poniedziałek, 2 września 2013

Mroczne starcie cz.3 (na zamówienie)

     - Co tu się...- i nagle Yukio zapalił się jak zapałka. Wszyscy podpaleni na szczęście zostali już ugaszani wodą święconą,, którą polała ich Shura. Rin rozejrzał się wokół. Niczego podejrzanego jednak nie zobaczył. Po chwili wszystko ucichło i uspokoiło się. Młodzi egzorcyści przywarli do siebie plecami szykując się na coś grubszego. Nie wiedzieli nawet, jak trudno będzie im się z "tym" uporać...
     Cisza i spokój nie trwały jednak długo. Z pobliskich krzaków dał się słyszeć śmiech, który z pewnością nie wróżył nic dobrego. Na nic nie czekając, Rin wyciągnął katanę i z biegu wbił jej ostrze z pozoru niewinne zarośla. Krzaki natychmiast zajęły się ogniem, lecz nic innego się nie stało. A śmiech nadal niósł się echem po ciemnym lesie. To już przerosło psychikę granatowłosego.
- Wyłaź, kimkolwiek, czymkolwiek jesteś! - nie spodziewał się jednak odpowiedzi, którą o dziwo otrzymał. Wciąż jednak nie mógł zlokalizować źródła owego głosu.
- Nie gorączkuj się tak! Jeszcze zdążę was wszystkich pozabijać...
- Jedynym zabitym tej nocy, będziesz ty!- wtrąciła się Shura, która tez miała już dosyć tej zabawy w kotka i myszkę.
- Nie bądź taka pewna swego...- odpowiedział jej ten sam, chłodny głos.
- Odetnij głowę węża, który pożarł siedem księżniczek...- wyszeptała ognistowłosa i wyciągnęła z nad piersi swój miecz. Pozostali również zaczęli przygotowywać się do walki. Shiemi i Izumo przywołały chowańców, Bon i Konekomaru przypominali sobie ostatnie ze słów zgubnych wersów, a Shima nerwowo zacisnął mocniej dłonie na swojej lasce. Yukio naładował broń i również się odezwał :
- Nie mamy całej nocy na tę bitwę. Pokaż się wreszcie i zaczynajmy!
- Nie można tak było od razu?!- Rin i Shura ukryli irytację, którą dogłębnie płonęli...Wszyscy stali i wpatrywali się tylko w jeden punkt w głębi lasu. Ktoś szedł w ich kierunku. Kiedy księżyc wreszcie oświetlił jego sylwetkę, zauważyli, że ich napastnik wygląda dokładnie jak Rin, z tym wyjątkiem, że kolor jego włosów mienił się krwista czerwienią, podobnie jak oczy. - Yo! Jestem Ryu. I to ja dzisiaj was pokonam!- po tych słowach chłopak rzucił się na nich z mieczem pochłoniętym niebieskimi płomieniami. Atak przeciwnika odparł Rin. Wtedy Shura zaszła demona od tyłu i już zamierzała przebić go mieczem, kiedy tamten niepostrzeżenie odwrócił się i ja zaatakował. Rina odepchnął w tył. Yukio załadował ponownie swój pistolet i zaczął strzelać. Musiał jednak bardzo z tym uważać, aby nie zestrzelić kogoś z towarzyszy. Izumo włączyła do akcji Uke i Mike, które również rzuciły się na wroga. Shiemi, Bon i Shima stali jednak bezczynnie. Nie mogli w niczym pomóc, więc postanowili chociaż nie przeszkadzać. Wszystkie ataki młodych Exwire skupiły się na Ryu. Demon był nieco zaskoczony, ale w końcu wybuchnął.
- Chyba mnie nie doceniacie!- krzyknął rozbawiony, a kolor jego płomieni zmienił się. Był teraz neonowo żółty. Wraz ze zmianą chowańce Izumo rozpłynęły się w powietrzu, chociaż karteczki nie zostały przedarte. Yukio rozpadł się pistolet na części, a miecz Shury wykrzywił się. Tylko nic nie zadziałało na Rina. Nadal toczył zacięta walkę z przeciwnikiem. - Na ciebie to nie działa? - zainteresował się.
- Jak widać!- odpowiedział granatowłosy i zaatakował nowa serią ciosów, które położyłyby już niejednego...
- No to spróbuj tego...- mruknął Ryu, a kolor płomieni znowu zmienił barwę, tym razem na czarny. Na Rina znowu to nic nie zadziałało. Co innego z resztą. Wszyscy zaczęli krwawić z ust, nosa i oczu, co wyglądało jakby płakali czerwoną cieczą.
- Aaaa! Co się dzieję!!??- spanikował Shiemi.
- Shiemi! Yukio! Shura!- zawołał Rin. Przez to zamieszanie nie zauważył jednego, mocnego ciosu. Sam też zaczął krwawić. Jego ramię było przecięte na spora głębokość. Okumura syknął z bólu i na nowo podjął walkę z przeciwnikiem.
- Czy, aby cię pokonać naprawdę muszę zrobić to samodzielnie?- spytał czerwonowłosy, a w jego oczach błysnęło, co nie wróżyło nic dobrego.
- Próbuj!- odpowiedział Rin i tym razem od zadał niespodziewany cios. Demon ledwie go uniknął, ale mimo wszystko stróżka krwi spłynęła mu ze skroni.
- Aż ty...- wściekł się. Spróbował zadać jeszcze jeden atak. Płomienie zmieniły barwę na białe. Co ciekawe nie zadziałało to i tym razem na Rina. Ucierpieli jednak (znowu) jego przyjaciele. Zaczęli zwijać się z bólu, jakby ktoś okładał ich niewidzialnymi nożami. Cierpieli. Nie chcieli jednak odwracać uwagi przyjaciela, który jako jedyny pozostawał w "stanie używalności". Młody demon jednak dostrzegł ich mękę.
- Co ty im...
- Co im zrobiłem? To samo, co próbowałem zrobić tobie. Jakimś sposobem moje ataki odbijają się od ciebie i uderzają w nich. Więc lepiej daj się grzecznie trafić i skróć ich mękę!
- Nigdy...Ocalę ich!
- Jak chcesz...- tym razem płomienie zaiskrzyły się zielenią. Ryu i Rin skrzyżowali miecze po raz kolejny, jednak teraz katana czerwonowłosego przeszła przez broń Okumury, tak tak by ta, była powietrzem. Ostrze demona Gehenny zagłębiło się w piersi egzorcysty. Z jego ust trysnęła świeża krew, której również strumienie wylewały się z tej na piersi. Zrobiło mu się słabo, wszystko w okół zaczęło mu się rozmazywać.
- Przyjaciele...wszyscy...- wyszeptał z trudem i osunął się na ziemię...
     Wszyscy egzorcyści leżeli pokonani na ziemi. Krwawili. Ryu tym czasem stał i wpatrywał się  swoje dzieło z uśmiechem na twarzy. Po chwili po lesie rozległ się jego głośny, mroczny śmiech, tak, jak na początku. Przez to nie zauważył...

    ...Huk wystrzału z pistoletu. Yukio ledwo trzymając się na nogach wystrzelił śmiercionośny, ostatni pocisk w kierunku demona. Tamten oszołomiony osunął się na ziemię na wpół żywy. Śmierć zbliżała się wielkimi krokami. Zdołał jeszcze zapytać słabym głosem :
- Ale...jak...twoja broń....przecież...
- Tak, to prawda, twój atak zniszczył mi jedną, ale tak się złożyło, że pod płaszczem miałem drugą ze specjalnym pociskiem. A teraz odpokutuj za swoje grzechy.- zakończył i podszedł do ciała brata. Pochylił się lekko i chwycił jego katanę, którą dla przyspieszenia śmierci, wbił w przeciwnika. Tamten zawył z bólu. "To koniec"- pomyślał Yukio."Przynajmniej na..."- i zemdlał.
***
   Mephisto, który wszystko to obserwował z bezpiecznej odległości, wezwał pierwsza pomoc. Wszyscy żyli. Żyli, choć ledwo. Już dawno tak dobrze się nie bawił. Trzeba to będzie kiedyś powtórzyć...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz