poniedziałek, 9 grudnia 2013

Poległam

   Gomenasaiiiii! Przepraszam, naprawdę jest mi tak przykro... nie potrafię znaleźć czasu na dwa blogi. Tak, dwa. Od jakiegoś czasu prowadzę drugiego bloga, tylko, że yaoi.. Z parringiem HichiIchi - Bleach. A za normalne opowiadania nie potrafię się wziąć.. Bo to jest Bleach!  Coś tak doskonałego pod każdym względem fabularnym nie można inaczej przekształcić. Da się zrobić z tego yaoi, yuri czy też hentai. Inaczej nie za bardzo potrafiłabym.
 

   Przepraszam jeszcze raz 
  Shura1200

poniedziałek, 18 listopada 2013

Zagubione wspomnienie

    Niestety to jest ostatnie opowiadanie z Kurosza. Jest, myślę odpowiednio długie i wciągające, ale..z błędami to nigdy nic nie wiadomo ;p Na zakończenie dodam jeszcze, że jest to ciąg dalszy, co działo się, gdy Ciel był już demonem? Kto był jego kolejną ofiarą? Odpowiedz  znajdziecie właśnie tu! Zatem życzę miłej lektury :)
***********************************************************************************************************************************************

''Anioł Samotności 
Anioł Samotności ...
to On mnie dręczy ..
nie daje spokoju ani chwili wytchnienia...
jest cały czas przy mnie
nie opuszcza nawet na krok...
Anioł ten dzieli się ze mną wszystkimi swoimi uczuciami...
tym czego ma najwięcej,...
czyli samotnością...
ta samotność powoli mnie zabija...
zabija to co jeszcze we mnie pozostało...
cieszy się z tego...
powoli upadam....
lecz ja wiem ze przyjdzie jeszcze taki dzień ....
gdy przeciwstawię mu się ...
Podniosę się....
narodze na nowo...
a On odejdzie ode mnie ....
zniknie ...
On ten sam Anioł...
Anioł Samotności....''


     Ciel Phantomhive, hrabia, posiadacz ogromnej firmy Fantom. Jeszcze do niedawna zwykłe, dwunastoletnie dziecko. Wszystko to jednak odpłynęło w dal, jaśniejącą jeszcze niedawno przeszłość. Co takiego się zdarzyło? Czy nie lepiej było odejść z tego świata w męczarniach?....teraz chłopiec nie jest już człowiekiem, a demonem. Żywi się duszami naiwnych. Ludzie...tak, oni w potrzebie złapią się nawet najcieńszej nici ratunku.Byleby tylko wydostać się z problemów i rozpaczy. Przez to właśnie są tacy naiwni.
      Na razie Ciel pożarł już jedną duszę. Ale wciąż było mu mało. Sebastian był zawsze przy nim. Udzielał cennych wskazówek, porad. Sam z resztą tez musiał się czymś żywić. Następną duszą postanowili się podzielić.
      James Taslow miał 19 lat, brązowe włosy, szare oczy i zawsze uśmiech na twarzy. Ten chłopak miał w sobie coś nader niespotykanego. W każdej złej chwili w życiu umiał się uśmiechnąć, znaleźć choć troczę optymizmu. Żył zawsze pełnią życia, cieszył się z każdego promienia słońca, z każdego źdźbła trawy, z każdej kropli deszczu. Wielu mu tego zazdrościło...
      Ludzie potrafią być okrutni. Jeśli niektórych spotka nieszczęście, oni także zadają  ból innym, mszcząc się. Inni robią to po prostu dla zabawy. Niszczą spokojne chwile, szczęśliwe rodziny, bo im samym tego brakuje. Te dziwne istoty, zwane potocznie ludźmi  nie wiedzą, co to jest miłość, troska czy poświęcenie. Tacy właśnie ludzie zniszczyli szczęście James'a.
      James miał narzeczoną. Była ona bardzo piękna. Najpiękniejsza w całej wiosce. Chłopak zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia i oświadczył. Dziewczyna przyjęła oświadczyny. I cóż w tej historii jest złe, czy smutne? A to, że ta jasnowłosa, o mlecznej cerze, zielonych oczach dziewczyna wcale nie kochała James'a. Zgodziła się wyjść za niego tylko z powodów finansowych. Brązowowłosy był, nie dość, że dobry, to jeszcze bogaty. Został oszukany. Przez kogoś, kogo kochał ponad życie. To jednak nie był jeszcze koniec. Pół roku po ślubie, małżonka chłopaka zaczęła go zdradzać. Nie ważne z kim, dla niej liczyło się tylko zaspokojenie swoich chorych żądz. Brała od męża pieniądze i kiedy ten wychodził do pracy, ona wychodziła i cały dzień, niekiedy nawet i noc, bawiła się do upadłego z różnymi, innymi mężczyznami. Tasow o niczym nie wiedział. Ten toksyczny związek trwał dość krótko. Półtora roku po ślubie chłopak nakrył swoją żonę z innym. Ona nawet nie próbowała mu nic wyjaśniać. James kochał ja jednak nadal i chciał, żeby do niego wróciła. Niestety tydzień później znaleziono jej roznegliżowane zwłoki w szopie sąsiada. Sam sąsiad nie był niczemu winny. To grupa od dawna nienawidzących dziewczyny, mężczyzn ,niemalże mafia, pozbawiła jej życia i resztek godności.
      Taslow mógł wybaczyć wszystko. Wszystko tylko nie to, co tamci ludzie zrobili z jego żoną. Pomimo jej licznych zdrad kochał ją. Kochał zawsze, nikogo innego, jak ją. I przed i po jej zabójstwie. James poprzysiągł zemstę. Z pogodnego, lubianego i powszechnie znanego, zamienił się we wrak człowieka. Tęsknił do umarłej żony.
       - Sebastianie, czujesz to?- zapytał Ciel do stojącego do niego tyłem mężczyzny.
- Ta woń...może oznaczać tylko jedno. Zbierajmy się paniczu. - odpowiedział czarnowłosy.
- Tak...- wyszeptał hrabia i razem podążyli w ślad za przyszłą ofiarą.
       James siedział w domu. Już od ponad 3 tygodni z niego nie wychodził. Tak bardzo pragnął śmierci tamtych ludzi! Jednak zbawienie nie przychodziło. Az do teraz. 
       Okno niespodziewanie otworzyło się, a do ciemnego pomieszczenia w którym znajdował się chłopak, weszły dwa demony. Zarówno jak Cielowi, tak i Sebastianowi rozbłysły czerwienią.
- Cierpisz w ukryciu...Myśl o śmierci tamtych ludzi nie daje ci spokoju... - powiedział cicho Ciel. James spojrzał zszokowany w stronę "intruzów". Było to dość dziwne, ale..nie bał się. Wydawało mu się, jakby właśnie od dawna czekał na ten moment. - To wszystko jest w twoim sercu. Ono krzyczało wręcz do mnie. Ulżyj sobie. 
- Zrobimy, co rozkażesz. - dodał Sebastian. Światło księżyca padało teraz na twarz młodzieńca.
- Możecie sprawić, że tamci ludzie...umrą? - zapytał z niedowierzaniem James. 
- To i nie tylko. - odpowiedział Ciel. - Więc....czego pragniesz?
- Ej, chwila moment...Nic na tym świecie nie jest za darmo. Nauczyłem się już tego. Czego więc chcecie w zamian? - zapytał James.
- Ah, to nic takiego...to drobnostka....wystarczy, że w zamian...oddasz nam  swoją duszę. - odpowiedział Sebastian.
- C-CO?! - zdziwił się chłopak. - K-Kim wy w ogóle jesteście, skoro żądacie takiej rzeczy...? Czyżby...
- Tak, jesteśmy demonami. - przerwał Ciel.
- Ale to nie zmienia faktu, że zrobimy, cokolwiek rozkażesz.- dodał Michaelis.
- Ale...nie możecie przywrócić życia mojej żonie...? - zapytał brązowowłosy, choć tak na prawdę już dobrze znał odpowiedź. Demony nie miały aż takiej mocy.
- Niestety nie. Możemy jednak sprawić, by tamci ludzie cierpieli tak jak ty, a nawet bardziej....Co ty na to? - ponaglał Ciel. Byli już o krok od zawarcia paktu. 
- Ja...ja...jestem taki samotny! Po jej śmierci...wiem, że mnie zdradzała, ale ja nie potrafiłem od niej odejść... Czemu?! Czemu ten Anioł samotności nie chce odejść??? - wybuchnął Taslow.
- My możemy sprawić, że odejdzie...powiedz tylko, że chcesz, abyśmy ci usługiwali! - kusił starszy demon.
- Ja...dobrze! Róbcie, cokolwiek wam rozkażę! Zrzekam się mojej duszy na niekorzyść moich wrogów! - przysiągł James. Pakt został zawarty. Dwa demony uśmiechnęły się chytrze i umieściły nad prawym okiem na czole znak symbolizujący ich przymierze.
       Mafię odpowiedzialną za zabójstwo Susan Taslow demony odnalazły bardzo szybko. Znajdowała się ona w opuszczonym domu, na obrzeżach miasteczka w którym mieszkał James. Brązowowłosy stanął pod drzwiami domku. W ślad za nim podążyli Ciel i Sebastian. Chłopak zaczął podsłuchiwać. Usłyszał tylko urywki z rozmowy mafii.
-....tak...dobrze, że nie wsadzili nas za to do więzienia!
- Bill, debilu, przecież nawet policja się nas boi!
-...hahah! Racja, John! A co do niej...
- ..mi nawet nie żal tej.....!
- Hhaha! Mnie tak samo! - bez wątpienia. Rozmawiali o żonie James'a. Tego chłopak już nie wytrzymał. Wahał się nad tym, czy pozbawić ich życia, ale ostatecznie zadecydował :
- Ciel, Sebastian...zabijcie ich wszystkich! - rozkazał.
- Yes, Our Lord! - odpowiedzieli w tej samej chwili i weszli do domu. Ciel i Sebastian. Chwilę później ostatni człowiek z mafii upadł nie żywy na ziemię. Tak skończyli ludzie, którzy zniszczyli szczęście Jamesa. Sam chłopak miał jednak za słabą psychikę na to wszystko....
       "Ja...ja zabiłem...to przeze mnie...oni...nie żyją...." - myślał roztrzęsiony tym wszystkim Taslow. Był już w domu. Oczywiście z Sebastianem i Cielem. Oni jednak nie zwracali najmniejszej uwagi na swą ofiarę. Czekali. Wiedzieli, że czas dobiegł końca. "Przecież tamci ludzie...oni tez mieli rodziny! A zabijając ich, stałem się taki jak oni sami! Jestem Potworem! To...to..."
- Nie wytrzymam!! - wykrzyknął nagle szarooki. - Błagam, zróbcie coś!
- Co takiego sobie życzysz, panie? - zapytał spokojnie starszy demon.
- Powiedziałeś, że nie możecie ożywić nikogo, kto umarł, ale...czy możecie sprawić, by choć na chwilę dusza tej osoby się tu pokazała? - zapytał roztrzęsiony.
- Hmm...ciekawe pytanie...To zależy.
- Od czego? - dopytywał się człowiek.
- Od tego, gdzie znajduje się obecnie dusza tej osoby...
- Możecie to sprawdzić?
- Nie "możecie", ale 'zróbcie to" - naprostował Ciel. Chwilę później już znał odpowiedź. - Susan Taslow...ona jest w piekle. - skwitował cicho i spokojnie. Tak jak miał to w zwyczaju, gdy był jeszcze człowiekiem...
- No i?
- Myślę, że możemy spróbować ją przywołać. Ale to duuużo wykracza poza normę. - uprzedził Sebastian.
- Co mnie za to czeka?
- Natychmiastowa śmierć i utrata duszy. - odpowiedział Ciel.
- A więc dobrze. Zgadzam się. Przywołajcie ją.
- Yes, our Lord! - nagle w ciemnym pokoju rozbłysło potężne światło. Dusza zmarłej wróciła na chwilę, na ten świat.
- James....Przepraszam...Tak bardzo przepraszam.... - wyjąkała dziewczyna z długimi, złotymi włosami, zielonymi oczami i...będąca duszą.
- Susan! To ja przepraszam! Zabiłem ich! Teraz...jestem taki samotny! Oddałem niemalże dusze diabłu....A to przez to, że tak cie kocham....
- James...ja ciebie..... - i równie szybko jak zjawa się pojawiła, znikła.
- To..to koniec? - zapytał oniemiały młodzieniec. 'W takiej chwili!'' - myślał.
- Dla ciebie jak najbardziej... - mruknął cicho Ciel.
*
       Znajdowali się już na owej wyspie. W tym właśnie miejscu James musiał pożegnać się, zgodnie z umową, ze swoją duszą.
- Będzie bolało? - zapytał jeszcze na koniec.
- Tak.Bardzo. - potwierdził Ciel i przybliżył usta do ust mężczyzny.
- Tylko zostaw coś dla mnie. - uprzedził Sebastian.
- Tak....- chwilę później wyspę wypełnił nieludzki krzyk wydzieranej duszy.
*
      Oba demony były już dawno po posiłku. W chwili obecnej odpoczywały na polanie. Była noc, a świat w którym przebywali już od dawna nie należał do ludzi.
- Pamiętasz tego Jamesa? Taslowa? - zapytał szeptem Ciel.
- Mmm.. - potwierdził mruknięciem Sebastian.
- On kochał swoją żonę, chodziarz ta go zdradzała. Ja bym tak nie potrafił.
- Wystarczy, że potrafiłeś go oszukać, paniczu. - rzekł tajemniczo czarnowłosy.
- Chodzi ci o to, że wtedy ta dusza...była podrobiona? Hahaha...nie rozśmieszaj mnie. Powinien był się sam domyślić.
- Może masz i rację....a może nie powinieneś tego robić? W każdym razie...ciesze się, że przemieniłem cię w demona...
- A co, nie poradziłbyś sobie? - zakpił Ciel.
- Nie o to chodzi...Gdyby nie ty nigdy nie zapamiętałbym tamtych wspomnień...
- I co teraz? - przerwał Ciel. - Co teraz?
- Powspominamy jeszcze, a potem...zbudujemy nowy świat, paniczu. Ale tym razem bez zbędnego cierpienia... - odrzekł Sebastian i zamknął oczy.




*********************************************************************************************************************
    To ostatnie opowiadanie z Kuroshitsuji. Mam nadzieję, że się podoba :)
    Za dwa tygodnie zaczynamy Bleach'a!!!


wtorek, 5 listopada 2013

Zakochany demon cz.5 (koniec)

     Lady Jennifer, córka siostry matki Ciela Phantomhiva, spędziła w rezydencji młodego hrabi, tydzień. Zostałaby dłużej, ale nalegała na wcześniejszy wyjazd. Bała się, że może sprawić znowu jakiś "problem". Ostatni dzień jej pobytu miał zakończyć się pożegnalnym obiadem i dziewczyna miała wyjechać.
     Właśnie nadszedł czas uroczystego obiadu. Podano mnóstwo pysznego jedzenia. Sebastian postarał się jak nigdy. Oczywiście, na rozkaz Ciela.
- Kiedy przyjedziesz do nas znowu? - zagadnął hrabia podczas deseru.
- W najbliższym czasie. Teraz nie chcę sprawiać więcej problemów.
- Myślałem,że wszystko jest jasne : To nie twoja wina. Więc może jednak zostaniesz?
- Nie, naprawdę, nie mogłabym. Poza tym zostawiłam całą rezydencję w rekach nie w pełni wykwalifikowanej służby. Boję się, co zostanę po powrocie.
- To zupełnie jak ja...- mruknął hrabia. Na szczęście nikt tego nie usłyszał
     Po obiedzie wszyscy z rezydencji zgromadzili się przy bramie głównej. Czekali na Jennifer, która miała właśnie wyjechać. Dziewczyna powiedziała, że jeszcze musi coś załatwić i zaraz przyjdzie...
     Lady poszła poszukać Sebastiana, który nie stawił się przy bramie jak wszyscy. Po 15 minutach odnalazła go wreszcie w kuchni.  Siedział przy stole, wpatrzony w okno, tak jak zaledwie kilka dni temu ona sama. Podeszła do niego cicho i przytuliła od tyłu.
- Czy coś się panience stało?
- Czemu nie przyszedłeś? - szepnęła Lady.
- Nie lubię pożegnań. - była to prawda. Sebastian nie chciał się z nią żegnać. Chciał, żeby została.
- Każde pożegnanie jest początkiem czegoś nowego.
- Prawda. - potwierdził. Mimo wszystko nie patrzył jej w oczy. Co się z nim do cholery dzieje?! Jest demonem, nie czułym stworzeniem wysysającym z ludzi ich dusze, gdy ich kontrakt się dopełni. "Czemu więc tak się czuję?" - myślał. "Czemu mi na niej zależy? Czemu chcę, żeby została? Czemu ją..kocham? perzcież jestem demonem! To niemożliwe!!! Chyba, że...." - Sebastian już słyszał niegdyś o tym od innych demonów. Jego natura uległa zmianie. Zbyt długo już tu przebywał. Zbyt długo nic nie jadł. Wtedy to mu się przypomniało : "pamiętaj, jeśli za długo będziesz przebywać w świecie ludzi, o pustym żołądku, twoja natura może ulec zmianie. Jest tylko jedno lekarstwo : gdy poczujesz jakąkolwiek sympatie do czegokolwiek w tamtym świecie, po prostu zniszcz tą rzecz. W przeciwnym razie sam ulegniesz zniszczeniu."...
- Sebastianie?
- A-ah tak..zamyśliłem się. Przepraszam. A teraz już idź. Wszyscy czekają.
- A-ale...
- Proszę iść! - prawie krzyknął Sebastian.
- Dobrze. - powiedziała obrażona Lady i wyszła, pozostawiając lokaja sam na sam z jego czarnymi myślami. To był jedyny sposób...
     * * *
     " I nie przyszedł. Może za dużo od niego wymagałam? W końcu on też ma swoje życie, zajęcia, zwyczaje..." - Jennifer jechała już karetą do domu, wciąż myśląc o lokaju. "Czy coś nas łączyło...?
    Nagle cały powóz się zatrząsł.
- Co to? - zawołała lady do woźnicy, ale nie usłyszała odpowiedzi. Powóz stanął. Zrobiło się jakoś ciemno i chłodno. Po chwili ktoś wszedł do środka.
- Seba...- nie zdążyła nic więcej powiedzieć. Coś ostrego i cienkiego przebiło jej pierś zadając niesamowity ból. Nóż. Dziewczyna zakrztusiła się krwią, która podeszła jej do gardła. po chwili oczy jej się zamknęły i nie czuła już niczego...
- Przepraszam. - mruknął Sebastian z obojętną miną. Jego oczy mieniły się szkarłatną czerwienią. Wyszedł, pozostawiając w karecie trupa dziewczyny, któremu jeszcze jedna, ostatnia łza spłynęła powoli po prawym policzku. To była dziewczyna, którą tak kochał.


*******************************************************************************************************************************************************
    Przepraszam Was serdecznie, że musieliście tytle czekać na ten rozdział, ale szczerze powiedziawszy już mi się nie chciało XD. Następne opowiadanie kończące Kurosza dodam za dwa tygodnie, w poniedziałek.
    A co do tego opowiadania, to czy zauważyliście, że strasznie dużo tu myśli bohaterów? A najlepsze jest to, że strasznie nie lubię ich pisać. Nie wiem, dlaczego. Tak jest i już.
    Strasznie długo zastanawiałam się jakie zakończenie napisać. W końcu jednak zdecydowałam się na te dramatyczne :3. Nie wiem czy to dobrze, poddaje to waszej ocenie, ale dla mnie Kuroshitsuji to anime tak mroczne, że nie powinny nawet opowiadania z niego dobrze kończyć :) 
    Mam jeszcze takie pytanie i czekam na odpowiedź w komentarzach : oglądaliście Bleacha? Jeśli tak, to jaka jest wasza ulubiona postać? (może być tylko jedna). Ja swoją zdradzę przy następnym opowiadaniu :3
  
 Ale ja się tu rozpisałam... -_-

 Shura1200 >.<


poniedziałek, 21 października 2013

Zakochany demon cz.4

     Szanowny panie Sebastianie!
(Sebciu ♥)
Co tam u Ciebie słychać? Słyszałem, że w posiadłości twego panicza zjawił się gość. Masz pewnie nadmiar roboty, więc postanowiłem ci ulżyć! A to wszystko z miłości do Ciebiee!!!
Ale przejdę już do sedna. Jeśli chcesz jeszcze kiedykolwiek ujrzeć dziewczynę żywą, spotkajmy się. Może być randka ♥! Tak więc w Londynie, ul.........................., w tę sobotę o godzicie 24. Myślę, że przyjdziesz....
                                                        Grell Sutcliff
     Sebastian przeczytawszy już pierwsze zdanie, domyślił się kto był autorem (kto by się nie domyślił?!). Aktualnie był piątek. Tak więc spotkanie przewidziano na dzień następny. Ciekawe...Lokaj nic nie mówiąc, pogniótł list, rzucił za siebie (najchętniej spaliłby go wzrokiem) i wyszedł z pokoju.
- Panie Sebastianie, czy wszystko w...- zaczął nieśmiało Finny mijając się z lokajem.
- Niech idzie.- przerwał mu Ciel. - Jutro wszystko się wyjaśni.- dokończył hrabia i również wyszedł.
- Czy ktoś mi wreszcie powie, o co chodzi?! - zapytał sam siebie oniemiały ogrodnik.
     ***
    Sobota. Godzina 23 :55. Przedmieścia Londynu. Na jednej z uliczek można zobaczyć dwie postacie, skryte w mroku. Jedna z nich, hrabia Ciel Phatomhive. Druga to jego wierny, odziany w czerń, lokaj Sebastian Michaelis. Oboje stoją obok siebie, ramię w ramię, wpatrzeni w mrok przed nimi. Najwyraźniej ktoś lub coś tam jest...
    - Więc przyszedłeś Sebciu! Gdzie moje kwiatki?
- Daruj sobie, gdzie dziewczyna? - warknął lokaj, pomijając kwestię kwiatów.
- E, e, e nie tak szybko! To w końcu randka! - powiedział Grell i puścił do niego oczko.
- Gdzie ona jest?! - zapytał ponownie, znacznie głośniej i agresywniej.
- I po co te nerwy? Wszystko w swoim czasie. Ustalmy najpierw kilka spraw. Po pierwsze w zamian chcę....- tu udał, że się zamyśla. W rzeczywistości jednak, już dawno wiedział. - chcę Ciebie.
- Że co proszę? - lokaj nie był tym aż tak zaskoczony, ale w rzeczywistości ta sytuacja była nieco krępująca.
- C-I-E-B-I-E! - przeliterował czerwonowłosy. - Jakiś problem?
- I ty się jeszcze pytasz...- mruknął Sebastian.
- Nie masz wyjścia. Jeśli będziesz się sprzeciwiał, zabiję ją. Jeśli podejmiesz walkę i mnie zabijesz, nie dowiesz się gdzie ona jest. Więc...
- Więc wyduszę to z ciebie siłą. - odpowiedział spokojnie demon. - Paniczu...
- Dowiedz się gdzie jest Lady Jennifer. Nie obchodzi mnie jak to zrobisz, po prostu wyduś to z niego...
- Ej, chyba o czymś zapomnieliście! - przypomniał o swoim istnieniu Grell. - Mogę ją w każdej chwili zabić. To wam chyba nieco...- Ale nie mógł dokończyć. Zarobił mocnego kopniaka prosto w twarz. Kilka kropli krwi skapnęło na czarną ziemię.
- To ty chyba o czymś zapomniałeś. Raz : jestem lokajem rodziny Phantomhive i spełnię każdy rozkaz mojego panicza,. Dwa : już prędzej ja ciebie zabiję. - powiedział znudzony już tą sytuacją  Sebastian. Grell leżał na ziemi, w czasie gdy lokaj mówił, dostał jeszcze parę kopów w brzuch. - Gdzie ona jest?- wywarczał demon.
- W przybrzeżnym porcie, w magazynie. - wydyszał żniwiarz zwijając się z bólu.
- Dziękuję.- odparł Sebasian. Po kolejnym ciosie Grell stracił przytomność. - Idziemy paniczu?
- Coś dużo czasu ci to zajęło, nie sądzisz? Mogłeś od razu przejść do rzeczy, a nie się z nim bawić! - zganił lokaja Ciel. Jednak, gdy napotkał jego wzrok w stylu Są-rzeczy-ważniejsze-na-tę-chwilę powiedział. - Idziemy.
     Do opuszczonego magazynu dotarli w pięć minut. Jednak, gdy weszli do środka, nie zastali tam nic, prócz skrzyń z towarami handlowymi.
- I co? - spytał Ciel. - Wykiwał nas?
- Nie. - zaprzeczył demon i podszedł do jednej ze skrzyń. Następnie otworzył ją. W środku leżała związana i nieprzytomna Jennifer. Lokaj wziął ją na ręce i przerwał więzy.
***
    - C-co się stało...? - Lady Jennifer obudziła się godzinę po tym, jak przeniesiono ja do rezydencji.
- Zostałaś porwana. - wyjaśnił krótko Ciel, siedząc na krześle, przy dziewczynie.
- Kidy mój panicz i ja się o tym dowiedzieliśmy, natychmiast pospieszyliśmy panience na ratunek. - uzupełnił Sebastian. - Jak się panienka teraz czuje?
- Już lepiej, dziękuje.
- To był nasz obowiązek. Nie masz za co dziękować. - odburknął Ciel, po czym wyszedł z pokoju, rzucając jedynie krótkie "wypoczywaj".
-Przepraszam...-wyszeptała dziewczyna. Sebastian spojrzał na nią ze szczerym zdziwieniem. -Sprawiam wam tyle kłopotów. Ciel jest na mnie zły.
- Nie jest na panienkę zły. On po prostu się martwi. A poza tym, to nie panienki wina, że została porwana. To ja jestem tego przyczyną. - teraz z kolei lady Jennifer uległa niemałemu zdziwieniu.- Tym, który panienkę porwał, był niejaki Grell Sutcliffe. Chciał mi tym dopiec. Wie, że je panienka dla mnie bardzo ważna.
- Naprawdę? - dziewczyna uspokoiła się słysząc prawdę. -Jestem dla ciebie ważna?
- Nawet panienka nie wie, jak bardzo. - w tym momencie lokaj po raz pierwszy szczerze się uśmiechnął. Wiele razy robił to w obecności lady, ale tamte uśmiechy były nieszczere, wymuszone. Ten był prawdziwy. - Proszę teraz wypoczywać. - zakończył i odwrócił się z zamiarem odejścia.
- Sebastianie... - demon kątem oka dostrzegł, że dziewczyna była tuz przy nim. Odwrócił się. Wtedy ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku.



*************************************************************************************************************************************************
    Dobra, macie co chcieliście, za błędy nie bić. Następny (ostatni) rozdział za tydzień. Dzięki za wszelkie komentarze, czy wejścia. Wiem, że nie jest tu tak pusto. Chyba...

wtorek, 1 października 2013

Zakochany demon cz.3 part 2

{   Czerwony niczym krew, żniwiarz Grell Sutcliff. Przez ostatnie dwa dni siedział na gałęzi wielkiego drzewa, patrząc na to, co działo się w rezydencji Phantomhive. Stamtąd miał wspaniały widok na Sebcia! Jednak stało się coś, co uniemożliwiło mu jego prace Shinigami. ONA! Zjawiła się w rezydencji i bezczelnie ukradła mu Sebastiana! Stracił dla niej głowę..."to okropne!" - myślał wściekły, siedząc na gałęzi. Minęły dwa cenne dni. W tym czasie miał uzupełnić raporty i zebrać parę  dusz. Tymczasem jednak nie zrobił nic, prócz drętwego patrzenia się w okna rezydencji..  }
   
      Jednak pewnej nocy nie wytrzymał. Musiał znaleźć się jak najbliżej swojej miłości!!! O godzinie 24:30, dokładnie pół godziny po zakończeniu balu, Grell znając doskonale harmonogram ukochanego, skoczył na parapet komnaty Ciela, wiedząc, że Sebuś zapewne kładzie go spać. Okno było otwarte. Słyszał więc wszystko doskonale. Wszystko...każde słowo z wymiany ich zdań...Sebastian...on....on się zakochał! To było straszne!!! Cały świat Grella uległ zniszczeniu. Rozsypał się na kawałki. To był zdecydowanie najgorszy dzień jego życia. Maił nadzieję, że to, co usłyszał, to tylko zły sen, że zaraz się obudzi i będzie jak dawniej...Niestety. To nie koszmar, nie sen. To życie. A w życiu trzeba sobie jakoś radzić. Nawet Grell nie był aż tak głupi, żeby nie zrozumieć : nie ma dziewczyny, nie ma problemu. To było jedyne wyjście...Tylko...może by jej tak od razu nie zabijać? W tedy miałby jeszcze większe problemy z Willem. Postanowił więc, że porwie dziewczynę, a kiedy Sebastian przyjdzie jej na ratunek, zaszantażować go, że  puści ją wolno, w zamian za jego dozgonną miłość! "Plan idealny!"- myślał z przejęciem shinigami i już wkrótce przystąpił do działania.
     Chyba już każdy domyśla się co było dalej...Grell jeszcze tej samej nocy porwał Jennifer. Tymczasem Sebastian poinformował o całym zdarzeniu. 
- Ona może być gdziekolwiek, porwana przez kogokolwiek! I jak ją tu teraz znaleźć? Może był to ktoś z zaproszonych na bal?
- Być może...
- Sebastianie, sprawdź wszystkich gości. To rozkaz.
- Yes, my Lord. - odpowiedział lokaj, kłaniając się głęboko i po chwili już go nie było. Wrócił pół godziny później.
- Widać, że się przykładasz..- mruknął cicho hrabia i uśmiechnął się. Mimo tak poważnej sytuacji, nie tracił ochoty na kpienie z lokaja.
- Zależy mi, aby gość rodziny Phantomhive dobrze czuł się w naszej rezydencji. Miał wszystko, czego zapragnie. Jednakże, kiedy gość został porwany, nie mogę spełnić tych wymogów.
- W sumie masz rację. Sądząc po twojej minie, wnioskuję, że jej nie odnalazłeś.
- Nie. Nikt z gości tego nie zrobił.
     Nagle rozległo się głośne pukanie do drzwi.
- Wejść! - krzyknął hrabie, wstając z fotela. To był Finny. Zdyszany ukłonił się szybko i podszedł do Ciela, dając mu jakiś list.
- znalazłem to w ogrodzie. Zaadresowane do Pana Sebastiana, ale myślę, że  może mieć jakiś związek z porwaniem. - (May-lin już wszystkim opowiedziała, co zaszło)
- Ty myślisz?! - szepnął hrabia sam do siebie, otworzył list i zagłębił się w jego treści. Po chwili wybuchnął gromkim śmiechem. - Hahaha! Sebastianie, to faktycznie do Ciebie! - po tych słowach lokaj wyrwał swemu paniczowi kartkę papieru i przeczytał :

wtorek, 24 września 2013

Zakochany demon cz.3 part 1

      - J-Jeśli mogę spytać, t-to jak to jest...tańczyć z Sebastianem?- wyjąkała pytanie May-lin. Była teraz sam na sam z Lady Jennifer w jej pokoju, aby przebrać dziewczynę w piżamę. Bal skończył się pół godziny temu. Teraz pokojówka miała okazję, aby zadać pytanie, które dręczyło ją od momentu, gdy ujrzała Lady i Sebastiana razem na balu.
- Al...w jakim sensie...?- zapytała lekko zaskoczona takim pytaniem, Jennifer.
- No...jakie to uczucie? Ja zawsze chciałam tak z nim zatańczyć...- rozmarzyła się May-lin.
- Ha ha ha!- roześmiała się Jennifer. - I co? Nigdy nie poprosił cię do tańca?
- No...nie...zawsze na balach gdzieś znikał, albo pomagał w kuchni. Dziś jednak tak nie było....Widziałam go za kolumną. Patrzył się tylko na panienkę.
- Naprawdę? Ciekawe...- dziewczyna zamyśliła się na chwile z poważną miną. W środku jednak miała ochotę krzyczeć  z radości. - Jeśli chcesz wiedzieć, to ci powiem...Gdy tańczysz z Sebastianem, to czujesz się taka wolna, a równocześnie skrępowana. Uważasz na kroki, z obawą, że się pomylisz i ośmieszysz. Kiedy jesteś niego tak blisko, kiedy on na ciebie patrzy...ręce zaczynają ci się trząść. Niemal tracisz zmysły!
- Aaaa...tak myślałam...
***
     W międzyczasie Sebastian szykował swego panicza do spania, a tamten nie przestawał się  w niego wpatrywać. Wreszcie, gdy Ciel leżał już  w łóżku, lokaj odezwał się.
- Czy coś się stało, paniczu?
- Nie, czemu tak sadzisz?
- Patrzy się na mnie panicz z takim dziwnym wyrazem triumfu na twarzy...- wytłumaczył chłodno Sebastian.
- A, to..nie przejmuj się.
- Powie mi panicz wreszcie o co chodzi? - zapytał ponownie poirytowany już tym zachowaniem, lokaj.
- Widziałem cię na balu. Zwykle przychodzisz na nie tylko popatrzeć albo siedzisz w kuchni. Dziś było inaczej...
- Ja także panicza widziałem. Tańczył panicz z panienką Elizabeth. To chyba jakiś cud. Zwykle podpiera panicz ściany...- powiedział lokaj z przekąsem. Hrabia jednak nie dał się sprowokować.
- To samo można powiedzieć o tobie. Tańczyłeś. I to z Jennifer.
- Mi, jako lokajowi rodziny Phantomhive nie wypadało odmówić.
- Więc to ona poprosiła do tańca? - zapytał zbity z tropu hrabia.
- Tak. Nie wiem więc, o co panicz robi tyle hałasu. Dobranoc.
- Hej! To jeszcze nie koniec rozmowy! Nie ignoruj mnie! - zdenerwował się Ciel.
- Proszę o wybaczenie. Już późno.
- Dobrze więc. Ale odpowiedz mi na jedno pytanie : Czujesz coś do niej? Pamiętaj, nie możesz mnie okłamać!
- Yes, my Lord.
- No więc?
- Zauroczyła mnie swoim charakterem, podobnym do panicza, ale równocześnie nie tak chłodnym i oschłym. Z wyglądu najbardziej podoba mi się jej twarz, taka delikatna, nie zdradzająca żadnych emocji...
- Dobra, dobra nie chcę wysłuchiwać jaka jest piękna i w ogóle...Podoba ci się?
- Po co panicz chce to wiedzieć?
- Odpowiedz.- rozkazał hrabia z naciskiem. Sam nawet nie wiedział, po co chce to wiedzieć. Może po prostu chciał znać słabość swojego lokaja?
- Tak.- odpowiedział Sebastian, nie patrząc nawet na swojego pana.
- Nie mogłeś tak od razu? - zapytał zirytowany Ciel. Dobrze wiedział, że taka będzie odpowiedź. Czemu więc lokaj nie powiedział od razu? To pytanie pozostało jednak bez odpowiedzi. Sebastian milcząc ruszył w stronę drzwi. Przy progu jednak zatrzymał go głos panicz :
- Nie martw się. Nie powiem jej. 
***
     Kolejny dzień rozpoczął się deszczem. Tak jak z resztą, zwykle w Anglii. Lokaj wstał, umył się, ubrał i poszedł do kuchni zrobić śniadanie dla panicza i panienki Jennifer. Nie dane mu jednak było zrobić tego, co zamierzał. Do kuchni wpadła zziajana Mey-lin.
- Sebastianie!!!
- Co się znowu stało?
- P-Panienka Jennifer...nie ma jej!
***
     Czerwony niczym krew, żniwiarz Grell Sutcliff. Przez ostatnie dwa dni siedział na gałęzi wielkiego drzewa, patrząc na to, co działo się w rezydencji Phantomhive. Stamtąd miał wspaniały widok na Sebcia! Jednak stało się coś, co uniemożliwiło mu jego prace Shinigami. ONA! Zjawiła się w rezydencji i bezczelnie ukradła mu Sebastiana! Stracił dla niej głowę..."to okropne!" - myślał wściekły, siedząc na gałęzi. Minęły dwa cenne dni. W tym czasie miał uzupełnić raporty i zebrać parę  dusz. Tymczasem jednak nie zrobił nic, prócz drętwego patrzenia się w okna rezydencji..



****************************************************************************************************************************************************************
   Na razie niestety tylko tyle, jutro c.d., a ja nie mam za dużo czasu, bo zadają do domu naprawdę sporo!


poniedziałek, 16 września 2013

Zakochany demon cz.2

     Lady Jennifer była w rzeczywistości bardzo przyziemną i dobrze ułożoną dziewczyną. Z charakteru bardzo przypominała Ciela, ale nie była taka zimna i  oschła, jak on. Myślała trzeźwo, wymagająca acz wyrozumiała. Te względności zauroczyły Sebastiana. Lokaja zawsze coś skrycie ciągnęło do swojego panicza, ale gdy pojawiła się jego starsza, o płci pięknej, wersja, od razu poczuł do niej sympatie.
     Następny dzień zaczął się dla lokaja, jak każdy inny. Wstał, wziął krótki prysznic, ubrał się i podążył do kuchni, aby przygotować śniadanie dla swojego panicza. Jednak gdy dotarł do pożądanego pomieszczenia, zobaczył, że przy stole kuchennym siedzi Jennifer. Oparta z ręką o policzek, wpatrzona w okno, za którym widać było wschodzące słońce. Niebo natomiast mieniło się kolorami i najróżniejszymi odcieniami fioletu, różu i błękitu. Zaprawdę, piękny widok. Widać było, że dziewczyna dopiero co wstała. Nie była ubrana w ubranie, tylko w cienką, długą koszulę nocną. Jej długie, czarne włosy okrywały jej plecy, niczym płaszcz.
- Czy coś się stało?- zapytał przyjaźnie Sebastian. Lady drgnęła, po czym odwróciła się do lokaja.
- Nie, nic. Wstałam po prostu wcześniej, gdy wszyscy jeszcze spali. Nie chciałam nikogo budzić, aby mnie ubrał...
- Najmocniej przepraszam. Podać śniadanie? - dziewczyna tylko skinęła głową. Teraz bardzo przypominała lokajowi Ciela. Mężczyzna odwrócił się do niej tyłem i zaczął przygotowywać śniadanie i herbatę. Po chwili naleśniki już były gotowe. lady Jennifer zjadła je w mgnieniu oka, a następnie zaczęła sączyć powoli, gorący płyn. Gdy skończyła, zapytała :
-Ubierzesz mnie?
- Jeśli panienka chce..- odpowiedział, wzruszył ramionami i ruszył za dziewczyną do jej sypialni. Tam, na łóżku leżała wybrana przez Jennifer sukienka na dziś. Była blado-błękitna. Równie piękna, co zeszłego dnia.
- Na co czekasz? - zapytała patrząc mu w oczy.
- Na nic, tylko...może ma panienka jakąś szarfę do przewiązania moich oczu...
- Niestety nie. Po prostu je zamknij. Ufam ci.- powiedziała wyniośle i stanęła prosto z rozłożonymi rękoma.
- Proszę o wybaczenie.- przeprosił Sebastian, zamknął oczy i ubrał dziewczynę w suknię. Gdy skończył, dało się słyszeć po całej rezydencji chłopięcy krzyk :
- Sebastian!!!- to był Ciel. Granatowowłosy już z dobrą godzinę czekał na swoje lokaja, aż ten przyniesie mu śniadanie i ubierze go, jak co dzień.
- Muszę już iść. Panicz wzywa.
- Najwidoczniej.- odparła Lady Jennifer i uśmiechnęła się do niego.
     - O co chodzi?- spytał Sebastian, który dostał się już do pokoju swego pana, z tacą ze śniadaniem i gorącą herbatą.
- Zawsze przychodzisz i budzisz mnie o ósmej! Dzisiaj spóźniłeś się godzinę! - zganił lokaja, chłopak.
- Najmocniej przepraszam. Musiałem zająć się naszym gościem.
- Ah tak...Znowu ona!- zdenerwował się Ciel.
- Czyżby panicz był zazdrosny?- odciął się Sebastian.
- Idioto! Niby o co?! Po prostu od jej przyjazdu, od wczoraj, zaniedbujesz swoje obowiązki!- hrabia Pantomhive na wcześniejsze słowa lokaja, zaczerwienił się. Nie, żeby coś, ale demon pozwalał sobie na zbyt wiele!
- Ale paniczu, sam panicz mówił mi, że goście zawsze mają pierwszeństwo.
- No niby tak, ale...- oburknął Ciel. - Skończmy już tę niepotrzebną dyskusję!
- Oczywiście. - odparł lokaj i uśmiechnął się zwycięsko.
     Tego dnia w rezydencji rodu Phantomhive, miał odbyć się bal. Zaproszeni zostali między innymi: Panienka Elizabeth z rodziną i służba, książę Soma i Agni, cała pozostała rodzina panicza, oraz jego znajomi i stali klienci firmy Fantom. Z tego powodu Sebastian od śniadania po obiad siedział cały czas w kuchni i szykował jedzenie na uroczystość.
     Był już wieczór. Goście mieli zjawić się za pół godziny. Do tego czasu Lady Jennifer strasznie się nudziła. Brakowało jej towarzystwa. Ciel szykował się na przyjęcie, cała służba miała do wykonania swoje obowiązki, a Sebastian...no właśnie. Nie sprawdziła jeszcze, co on robi. "Pewnie siedzi u Ciela i pomaga mu się ubrać..."- pomyślała dziewczyna, przez co straciła ochotę na szukanie go. Sama za to już dawno była gotowa. May-lin pomogła wyszykować się jej godzinę temu. Była ubrana w błękitno-morską suknię z falbanami. W tali miała łagodne wcięcie, za to poniżej okazywała się w całej swojej krasie. Rozłożysta i delikatna. Włosy dziewczyna miała upięte w niezgrabny kok, który mimo wszystko, dodawał jej uroku. Ciekawa była, czy spodoba się Seba...to znaczy gościom.(XD) Popatrzyła w lustro. "Całkiem, całkiem.."-pomyślała o sobie. Nagle rozległo się pukanie.
- Proszę!- krzyknęła. Do pokoju wszedł Sebastian. Dziewczyna odwróciła się do niego przodem. Lokaj oniemiał. Fakt, kolory sukni nie były w jego typie, ale całość pięknie się prezentowała.  Znowu nie mógł wykrztusić z siebie słowa. Stał tylko i patrzył.- Czy coś nie tak z moim strojem?- zapytała zaniepokojona Jennifer sprowadzając Sebastiana z powrotem na ziemię.
- Ależ nie! Strasznie panienka ładnie wygląda!- zapewnił ją loka z zapałem.- Tylko...przyszedłem tu, aby oznajmić, że bal zaraz się rozpocznie.
- Dobrze, już idę. - oznajmiła i wyszła za mężczyzną.
     Na sali głównej było strasznie dużo osób. Panowała wrzawa, głośne rozmowy, oraz śmiechy. Goście dobrze się bawili. Gdy Lady Jennifer weszła na salę prowadzona przez lokaja, wiele osób spojrzało w ich stronę. Rozległy się pomruki pełne zachwytu i oniemienia. Bez cienia wątpliwości można stwierdzić, że dziewczyna prowadzona przez demona, była najpiękniejsza na całym balu. Ciel Phantomhive wraz z Lizzy tańczyli z boku sali. Chłopak uśmiechnął się z wyrazem triumfu na twarzy. Uzyskał pożądany efekt. Lady Jennifer oczarowała wszystkich gości. Po chwili przyjęcie znowu ożyło. Wszyscy wrócili do tańców, zabawy i jedzenia. Hrabia, któremu uśmiech nie schodził z ust, podszedł do dyrygenta, który kierował orkiestrą i szepnął mu coś na ucho.
      Po chwili orkiestra zaczęła grać walca angielskiego. Ten taniec różnił się nieco od walca wiedeńskiego, w którym tak specjalizował się lokaj. Jednak mimo wszystko Sebastian to Sebastian. Doskonały pod każdym kątem.
      Wolna melodia przemykała przez tańczące pary do uszu słuchaczy. Wszyscy znajdowali się na parkiecie i kołysali w rytm. Jednak, gdyby tak się przyjrzeć, to pośród tańczących brakowało Lady Jennifer. Wybredna hrabianka, odrzucała wszystkie zaproszenia do tańca, podpierając ścianę. Po dłuższej chwili goście przestali zwracać na nią uwagę. Tylko dwie osoby na sali cały czas wlepiały swoje spojrzenia w dziewczynę. Byli to hrabia Phantomhive oraz jego lokaj. Ciel ciekaw był, czy Sebastian poprosi ją do tańca. Był tym tak zajęty, że podeptał parę razy stopy swojej partnerce. Jednak Sebastian nie podchodził do Jennifer. Trzymał się  zboku, za kolumną. Stamtąd nawet panicz nie mógł go wypatrzeć. Mężczyzna wiedział, że jego pan celowo poprosił dyrygenta o wolną melodię, aby ten mógł poprosić Lady do tańca. Bardzo chciał zobaczyć swojego lokaja poddającego się uczuciom. "Nie tym razem, my lord."- pomyślał Sebastian z mściwym uśmiechem.
      - O, Sebastian!- to była Jennifer. Zauważyła go, gdy wychylił się zza kolumny.
- T-Tak? Co się stało?- zapytał rozkojarzony.
- Czemu  nie tańczysz? Na tym balu służba przecież może...
- Tak, wiem, ale nie mam z kim. - skłamał szybko.
- Ja także. Może więc zatańczymy razem?- zapytała, rumieniąc się.
- O-Oczywiście. Ahh...Przepraszam za zachowanie z mej strony...- powiedział Sebastian, kładąc rękę na czole i przymrużając oczy.- Wszak to mężczyzna powinien prosić do tańca. Moje zachowanie jest naprawdę godne pożałowania....- Jennifer słysząc to, uśmiechnęła się lekko.
- Nic się nie stało.- powiedziała i pociągnęła lokaja za rękę na parkiet.



**************************************************************************************************************************
    Kosztowało mnie to sporo przymusu, choć wystarczyło tylko przepisać XD. Nie wiem, co się ze mną dzieje, choć wena ma się dobrze...ale nie martwcie się, na pewno wszystko się ułoży! Nie ma to jak być optymistą...co tam jeszcze....W szkole strasznie dużo zadają, więc nie mam zbyt wiele czasu, a jak już to wtedy akurat ktoś mi kompa z rodziny zajmuje :P
    Co jeszcze z nowinek o mnie? Postanowiłam założyć bloga yaoi. Tak, yaoi. Z Bleacha. Pierwsze opka mam już wymyślone, więc wystarczy tylko dodać. Jak coś, to dam linka.
 Pozdrawiam,
   Shura1200


czwartek, 12 września 2013

Zakochany demon

     Był wczesny, listopadowy poranek. Anglia. Deszcz zwilżał ziemię, dając wytchnienie roślinom. Na londyńskich ulicach pojawiały się co raz większe kałuże. Sklepy dopiero się otwierały, miasto powoli budziło się ze snu. O tak wczesnej porze, prawie nikogo nie było jeszcze widać. Dlatego też,pan Williams zdziwił się wielce, widząc wchodzącego do jego sklepu mężczyznę. W dodatku, nie takiego zwykłego...
- Dzień dobry. - przywitał właściciela sklepu, nowo przybyły.
- D-Dzień dobry. - odpowiedział pan Williams. Miał teraz szansę przyjrzeć się przybyszowi. Mężczyzna miał szczupłą budowę ciała, był wysoki i sprawiał wrażenie poważnego i zdyscyplinowanego człowieka. Miał średniej długości, czarne włosy, które doskonale kontrastowały z jego bladą cerą. W jego oczach można było zobaczyć niespotykany u nikogo innego, głód. Ubrany był w długi, czarny płaszcz. Wyglądał na bogatego. Właściciel nie pomylił się. Mężczyzna wybrał najdroższa i najlepsza herbatę. Następnie zapłacił woreczkiem złotych monet i wyszedł, pozostawiając pana Williamsa w niemym zdziwieniu...
***
     -O, panicz już nie śpi? - zapytał Sebastian, zastając hrabiego Phantomhive wygodnie siedzącego na niepościelonym łóżku.- Nie często wstaje panicz tak wcześnie...
- Gdzie byłeś dziś rano? - zapytał chłopak w wieku ok. lat 12, z ciemno-granatowymi włosami i z przepaską na prawym oku.Był hrabią, spadkobiercą ogromnej fortuny rodu Phantomhive. Jego rodzice zginęli w pożarze. 
- Poszedłem kupić herbatę. Przepraszam, że panicza zmartwiłem.- "Wcale nie zmartwiłeś!"- chciał odpowiedzieć chłopak, ale pytanie lokaja go uprzedziło.- Czy podać śniadanie?- hrabia tylko skinął głową. Po chwili miał już przed sobą tacę, z gorącą herbatą i zdrowym posiłkiem. Za nim jednak zabrał się za jedzenie, wziął do rąk złożoną gazetę i zagłębił się w lekturze. Jego lokaj uśmiechnął się nieznacznie.
- Napad na bank...to już trzeci raz w tym miesiącu. - powiedział sam do siebie granatowłosy.- Mam nadzieję, że nie zmartwi to jej wysokości...- następnie odłożył gazetę i zaczął jeść zimne już śniadanie. Wszystkie najistotniejsze fakty znajdowały się na pierwszej stronie. Nie było więc sensu czytać dalej. Gdy chłopak już zjadł i leniwie zwlekł się z łóżka, Sebastian wziął się za ubieranie go. Dwunastolatek wyglądał jak lalka. Całkowicie zależny od tego co robią z nim inni. Sam zapewne nie umiałby nawet zawiązał sznurowadeł w swoich lśniących, czarnych butach. lokaj zrobił to za niego.
***
     - Dzisiaj przyjeżdża córka siostry matki panicza.- oznajmił Sebastian. Hrabia i jego wierny lokaj szli właśnie przez korytarz rezydencji, zmierzając na lekcję gry na pianinie panicza.
- O której się zjawi? - zapytał granatowłosy.
- Około godziny osiemnastej. Spędzi u nas kilka dni.- odpowiedział wysoki mężczyzna o bladej cerze, czerwonymi niczym wino oczach i tajemniczym uśmiechu na ustach.
- Przygotuj wszystko na jej przyjazd.- rozkazał hrabia.
- Yes, my Lord. - odpowiedział znanymi słowami Sebastian. Następnie rozdzielili się ze swym paniczem. Ciel Phantomhive skręcił do sali muzycznej, a jego lokaj podążył swym monotonnym krokiem do kuchni. O dziwo nie została ona jeszcze nie została ona jeszcze wysadzona przez Barda. Było to dość miłym zaskoczeniem dla lokaja. Mężczyzna wyjął z szafek potrzebne składniki i zajął się pieczeniem ciast i przygotowywaniem uroczystego obiadu na dzisiejszy wieczór.
***
     - Witamy milady w posiadłości Phantomhive. Mamy nadzieje, że będzie się tu panienka dobrze czuć.- był już wieczór. lady Jennifer właśnie przyjechała. Lokaj powitał ją i pomógł wysiąść z karety. Jednak, kiedy na nią spojrzał, stało się coś dziwnego. Demon ma coś na wzór serca. I właśnie wtedy to coś, zaczęło bić szybciej. Lady Jennifer była przepiękna. Cera jej była śnieżnobiała, usta czerwone,  a oczy zielone. Suknia natomiast miała ładny krój, była rozłożysta i bogata o wiele wzorów. Kolor jej był niczym fiołki kwitnące wiosną na łące. Jasny, bezdenny fiolet. Całość świetnie się komponowała na tej pięknej, ludzkiej kobiecie.
- Dziękuję.- odpowiedział lekkim, aksamitnym głosem. Zgodnie z planem, lokaj powinien teraz zaprowadzić nowo przybyłą do jej pokoju, a następnie zaprosić na kolację. Demon jednak ani drgnął. Stał jak zaczarowany, tymczasem Ciel zaczynał się już lekko niecierpliwić...
- Sebastianie!- szepnął cicho.
- A-a tak. Przepraszam za moje naganne zachowanie, ale oślepiła mnie pani uroda. - Jennifer zarumieniła się lekko i skierowała wzrok na ziemię. - Teraz zaprowadzę panienkę do pokoju. Proszę za mną. - powiedział Sebastian i oddalił się w głąb rezydencji.
- Finny! - przywołał ogrodnika hrabia. - Zajmij się bagażami naszego gościa.
- Oczywiście! - wykrzyknął chłopiec, zadowolony, że dostał tak ważne zadanie. Był bardzo silny, więc bez problemu poradził sobie z pięcioma walizkami Lady.
     Tymczasem Sebastian i Jennifer byli już w pokoju.
- Bardzo ładny wystrój. - pochwaliła pomieszczenie dziewczyna.
- Panicz wybrał tę "komnatę" specjalnie dla pani, mając nadzieję, że będzie się tu panienka dobrze czuła. - wyjaśnił demon. Lady Jennifer nie była jeszcze dorosłą kobietą. Miała piętnaście lat, zaledwie o trzy więcej od Ciela. pomimo tego, wyglądała bardzo dojrzale. - Zaraz ktoś przyniesie tu pani bagaże. My tymczasem zejdźmy już  może na herbatę?
- Dobrze. - odpowiedziała dziewczyna i ponownie podążyła za lokajem.
     Podczas kolacji Sebastian cały czas "skakał" wokół Lady Jennifer. Dolewał herbaty, podawał najsmaczniejsze smakołyki i dbał o to, aby niczego jej nie zabrakło. Widać było, że dziewczyna świetnie się bawiła.
- Mam takie pytanie. Czemu nie wzięłaś ze sobą swojego lokaja? - zapytał w pewnym momencie Ciel.
- nie było takiej potrzeby. Poza tym, twój też świetnie się sprawdza - odpowiedziała dziewczyna i uśmiechnęła się do Sebastiana. Lokaj odwzajemnił uśmiech, a Ciel widząc to, przewrócił oczyma.
***
     Po kolacji Lady Jennifer udała się na spoczynek, razem z May-lin, aby ta mogła przebrać ją w piżamę. Natomiast tylko kilka pokoi dalej młody hrabia przywołał do siebie Sebastiana.
- Sebastianie, mówiłeś, że demony nie mają uczuć.
- Tak..tak myślę.
- Więc co jest z tobą nie tak?
- W jakim sensie, paniczu?- odpowiedział pytaniem, szczerze zdumiony lokaj.
- Ha ha ha!- wybuchnął śmiechem chłopak.- A może to ja tak się podlizuję Jennifer? Ha ha ha!
- Ja...ja po prostu staram się być miły dla naszego gościa.
- Dobra, dobra. Wszystko rozumiem. Ale bawi mnie, jak zaprzeczasz.
- Paniczu...
- Dość. - przerwał mu granatowowłosy. - Teraz przynieś mi herbaty.
- Oczywiście. - odpowiedział Sebastian i z dziwaczną miną, udał się do kuchni.
- A więc jednak. - powiedział sam do siebie hrabia. - Zakochał się.



********************************************************************************************************************
    Wreszcie udało mi się to napisać! Niby wystarczyło tylko przepisać, ale no...brak chęci i czasu mnie zaatakowały. Poza tym miałam nie mały problem z blogiem. Coś mi się tam zawiesiło itd...no ale nie będę was zanudzać. Najważniejsze, że już to naprawiłam. I jeszcze jedna sprawa. Co do tego opowiadania to jest taka sprawa, że w tej wersji matka Ciela miała dwie siostry. Córką jednej z nich jest lady Jennifer. To już chyba wszystkooo..czekajcie na cd.!
   Pozdrawiam, 
Shura1200

P.S
 Gomene za wszelakie błędy! Niby sprawdzałam, ale różnie to bywa :)

poniedziałek, 2 września 2013

Bohaterowie Ao no żegnają się z Wami!

      Wszystko co dobre, kiedyś się kończy, a zatem mam smutną nowinę dla wielbicieli Ao no exorcist : nastaje era Kroshitsuji. Mam jednak nadzieję, że i to Wam się spodoba. A zatem bohaterowie anime/mangi Ao no żegnają się z Wami...Sayonara!



























I jeszcze raz przypomnijmy sobie wszystkich...czyli taka mała galeria Ao :

         Rin












Yukio



    Shiemi


    Izumo













Konekomaru


  Shura ♥



   Bon


   Shima


  Mephisto



    Amaimon


Do następnego!

















A w tym tygodniu już pierwsza notka z Kuroshitsuji


Pozdrawiam,
Shura1200




Zwycięzca - Shura x Yukio (na zamówienie) cz. II

     Shura biegła ile tylko sił w nogach. Szukała Masakry, potężnego demona, który wdarł się do Akademii Prawdziwego Krzyża. Zawarła wcześniej pewien układ z Yukio. Kto pierwszy odnajdzie i pokona potwora, będzie mógł zmusić przegranego do pewnej rzeczy. Shura już wiedziała co to będzie..."Każe mu umawiać się ze mną na randki przynajmniej pół roku, może wtedy na reszcie pozna się na mnie lepiej i zakocha ♥!"- myślała. Dlatego tez musiał jak najszybciej rozprawić się z nieproszonym gościem.Przebiegała właśnie przez trzecie skrzyżowanie korytarzy, kiedy wreszcie GO zobaczyła! Masakra! Stał odwrócony do niej tyłem i najwyraźniej z kimś walczył....
- Shura! Pomóż! - to był Yukio. Walczył z wichurą od przodu i ledwo dawał sobie z nim radę.
- J-Już!- po chwili wahania dziewczyna ruszyła na demona od tyłu. Ten jednak odtrącił ją ogonem.
- Shura! Sam sobie z nim nie poradzę! Jest za silny!
- Jasne! Odetnij głowę węża, który pożarł siedem księżniczek - wypowiedział słowa pieczęci i wyciągnęła z nad biustu miecz. Zaraz potem rzuciła się na Wichurę. Tym razem nie dała się załatwić ogonem...Wbiła katanę w grzbiet odwróconego tyłem przeciwnika. Demon zalał się krwią, ryknął z wściekłością i rozpłynął się w powietrzu. Dosłownie.
- YE!!! Udało się! - ucieszyła się Shura.
- Wcale nie. Gdyby przeczytała akta dotyczące misji, bo zapewne tego nie zrobiłaś...
- Coś mi wypadło...
- ...to wiedziałabyś, że Wichura ma zdolność pozwalającą mu na zniknięcie i pojawienie się w dowolnym, innym miejscu w promieniu 500 metrów. Dlatego to nie takie proste...
- Aha...No to w takim razie nie mógł uciec daleko....ale Yukio! Ty krwawisz!- rzeczywiście. Ramię chłopaka było głęboko przecięte.
- A no rzeczywiście...- mruknął zaskoczony chłopak i przewiązał ranę kawałkiem materiału.- Powinno na razie wystarczyć...
- Ty chyba żartujesz! Wda ci się zakażenie!
- Trudno...Puki co, nie mogę z tobą przegrać..- pomimo bólu uśmiechnął się.- Bo chyba w tej samej chwili go zauważyliśmy...
- Tak...Ale jeśli chcesz, możemy unieważnić umowę...Przynajmniej na czas, aż wrócisz od pielęgniarki i..
- Nie.- zaprzeczył stanowczo. - Nie mamy aż tyle czasu. Trzeba ruszać już teraz.
- No dobra....jak chcesz...- dodała już nieco ciszej, Shura.
- Biegniemy!- i ruszyli w nieznanym im kierunku, poprzez szkolne korytarze...
      Wreszcie znaleźli Wichurę. Nie musieli długo szukać. Demon znajdował się parę korytarzy dalej, nadal ciężko ranny.
- Wykończmy g.....- Shurze urwał nagły wystrzał z pistoletu. Wichura zawył krótko z bólu i upadł z głuchym łoskotem na ziemię. Następnie zaczął się powoli rozpadać  na co raz mniejsze kawałeczki, aż zupełnie zniknął....
- Wygrałem...- skwitował krótko Yukio.
- A-Ale jak...! Przecież nie wodą święconą!
- No...dodałem co nieco do tego pocisku...Truciznę na demony...
- A-Aha...- Shura była nadal bardzo zaskoczona.- Masz rację..Ja przegrałam....co mam zrobić?
- Wiesz co?Może gdzieś wyjdziemy?
- C-Co?! Randka?! A na moje to nie chciałeś wychodzić!!!
- Kwestionujesz zadanie? W takim razie...
- Ależ skądże! Skąd ci to przyszło na myśl? To kiedy?
- No nie wiem..jutro?
- Dobra.- Yukio odwrócił się już z zamiarem odejścia, dodał tylko :- A i jeszcze zajmij się złożeniem raportu z tej misji...
- A...Yukio?- chłopak zatrzymał się i odwrócił się do dziewczyny.
- Tak?
- Dziękuję...- powiedziała, podeszła do niego i pocałowała namiętnie w usta, badając czule jego podniebienie. Po chwili zakończyła pocałunek, uśmiechnęła się i pobiegła do siebie zostawiając Yukio czerwonego jak piwonie, samego...

**********************************************************************************************************************
    No i to by było na tyle z Ao...No a co tam u Was? Jak początek roku? Bo byłam dziś w wyśmienitym humorze, pomimo iż zaczęłam nową szkołę. No i to chyba wszystko o mnie....Następna notka, tym razem już z Kurosza, pojawi się w tym tygodniu. Może jutro, może pojutrze....Proszę o cierpliwość. Nerwy na wodze!
  Pozdrawiam, Shura1200

Mroczne starcie cz.3 (na zamówienie)

     - Co tu się...- i nagle Yukio zapalił się jak zapałka. Wszyscy podpaleni na szczęście zostali już ugaszani wodą święconą,, którą polała ich Shura. Rin rozejrzał się wokół. Niczego podejrzanego jednak nie zobaczył. Po chwili wszystko ucichło i uspokoiło się. Młodzi egzorcyści przywarli do siebie plecami szykując się na coś grubszego. Nie wiedzieli nawet, jak trudno będzie im się z "tym" uporać...
     Cisza i spokój nie trwały jednak długo. Z pobliskich krzaków dał się słyszeć śmiech, który z pewnością nie wróżył nic dobrego. Na nic nie czekając, Rin wyciągnął katanę i z biegu wbił jej ostrze z pozoru niewinne zarośla. Krzaki natychmiast zajęły się ogniem, lecz nic innego się nie stało. A śmiech nadal niósł się echem po ciemnym lesie. To już przerosło psychikę granatowłosego.
- Wyłaź, kimkolwiek, czymkolwiek jesteś! - nie spodziewał się jednak odpowiedzi, którą o dziwo otrzymał. Wciąż jednak nie mógł zlokalizować źródła owego głosu.
- Nie gorączkuj się tak! Jeszcze zdążę was wszystkich pozabijać...
- Jedynym zabitym tej nocy, będziesz ty!- wtrąciła się Shura, która tez miała już dosyć tej zabawy w kotka i myszkę.
- Nie bądź taka pewna swego...- odpowiedział jej ten sam, chłodny głos.
- Odetnij głowę węża, który pożarł siedem księżniczek...- wyszeptała ognistowłosa i wyciągnęła z nad piersi swój miecz. Pozostali również zaczęli przygotowywać się do walki. Shiemi i Izumo przywołały chowańców, Bon i Konekomaru przypominali sobie ostatnie ze słów zgubnych wersów, a Shima nerwowo zacisnął mocniej dłonie na swojej lasce. Yukio naładował broń i również się odezwał :
- Nie mamy całej nocy na tę bitwę. Pokaż się wreszcie i zaczynajmy!
- Nie można tak było od razu?!- Rin i Shura ukryli irytację, którą dogłębnie płonęli...Wszyscy stali i wpatrywali się tylko w jeden punkt w głębi lasu. Ktoś szedł w ich kierunku. Kiedy księżyc wreszcie oświetlił jego sylwetkę, zauważyli, że ich napastnik wygląda dokładnie jak Rin, z tym wyjątkiem, że kolor jego włosów mienił się krwista czerwienią, podobnie jak oczy. - Yo! Jestem Ryu. I to ja dzisiaj was pokonam!- po tych słowach chłopak rzucił się na nich z mieczem pochłoniętym niebieskimi płomieniami. Atak przeciwnika odparł Rin. Wtedy Shura zaszła demona od tyłu i już zamierzała przebić go mieczem, kiedy tamten niepostrzeżenie odwrócił się i ja zaatakował. Rina odepchnął w tył. Yukio załadował ponownie swój pistolet i zaczął strzelać. Musiał jednak bardzo z tym uważać, aby nie zestrzelić kogoś z towarzyszy. Izumo włączyła do akcji Uke i Mike, które również rzuciły się na wroga. Shiemi, Bon i Shima stali jednak bezczynnie. Nie mogli w niczym pomóc, więc postanowili chociaż nie przeszkadzać. Wszystkie ataki młodych Exwire skupiły się na Ryu. Demon był nieco zaskoczony, ale w końcu wybuchnął.
- Chyba mnie nie doceniacie!- krzyknął rozbawiony, a kolor jego płomieni zmienił się. Był teraz neonowo żółty. Wraz ze zmianą chowańce Izumo rozpłynęły się w powietrzu, chociaż karteczki nie zostały przedarte. Yukio rozpadł się pistolet na części, a miecz Shury wykrzywił się. Tylko nic nie zadziałało na Rina. Nadal toczył zacięta walkę z przeciwnikiem. - Na ciebie to nie działa? - zainteresował się.
- Jak widać!- odpowiedział granatowłosy i zaatakował nowa serią ciosów, które położyłyby już niejednego...
- No to spróbuj tego...- mruknął Ryu, a kolor płomieni znowu zmienił barwę, tym razem na czarny. Na Rina znowu to nic nie zadziałało. Co innego z resztą. Wszyscy zaczęli krwawić z ust, nosa i oczu, co wyglądało jakby płakali czerwoną cieczą.
- Aaaa! Co się dzieję!!??- spanikował Shiemi.
- Shiemi! Yukio! Shura!- zawołał Rin. Przez to zamieszanie nie zauważył jednego, mocnego ciosu. Sam też zaczął krwawić. Jego ramię było przecięte na spora głębokość. Okumura syknął z bólu i na nowo podjął walkę z przeciwnikiem.
- Czy, aby cię pokonać naprawdę muszę zrobić to samodzielnie?- spytał czerwonowłosy, a w jego oczach błysnęło, co nie wróżyło nic dobrego.
- Próbuj!- odpowiedział Rin i tym razem od zadał niespodziewany cios. Demon ledwie go uniknął, ale mimo wszystko stróżka krwi spłynęła mu ze skroni.
- Aż ty...- wściekł się. Spróbował zadać jeszcze jeden atak. Płomienie zmieniły barwę na białe. Co ciekawe nie zadziałało to i tym razem na Rina. Ucierpieli jednak (znowu) jego przyjaciele. Zaczęli zwijać się z bólu, jakby ktoś okładał ich niewidzialnymi nożami. Cierpieli. Nie chcieli jednak odwracać uwagi przyjaciela, który jako jedyny pozostawał w "stanie używalności". Młody demon jednak dostrzegł ich mękę.
- Co ty im...
- Co im zrobiłem? To samo, co próbowałem zrobić tobie. Jakimś sposobem moje ataki odbijają się od ciebie i uderzają w nich. Więc lepiej daj się grzecznie trafić i skróć ich mękę!
- Nigdy...Ocalę ich!
- Jak chcesz...- tym razem płomienie zaiskrzyły się zielenią. Ryu i Rin skrzyżowali miecze po raz kolejny, jednak teraz katana czerwonowłosego przeszła przez broń Okumury, tak tak by ta, była powietrzem. Ostrze demona Gehenny zagłębiło się w piersi egzorcysty. Z jego ust trysnęła świeża krew, której również strumienie wylewały się z tej na piersi. Zrobiło mu się słabo, wszystko w okół zaczęło mu się rozmazywać.
- Przyjaciele...wszyscy...- wyszeptał z trudem i osunął się na ziemię...
     Wszyscy egzorcyści leżeli pokonani na ziemi. Krwawili. Ryu tym czasem stał i wpatrywał się  swoje dzieło z uśmiechem na twarzy. Po chwili po lesie rozległ się jego głośny, mroczny śmiech, tak, jak na początku. Przez to nie zauważył...

    ...Huk wystrzału z pistoletu. Yukio ledwo trzymając się na nogach wystrzelił śmiercionośny, ostatni pocisk w kierunku demona. Tamten oszołomiony osunął się na ziemię na wpół żywy. Śmierć zbliżała się wielkimi krokami. Zdołał jeszcze zapytać słabym głosem :
- Ale...jak...twoja broń....przecież...
- Tak, to prawda, twój atak zniszczył mi jedną, ale tak się złożyło, że pod płaszczem miałem drugą ze specjalnym pociskiem. A teraz odpokutuj za swoje grzechy.- zakończył i podszedł do ciała brata. Pochylił się lekko i chwycił jego katanę, którą dla przyspieszenia śmierci, wbił w przeciwnika. Tamten zawył z bólu. "To koniec"- pomyślał Yukio."Przynajmniej na..."- i zemdlał.
***
   Mephisto, który wszystko to obserwował z bezpiecznej odległości, wezwał pierwsza pomoc. Wszyscy żyli. Żyli, choć ledwo. Już dawno tak dobrze się nie bawił. Trzeba to będzie kiedyś powtórzyć...



poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Zwycięzca - Shura x Yukio (na zamówienie)

   Serdecznie przepraszam za wszelkie będy ort.m, jęz. czy interpunkcyjne, ponieważ mój komputer nie chciał współpracować...

**************************************************************************************************
   Słońce chyliło sie już ku zachodowi, kiedy Shura przemierzała korytarze Akademii Prawdziwego Krzyża, w poszukiwaniu demona, który wdarł sie do środka. Bariery ochronne zostały przełamane, więc sądząc po uszkodzeniach, nie było żartów. Demon nie został jeszcze nazwany, jednak wstępnie zaczęto nazywać go Masakrą. Świadkowie mówili, że zjawa miała postać widmowego niedźwiedzia z krzyżówką lwa. Dziwne połączenie. A jednak. Może i wyglądał jak 7 nieszczęść, ale za to był bardzo potężny...
   Shura dochodziła już do końca korytarza, kiedy usłyszała pewien podejrzany dźwięk. Zacisnęła mocniej ręce na klindze miecza i ruszyła w lewo. Szła co raz szybciej za oddalającymi sie krokami. Czas dłużył jej się niemiłosiernie, ale w końcu, przy końcu korytarza, zobaczyła wyraźnie czyjąś sylwetkę, która stała i wpatrywała się w nią.
- Kto idzie?
- Yukio?!- Shura zatrzymała się i przetarła oczy.- Uznałam cię za Masakrę.- roześmiała sie.- Ale ty jesteś znacznie przyjemniejszy...
- Daj spokój, nie czas na żarty. Trzeba złapać demona, zanim komuś stanie sie krzywda.
- Oj, wiem, wiem, ale mógłbyś cociaz przy mnie nie udawać takiego sztywniaka. Ja wiem, że wcale taki nie jesteś..hihi.
- A ty mogłabyś nie udawać takiej idiotki, kiedy w grę wchodzi czyjeś życie...
- Jak mnie nazwałeś?! Okularniku...- odegrała się ognistowłosa.
- Wiedźma.
- Sztywniak.
- Daj mi już spokój.
- To ty mi daj wreszcie odetchnąć! Gdziekolwiek się pojawię, tam zawsze jesteś ty! Śledzisz mnie, czy co?
- Jeszcze czego! Niemiałbym najmniejszej chęci...To ty przez cały tydzień próbujesz mnie poderwać.
- Ja?!- pomimo zakłopotania, nie zarumieniła się. Co innego Yukio, kiedy w końcu wyznał, że to zauważył..
- Pomyslmy...:
Poniedziałek - niby przypadkiem wpadłaś na mnie niosąc książki. Do dzisiaj mam siniaka.
Wtorek - chciałaś, żebym odprowadził cię do pokoju i pomógł przygotować materiały na lekcję, chociaż nazajutrz wcale nie miałaś lekcji.
Środa - postawiłaś mi bento, obiad i kolacje.
Czwartek - widząc jak zakochane we mnie uczennice, próbują flirtować, ukarałaś je sprzątaniem łazienki szczoteczką do zębów.
Piątek - chciałaś wyciągnąć mnie na spotkanie (czyt.randkę) do kawiarni.
Sobota - to samo, z tym, że do kina.
Dzisiaj jest poniedziałek i dziwnym zbiegiem okoliczności zostaliśmy przydzieleni do tego samego zadania...Nie mów, że ingerowałaś w sprawy Akademii.
- CoŚ tam gadałam z Mephistem...- przyznała, tym razem płonąc czerwienią. - Muszę przyznać, że uważałam cię za wiele głupszego. Myślałam, że tego nie zauważasz, bo jesteś zajęty pracą.
- Jak widać nie jestem, aż tak tępy...W każdym razie..daj sobie spokój…
- Czemu? Jeszcze nawet nie doszło do czegoś poważniejszego..
- I nie dojdzie. – przerwał jej nagle.
- Jeszcze nawet ze sobą nie chodzimy, a ty już ze mną zrywasz?!- zdenerwowała się Shura.- Jeszcze nikt nigdy tak mnie nie potraktował! Powinieneś docenić, że tak się staram…
- Jesteś dla mnie za stara…- wyznał w końcu Yukio. To podziałało na dziewczynę jak płachta na byka.
- Ja?! Stara?! Już mogę znieść, że nazywasz mnie „wiedźmą” czy „idiotką”, ale na pewno nie puszcze ci płazem tego, że jestem stara!!! Więc mam pomysł do którego raczej stare osoby się nie nadają : zrobimy zawody.  Kto pierwszy złapie i pozbędzie się Masakry, wygra.
- Jaka jest stawka?
- Twoje życie + do tego… jeśli przegrasz musisz spełni jedno moje życzenie. W druga stronę to działa podobnie.
- Wchodzę w to. Tylko nie myśl, że dam ci fory.
- Nawet o tym nie myśl, czterooki…- i zanim Yukio zdążył Si odezwać, dziewczyna już zniknęła za zakrętem krzycząc głośne „start.”


*****************************************************************************************************
  Tym razem postanowiłam dodać najpierw Zwycięzce, ponieważ mój genialny początek do Mrocznego Starcia został zapisany w zeszyciku, do którego chwilowo nie mam dostępu, a że miałam czas i chęci pomyślałam, że dodam właśnie to opowiadanko. Nie martwcie się, że tak się skończyło i że jest takie krótkie, bo to jeszcze nie koniec i będzie następna, dłuższa część. Ciekawa jestem, czy już się domyślacie, kto wygra...^^
  
  Shura1200

sobota, 24 sierpnia 2013

Dla Ciebie wszystko - Shiemi x Amaimon vs Rin cz.2 (na zamówienie)

   Na ciemnym niebie zaczęły pojawiać się pierwsze gwiazdy. Księżyc świeciła jasno, wychylając swe oblicze zza dwóch ciemnych chmur. Wiał lekki, ciepły wiatr. W pewnym momencie ten sam wietrzyk zatrzasnął otwarte okno w pokoju Shiemi. Dziewczyna drgnęła. Otworzyła powoli swoje zielone, zaspane oczy.Usiadła, po czym rozejrzała się po pokoju szukając źródła hałasu. Jej wzrok padł na okno. Odetchnęła z ulgą,  ale nie dane jej było z powrotem spokojnie zasnąć. W mroku dało się zauważyć czyjąś sylwetkę, która była co raz bliżej jej łóżka...
   - C-Co ty tu robisz?! - spytała, próbując zahamować drżenie rąk, Shiemi.
- Przyszedłem cię zobaczyć! Tak dawno się nie widzieliśmy! - odpowiedział Amaimon z niespotykanym u niego, ożywieniem.
- Widzieliśmy się przedwczoraj wieczorem....- jęknęła dziewczyna.- A teraz przychodzisz i budzisz mnie o pierwszej w nocy?
- Bez przesady, to nie ja trzasnąłem oknem. To wiatr.
- Daruj sobie te wymówki i pozwól mi spać....- zakończyła po cichu Moriyama.
- Dobrze. Poczekam do rana. - oznajmił Amaimon i pełen entuzjazmu usiadł na dywanie.
- Chyba żartujesz! Idź do siebie.
- Nie chce spać u brata...chrapie. A do Gehenny na razie mi się nie spieszy. Poza tym, co to za problem przenocować chłopaka?
- No właśnie....o to chodzi, że....um..dużo się nad tym zastanawiałam i, uważam, że to trochę..dziwne.
- Co?
- No ty..i ja....demon i człowiek...
- Tak?Dokładnie to samo próbowałem ci uświadomić na początku naszej znajomości, ale ty się uparłaś!- zdenerwował się zielonowłosy i wstał. - Wybacz, ale nie jestem zabawką i nie dam się tak traktować! - po tych słowach otworzył okno i przez nie wyskoczył.
- Przepraszam! Nie chciałam cię urazić! - krzyknęła za nim Shiemi, ale przed oczami mignęła jej tylko jego postrzępiona peleryna. Amaimon się obraził. Dziewczyna poczuła się winna i przez to nocne zdarzenie nie mogła już zasnąć do końca nocy.
   ***
   - Moriyama-san!- krzyknął zdenerwowany nauczyciel, przez co Shiemi się obudziła. - Na lekcji się nie śpi! Jeden śpiący na lekcjach Okumura w zupełności wystarcza!
- G-gomenasai sensei...- wyjąkała zaspana. Po nieprzespanej nocy dziewczyna była ledwo żywa. Na szczęście chwilę później zadzwonił dzwonek...
   - Shiemi! - zawołał za dziewczyną Rin, jednak ta się nie odwróciła. Szła przed siebie, niosąc tonę podręczników potrzebnych do odrobienia karnej pracy domowej. - Zaczekaj! - chłopak wreszcie ja dogonił.
- Ah, Rin...- zmieszała się. - O co chodzi?
- Chciałem się zapytać, czy może Cie nie pomóc z ta pracą domową. W końcu, ja też często taka dostaję...
- Nie sprawię ci kłopotu? Ja mało rozumiem...
- Właśnie dlatego chcę ci pomóc. - przerwał jej Okumura.- To jak?
- Zgoda. - odpowiedziała i uśmiechnęła się promiennie, po czym chłopak wziął od niej część książek i razem skierowali się w stronę najbliższych drzwi. Amaimon, który schowany za kolumną patrzył na to co się przed chwilą stało, zaczął na poważnie rozważać kwestie pozbycia się brata na dobre. "To oczywiste."- myślał."Chce ze mną zerwać, dla niego."
   - Shiemi...?
- Hm?
- Zerwałaś z nim? - na to pytanie dziewczyna zakrztusiła się sokiem, który własnie piła.
- Khe, khe! Eee..nie..Powiedziałam mu tylko, że człowiek i demon...no wiesz...
- A co on na to?
- Powiedział tylko, że ie jest zabawką i, że nie powinnam go tak traktować...- odpowiedziała dziewczyna po czym smutno spuściła głowę. - Chyba go tym zraniłam...
- Ej, nie smuć się. - zaczął ją pocieszać Rin. - On pierwszy by cię zranił. Nim byś się obejrzała, już by sobie znalazł inną. Poza tym założę się, że w Gehennie nie ma takiej, która nie chciałaby spotykać się z władcą ziemi o tak potężnej mocy. On tylko chciał spróbować czegoś nowego, a z twoimi uczuciami by się nie liczył.
- Pewnie masz rację. - powiedziała bez wyrazu, Shiemi. W środku jednak czuła ogromne poczucie winy. Tak naprawdę, to go kochała, tylko..Rin. On ją do tego ciągle nakłaniał, dając za usprawiedliwienie całkiem sensowne powody...
- Dobrze ci radzę : skończ ten związek. A gdybyś  miała jakiekolwiek trudności, to pamiętaj, że ja zawszę jestem przy tobie.- zakończył Rin i uśmiechnął się do niej ciepło.- Muszę już iść. Mam nadzieję, że poradzisz sobie z pozostałymi zadaniami.
- Myślę, że tak. Jeszcze raz dziękuję za pomoc. Do jutra.
- Pa. - pożegnał się z dziewczyną i wyszedł. Shiemi została w pokoju sama.  Przynajmniej tak jej się zdawało.
   Nagle w pomieszczeniu znalazł się Amaimon. To wyglądało tak, jakby się teleportował...
- Dobry wieczór, księżniczko.- powitał ją z dziwnym chłodem w głosie.- Przyszedłem wyjaśnić parę spraw...- nastolatkę zamurowało. "Słyszał?"- zadawała sobie w myślach pytanie.- Po pierwsze, w Gehennie nie ma żadnych kobiet. Po drugie, gdybym chciał być z inna to po co miałbym ranić ciebie? Nie rozumiem logiki twojego przyjaciela...- powiedział to z taka nienawiścią w głosie..."Słyszał."- przemknęło przez myśl Shiemi.- Z reszta twojej też. Wierzysz w każde jego słów  jakby był jakąś wyrocznia, czy gdyby sam mieszkał w Gehennie. A on ani jedno, ani drugie. Mogłaś porozmawiać o swoich wątpliwościach ze mną. Ja nie mógłbym cię okłamać...
- A to niby czemu...?- zaciekawiła się dziewczyna.
- Po prosu tak czuję. Nigdy nie byłem zakochany. Aż do teraz. Skąd wiem, że cię kocham i nie chcę być z nikim innym? Czuję potrzebę nieustannego przebywania z tobą. Chcę cię całować, robić dla ciebie wszystko. Tylko dla ciebie...
- Przepraszam...- szepnęła Shiemi i rzuciła się oniemiałemu Amaimonowi na szyję. - Tak bardzo cie przepraszam! Rin mówił, te wszystkie rzeczy, a ja...ja w nie ślepo wierzyłam. Jestem taka żałosna...Nic mi się nie udaje...Mam dość tego miejsca!
- Jeśli chcesz, mogę ci pomóc. Jest tylko jeden warunek.
- Jaki? Zrobię wszystko!
- Kochaj mnie już zawsze. - powiedział i pocałował. - Zabiorę cię do Gehenny.- po tych słowach zniknęli  tak nagle, jak on wcześniej się pojawił. 
   Następnego dnia rozpoczęły się poszukiwania dziewczyny. Wszyscy martwili się o nią i chcieli, by się wreszcie odnalazła. Rin jednak był najbardziej cichy, smutny i przygaszony. Wiedział, po prostu czuł, że dziewczyna wybrała życie w krainie ciemności, zła i potworów, by zaznać wreszcie trochę spokoju...


**************************************************************************************************************************************************
  Nie wiem co mnie naszło, żeby tak to zakończyć. Po prostu musiałam. Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko się podobało. Następna notka za tydzień, jak nie wcześniej.

  Shura1200