- O, Rin...Cześć. - powitałam go.
- Hej. Wołałem cię, nie słyszałaś?
- Słyszałam, ale nikt nigdy nie zwracał się do mnie w ten sposób.
- Uraziłem cię? - zapytał zawstydzony.
- Nie, nie chodzi o to. Tylko zdrobnienie...
- Tass? A jakoś tak mi wpadło do głowy. Mogę cie tak nazywać?
- Pewnie, ładnie brzmi. Co takiego właściwie chciałeś?
- Po prostu... - zaczerwienił się. - pobiłaś rekord. Gratuluję.
- A to..dzięki - również spłonęłam.
- P-pomyślałem sobie jeszcze, że...zaprzyjaźnimy się?
- T-tak! - również zaczęłam się jąkać. - Widziałam akcję z tym demonem. Jak ty to zrobiłeś?
- Eeee... można to ująć tak, że...mam pewną kontrolę nad demonami. - odpowiedział wymijająco. - Tylko nie mów nikomu. - poprosił.
- Oczywiście. Nikomu nie powiem. - obiecałam i ruszyliśmy z Rinem korytarzem.
- Gdzie idziesz? - zagadnął po chwili.
- Po mleko. Strasznie chce mi się pić.
- Ok..
- A ty?
- Ehh..Mam...mam chwilowy problem z kasą...i..
- I?
- Muszę pogadać z Mephisto.
- W czym on ci pomoże?! Sam jest strasznym sknerą!
- Skąd to wiesz? - nie przypuszczałam, że o to zapyta. Musiałam powiedzieć prawdę. To znaczy nie musiałam, ale nie chciałam go okłamywać.
- Jest moim opiekunem. Ma pewne powody - wyprzedziłam jego pytanie, patrząc na pytającą minę chłopaka. - dla których "przygarnął" mnie i Naomi.
- A-aha.. no ale ja nie mam za co żyć!
- To czemu zwracasz się z tym do niego?
- Ja...Można powiedzieć, że mną też się opiekuje...No wiesz o co chodzi!
- Nie za bardzo, ale domyślam się, że chodzi o sprawy materialne.
- Taaa.. Można tak powiedzieć. - w tym czasie doszliśmy do końca korytarza. Teraz, każde z nas musiało pójść w inną stronę.
- No to pa. - pożegnałam go.
- Pa. - i odeszliśmy w zupełnie innych kierunkach.
***
- Hejo, już jestem! - wykrzyknęłam od progu.
- Hej, co tak długo? - spytała siostra. Nareszcie byłam w domciu. ♥
- A tam, poszłam po mleko owocowe.
- To, aż tyle ci zajęło?
- No...nie.Spotkałam się z Rinem i jakoś się tak zagadaliśmy.
- Aha.. bo był to Mephisto.
- O Boże...
- Pytał jak tam w szkole pierwszego dnia i ... szukał cię.
- Dzisiaj na pewno nie mam zamiaru się z nim widzieć. Jestem zbyt zmęczona, aby się jeszcze z nim użerać. - odpowiedziałam. - A tak w ogóle, to o co mu chodziło?
- Nie wiem. Nie mówił.
- Trudno. Będzie musiał sobie poczekać... -powiedziałam mściwie. - Jest coś do jedzenia? Zrobiłam się strasznie głodna.
- Tak. W kuchni czeka na ciebie kolacja.
- Ok, to ja lecę. - i wybiegłam, aby się posilić.
W trakcie jedzenia myślałam o Rinie. Ciekawe jak mu poszło z tą prośba o kasę. "Nie dostanie pewnie więcej niż 2000 jenów na miesiąc" - pomyślałam. Jak później się okazało, miałam rację.
***
- Hej Rin. I jak poszło? - był już kolejny dzień. Ponieważ znowu wstałam wcześniej (co się ze mną dzieję?!) i nie chciało mi się czekać na siostrę, wyszłam z domu pół godziny przed zajęciami. Gdy znalazłam się już przed salą, okazało się, że Rin też przyszedł wcześniej. No i wracamy do punktu wyjścia...
- Hej. A wiesz co...słabo.
- A co?
- Będzie mi dawać 2000 jenów na miesiąc!
- Ha ha ha! Dokładnie tak pomyślałam! Nie dałby ci więcej!
- Na szczęście mam sposób, aby jakoś przeżyć, bo 10 kanapek na miesiąc raczej mi nie starczy...
- No to co wymyśliłeś?
- Właściwie to nie ja... To Yukio. Będzie kupować składniki, a ja będę gotować dla nas obu. Nie chcę się chwalić, ale całkiem nie źle gotuję... ;p
- Kto to ten Yukio?
- To nasz nauczyciel, a zarazem mój brat. Yukio Okumura. - wytłumaczył cierpliwie.
- Serio?! Brat?
- Tak, i to bliźniak. Na dodatek młodszy.
- Wow! To on wygląda na starszego!
- W rzeczywistości, to ja jestem dojrzalszy. - korytarzem szedł Yukio i uśmiechał się do nas.
- Oj, zamknij się.
- Przypominam, że jestem nauczycielem
- Dobra, dobra. Jestem starszy i kropka.
- A czy ktoś mówi, że nie jesteś? - wtrąciłam się. - Ta dyskusja nie ma sensu. Za ile lekcja?
- Za 10 minut. Dziwne, że jesteście tylko wy. - odpowiedział Yukio.
- No... Ciekawe, kiedy przyjdzie Naomi.
- Jesteście siostrami? - zapytał Rin.
- Tak...Ja jestem starsza... - po moich słowach przeżyli podobny szok, co ja wcześniej. - Przecież mówiłam to w pierwszym moim dniu. Słuchaliście w ogóle?
- Nie za bardzo - odpowiedzieli jednocześnie.
Naomi zjawiła się trzy minuty przed lekcją.
- Co tak długo?! - powitałam ją. (Miło, co?)
- Nie wiem. Jakoś tak wyszło.
- Aha...- tutaj wszystko pozmieniało się z jej rannym wstawaniem. Ale na pewno nie zmienił się jej stosunek do nauki.
Kolejny, nudny dzień. Pełen męczących, ciągnących się w nieskończoność, lekcji. Nie było dzisiaj W-Fu, więc wszystko strasznie się przedłużało. Lecz nawet najdłuższa chwila cierpienia musi kieedyś się skończyć. Ta chwila właśnie nastąpiła.Dzwonek. Wszyscy pakują swoje rzeczy. Ja już dawno je spakowałam. Wybiegłam z klasy. Dobiegłam do pierwszych, lepszych drzwi i otworzyłam je specjalnym kluczem, który przeniósł mnie na dziedziniec. Padał deszcz.Gdy tylko wyszłam na zewnątrz, przeszył mnie zimny dreszcz. Nie obchodziło mnie już nic. Byleby tylko zmyć z siebie tę całą codzienność. Po pięciu minutach stania na deszczu, byłam całkowicie przemoczona. Mokre ubrania przylgnęły mi do ciała, włosy do twarzy. Razem z falami zimna, przechodziły we mnie fale spokoju, orzeźwiania. Czułam się wolna.
Nagle poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu. Przestraszyłam się strasznie, lecz pomimo to obróciłam się. Był to Rin. Okazało się, że nie domknęłam drzwi, którymi się tu dostałam, a chłopak widząc to dostał się na dziedziniec ta sama drogą co ja.
- Co się stało? - zapytał stroskanym głosem.
- Nie, tylko mam słabszy dzień... Te nudne lekcje mnie dobijają...
- Też tak mam, ale zdążyłem się już do tego przyzwyczaić. Wracajmy. Jeszcze się rozchorujesz. - Rin otworzył drzwi swoim kluczem, a następnie znaleźliśmy się w czyimś pokoju...
- To twój pokój?
- Tak. Mój i Yukio. - odpowiedział. Ja w tym czasie usiadłam sobie na lego łóżku. Na kolana wskoczył mi kot...
- Co to za kiciuś?
- To Kuro.
- Słodki... - nagle usłyszałam w głowie czyjś głos : "Słyszałeś Rin? Uważa, że jestem słodki!" - to było...dziwne. Postanowiłam udawać, że tego nie słyszałam, gdy.. "Tak, tak, słyszałem Bądź grzeczny.". "Dobra" - odpowiedział Kuro.
- Idę po picie. Chcesz herbatę?
- T-tak.... - wyjąkałam. Rin dziwnie na mnie spojrzał.
- Coś się stało?
- N-nie...głowa mnie boli... - skłamałam.
- No to przyniosę jeszcze jakieś leki.... - powiedział i ulotnił się z pokoju. Kuro zaczął mruczeć...
Po pięciu minutach Rio był z powrotem. Sądząc po jego minie zaczął domyślać się, co tak naprawdę się stało.
- Czy ty coś...słyszałaś?
- O czym mówisz? - udawałam zaskoczenie. Chyba coś się nie udało...
- No...słyszałaś jakieś głosy, czy coś...
- Głosy...?
- No tak.
- M-można tak... powiedzieć.... - odparłam wymijająco.
Nie powinienem ci tego mówić, ale... Potrafisz dochować tajemnicy? Nie znamy się długo, ale czuję jakąś więź pomiędzy nami...
- A czy powiedziałam komuś o tym, że kontrolujesz demony? (Kto nie wie o co chodzi, zapraszam do opowiadania 2)
- No nie... to znaczy chyba!
- Wiesz co?! Nie powiedziałam!!!
- To dobrze. Po prostu czuję, że dłużej tego przed tobą nie ukryję. Pamiętaj tylko, ja ci ufam.
- Ja tobie też! - wykrzyknęłam. Mogłabym powierzyć mu całe moje życie.
- No więc...- popatrzyłam na niego. On jednak, zamiast kontynuować, obrócił się, zdjął z pleców pokrowiec w którym znajdował się...miecz. Rin złapał za rączkę i pociągnął. Wyjął ostrze z pochwy. W tym momencie rozpaliły go błękitne płomienie, znak szatana.
- Aaaa! - krzyknęłam. Przestraszyłam się. To było tak nagle...
- Jestem demonem, synem szatana. Jeśli słyszałaś jak rozmawiam z Kuro, to znaczy, że najprawdopodobniej...
- Wiem co to znaczy. - przerwałam mu. Sięgnęłam rękoma na szyję. Palcami wyczułam zapięcie od naszyjnika. Rozpięłam go.
I.... koniec. Wiem, wredna jestem, kończę w najciekawszym momencie, no ale cóż ja poradzę! Musicie czekać na kontynuację. Zapewne niedługo się ukarze ;) Chociaż ze mną to nigdy nic nie wiadomo...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz