Mam takie małe pytanko... Moja siostra jest bardzo nieśmiała i prosiła, abym zapytała, czy nie zechciałbyś jutro się z nią pouczyć. - wypaliłam.
- Z Naomi? - chciał się upewnić.
- Taak. Ja cały mój wolny czas poświęcam Rinowi i reszcie, więc ona czuje się nieco samotna...Chciałaby się z kimś pouczyć. A ponieważ uznałam, że jesteś najmądrzejszym chłopakiem w tej szkole (tu spalił buraka) więc...
- Bez przesady, nie jestem, aż taki mądry... no, ale dobra. To może na stołówce? O 10:00?
- Świetnie. Przekażę jej to. Do zobaczenia.
- Pa.. - nie był w stanie mi odmówić. To było nieco dziwne. Rin mówił, że Yukio nie jest demonem, ale mi zdawało się inaczej...po jego reakcji.. Może to przez jego krew? Sama nie wiem...
   Gdy przekazałam Naomi, że Yukio się zgodził, nie mogła pozbierać się ze szczęścia. Reakcja sfrustrowanej nastolatki.... Jeny, czy to na serio moja siostra?!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz