Cisza i spokój nie trwały jednak długo. Z pobliskich krzaków dał się słyszeć śmiech, który z pewnością nie wróżył nic dobrego. Na nic nie czekając, Rin wyciągnął katanę i z biegu wbił jej ostrze z pozoru niewinne zarośla. Krzaki natychmiast zajęły się ogniem, lecz nic innego się nie stało. A śmiech nadal niósł się echem po ciemnym lesie. To już przerosło psychikę granatowłosego.
- Wyłaź, kimkolwiek, czymkolwiek jesteś! - nie spodziewał się jednak odpowiedzi, którą o dziwo otrzymał. Wciąż jednak nie mógł zlokalizować źródła owego głosu.
- Nie gorączkuj się tak! Jeszcze zdążę was wszystkich pozabijać...
- Jedynym zabitym tej nocy, będziesz ty!- wtrąciła się Shura, która tez miała już dosyć tej zabawy w kotka i myszkę.
- Nie bądź taka pewna swego...- odpowiedział jej ten sam, chłodny głos.
- Odetnij głowę węża, który pożarł siedem księżniczek...- wyszeptała ognistowłosa i wyciągnęła z nad piersi swój miecz. Pozostali również zaczęli przygotowywać się do walki. Shiemi i Izumo przywołały chowańców, Bon i Konekomaru przypominali sobie ostatnie ze słów zgubnych wersów, a Shima nerwowo zacisnął mocniej dłonie na swojej lasce. Yukio naładował broń i również się odezwał :
- Nie mamy całej nocy na tę bitwę. Pokaż się wreszcie i zaczynajmy!
- Nie można tak było od razu?!- Rin i Shura ukryli irytację, którą dogłębnie płonęli...Wszyscy stali i wpatrywali się tylko w jeden punkt w głębi lasu. Ktoś szedł w ich kierunku. Kiedy księżyc wreszcie oświetlił jego sylwetkę, zauważyli, że ich napastnik wygląda dokładnie jak Rin, z tym wyjątkiem, że kolor jego włosów mienił się krwista czerwienią, podobnie jak oczy. - Yo! Jestem Ryu. I to ja dzisiaj was pokonam!- po tych słowach chłopak rzucił się na nich z mieczem pochłoniętym niebieskimi płomieniami. Atak przeciwnika odparł Rin. Wtedy Shura zaszła demona od tyłu i już zamierzała przebić go mieczem, kiedy tamten niepostrzeżenie odwrócił się i ja zaatakował. Rina odepchnął w tył. Yukio załadował ponownie swój pistolet i zaczął strzelać. Musiał jednak bardzo z tym uważać, aby nie zestrzelić kogoś z towarzyszy. Izumo włączyła do akcji Uke i Mike, które również rzuciły się na wroga. Shiemi, Bon i Shima stali jednak bezczynnie. Nie mogli w niczym pomóc, więc postanowili chociaż nie przeszkadzać. Wszystkie ataki młodych Exwire skupiły się na Ryu. Demon był nieco zaskoczony, ale w końcu wybuchnął.
- Chyba mnie nie doceniacie!- krzyknął rozbawiony, a kolor jego płomieni zmienił się. Był teraz neonowo żółty. Wraz ze zmianą chowańce Izumo rozpłynęły się w powietrzu, chociaż karteczki nie zostały przedarte. Yukio rozpadł się pistolet na części, a miecz Shury wykrzywił się. Tylko nic nie zadziałało na Rina. Nadal toczył zacięta walkę z przeciwnikiem. - Na ciebie to nie działa? - zainteresował się.
- Jak widać!- odpowiedział granatowłosy i zaatakował nowa serią ciosów, które położyłyby już niejednego...
- No to spróbuj tego...- mruknął Ryu, a kolor płomieni znowu zmienił barwę, tym razem na czarny. Na Rina znowu to nic nie zadziałało. Co innego z resztą. Wszyscy zaczęli krwawić z ust, nosa i oczu, co wyglądało jakby płakali czerwoną cieczą.
- Aaaa! Co się dzieję!!??- spanikował Shiemi.
- Shiemi! Yukio! Shura!- zawołał Rin. Przez to zamieszanie nie zauważył jednego, mocnego ciosu. Sam też zaczął krwawić. Jego ramię było przecięte na spora głębokość. Okumura syknął z bólu i na nowo podjął walkę z przeciwnikiem.
- Czy, aby cię pokonać naprawdę muszę zrobić to samodzielnie?- spytał czerwonowłosy, a w jego oczach błysnęło, co nie wróżyło nic dobrego.
- Próbuj!- odpowiedział Rin i tym razem od zadał niespodziewany cios. Demon ledwie go uniknął, ale mimo wszystko stróżka krwi spłynęła mu ze skroni.
- Aż ty...- wściekł się. Spróbował zadać jeszcze jeden atak. Płomienie zmieniły barwę na białe. Co ciekawe nie zadziałało to i tym razem na Rina. Ucierpieli jednak (znowu) jego przyjaciele. Zaczęli zwijać się z bólu, jakby ktoś okładał ich niewidzialnymi nożami. Cierpieli. Nie chcieli jednak odwracać uwagi przyjaciela, który jako jedyny pozostawał w "stanie używalności". Młody demon jednak dostrzegł ich mękę.
- Co ty im...
- Co im zrobiłem? To samo, co próbowałem zrobić tobie. Jakimś sposobem moje ataki odbijają się od ciebie i uderzają w nich. Więc lepiej daj się grzecznie trafić i skróć ich mękę!
- Nigdy...Ocalę ich!
- Jak chcesz...- tym razem płomienie zaiskrzyły się zielenią. Ryu i Rin skrzyżowali miecze po raz kolejny, jednak teraz katana czerwonowłosego przeszła przez broń Okumury, tak tak by ta, była powietrzem. Ostrze demona Gehenny zagłębiło się w piersi egzorcysty. Z jego ust trysnęła świeża krew, której również strumienie wylewały się z tej na piersi. Zrobiło mu się słabo, wszystko w okół zaczęło mu się rozmazywać.
- Przyjaciele...wszyscy...- wyszeptał z trudem i osunął się na ziemię...
Wszyscy egzorcyści leżeli pokonani na ziemi. Krwawili. Ryu tym czasem stał i wpatrywał się swoje dzieło z uśmiechem na twarzy. Po chwili po lesie rozległ się jego głośny, mroczny śmiech, tak, jak na początku. Przez to nie zauważył...
...Huk wystrzału z pistoletu. Yukio ledwo trzymając się na nogach wystrzelił śmiercionośny, ostatni pocisk w kierunku demona. Tamten oszołomiony osunął się na ziemię na wpół żywy. Śmierć zbliżała się wielkimi krokami. Zdołał jeszcze zapytać słabym głosem :
- Ale...jak...twoja broń....przecież...
- Tak, to prawda, twój atak zniszczył mi jedną, ale tak się złożyło, że pod płaszczem miałem drugą ze specjalnym pociskiem. A teraz odpokutuj za swoje grzechy.- zakończył i podszedł do ciała brata. Pochylił się lekko i chwycił jego katanę, którą dla przyspieszenia śmierci, wbił w przeciwnika. Tamten zawył z bólu. "To koniec"- pomyślał Yukio."Przynajmniej na..."- i zemdlał.
- Chyba mnie nie doceniacie!- krzyknął rozbawiony, a kolor jego płomieni zmienił się. Był teraz neonowo żółty. Wraz ze zmianą chowańce Izumo rozpłynęły się w powietrzu, chociaż karteczki nie zostały przedarte. Yukio rozpadł się pistolet na części, a miecz Shury wykrzywił się. Tylko nic nie zadziałało na Rina. Nadal toczył zacięta walkę z przeciwnikiem. - Na ciebie to nie działa? - zainteresował się.
- Jak widać!- odpowiedział granatowłosy i zaatakował nowa serią ciosów, które położyłyby już niejednego...
- No to spróbuj tego...- mruknął Ryu, a kolor płomieni znowu zmienił barwę, tym razem na czarny. Na Rina znowu to nic nie zadziałało. Co innego z resztą. Wszyscy zaczęli krwawić z ust, nosa i oczu, co wyglądało jakby płakali czerwoną cieczą.
- Aaaa! Co się dzieję!!??- spanikował Shiemi.
- Shiemi! Yukio! Shura!- zawołał Rin. Przez to zamieszanie nie zauważył jednego, mocnego ciosu. Sam też zaczął krwawić. Jego ramię było przecięte na spora głębokość. Okumura syknął z bólu i na nowo podjął walkę z przeciwnikiem.
- Czy, aby cię pokonać naprawdę muszę zrobić to samodzielnie?- spytał czerwonowłosy, a w jego oczach błysnęło, co nie wróżyło nic dobrego.
- Próbuj!- odpowiedział Rin i tym razem od zadał niespodziewany cios. Demon ledwie go uniknął, ale mimo wszystko stróżka krwi spłynęła mu ze skroni.
- Aż ty...- wściekł się. Spróbował zadać jeszcze jeden atak. Płomienie zmieniły barwę na białe. Co ciekawe nie zadziałało to i tym razem na Rina. Ucierpieli jednak (znowu) jego przyjaciele. Zaczęli zwijać się z bólu, jakby ktoś okładał ich niewidzialnymi nożami. Cierpieli. Nie chcieli jednak odwracać uwagi przyjaciela, który jako jedyny pozostawał w "stanie używalności". Młody demon jednak dostrzegł ich mękę.
- Co ty im...
- Co im zrobiłem? To samo, co próbowałem zrobić tobie. Jakimś sposobem moje ataki odbijają się od ciebie i uderzają w nich. Więc lepiej daj się grzecznie trafić i skróć ich mękę!
- Nigdy...Ocalę ich!
- Jak chcesz...- tym razem płomienie zaiskrzyły się zielenią. Ryu i Rin skrzyżowali miecze po raz kolejny, jednak teraz katana czerwonowłosego przeszła przez broń Okumury, tak tak by ta, była powietrzem. Ostrze demona Gehenny zagłębiło się w piersi egzorcysty. Z jego ust trysnęła świeża krew, której również strumienie wylewały się z tej na piersi. Zrobiło mu się słabo, wszystko w okół zaczęło mu się rozmazywać.
- Przyjaciele...wszyscy...- wyszeptał z trudem i osunął się na ziemię...
Wszyscy egzorcyści leżeli pokonani na ziemi. Krwawili. Ryu tym czasem stał i wpatrywał się swoje dzieło z uśmiechem na twarzy. Po chwili po lesie rozległ się jego głośny, mroczny śmiech, tak, jak na początku. Przez to nie zauważył...
...Huk wystrzału z pistoletu. Yukio ledwo trzymając się na nogach wystrzelił śmiercionośny, ostatni pocisk w kierunku demona. Tamten oszołomiony osunął się na ziemię na wpół żywy. Śmierć zbliżała się wielkimi krokami. Zdołał jeszcze zapytać słabym głosem :
- Ale...jak...twoja broń....przecież...
- Tak, to prawda, twój atak zniszczył mi jedną, ale tak się złożyło, że pod płaszczem miałem drugą ze specjalnym pociskiem. A teraz odpokutuj za swoje grzechy.- zakończył i podszedł do ciała brata. Pochylił się lekko i chwycił jego katanę, którą dla przyspieszenia śmierci, wbił w przeciwnika. Tamten zawył z bólu. "To koniec"- pomyślał Yukio."Przynajmniej na..."- i zemdlał.
***
Mephisto, który wszystko to obserwował z bezpiecznej odległości, wezwał pierwsza pomoc. Wszyscy żyli. Żyli, choć ledwo. Już dawno tak dobrze się nie bawił. Trzeba to będzie kiedyś powtórzyć...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz