wtorek, 25 czerwca 2013

Demoniczny magnetyzm cz.4

    Rozpięłam mój czarny, metalowy łańcuszek. Rozpaliły mnie czarne płomienie, wyrosły czarne skrzydła. Moje zęby i uszy wydłużyły się znacznie, a ogon, nie wiadomo nawet kiedy, pojawił się na widoku.
- Ty też dochowaj tajemnicy. - poprosiłam. Oszołomiony Rin, tylko skinął głową. - Moim ojcem jest Astaroth. - A dalej opowiedziałam mu pokrótce całe moje życie. (Było one zapisane w części pierwszej...) On nie pozostał mi dłużny. Opowiedział mi wszystko, co sam o sobie wiedział.
    Staliśmy tak na przeciwko siebie. Dwa demony, mierzące się wzrokiem. Żadne z nas nie wiedziało co więcej powiedzieć. 
    Nagle usłyszeliśmy czyjeś kroki na korytarzu. W pośpiechu zapięłam łańcuszek, a Rin schował miecz. Znowu wyglądaliśmy jak zwyczajni ludzie. W chwilę później w drzwiach stanął Yukio.
- Wszędzie cię szukałem! - zwrócił się do mnie.
- Tak? A co się stało? - zapytałam jak gdyby nigdy nic. 
- Dyrektor kazał mi cie przyprowadzić.
- O jeny! - jęknęłam - Czy on da mi choć chwilę spokoju?! Dobra, idziemy...
- No. Zbieraj się. - odpowiedział i wyszliśmy na korytarz. - A ty, Rin, nie pałętaj się już nigdzie dzisiaj. - dodał, zwracając się do osłupiałego brata.
- Nie jesteś moją matką. - odpowiedział Rin i spojrzał na mnie porozumiewawczo. Jego mina sugerowała, żebym potem do niego przyszła i opowiedziała o co chodziło. Skinęłam głową i ruszyłam za Yukio. do drzwi. W chwilę później, byliśmy u dyrektora.
   Weszliśmy do małego, przytulnego pomieszczenia - gabinetu Mephisto. Na przeciw biurka stały dwa krzesła. Jedno z nich, zajmowała Naomi. Za biurkiem siedział Mephisto i szczerzył się głupkowato. Skinieniem, nakazał usiąść mi na na drugim krześle. Podeszłam więc i posłusznie zrobiłam to, co nakazał.
- Profesorze Okumura, dziękuję za przyprowadzenie Tasumi. To chyba już wszystko...?
- Najwidoczniej - odpowiedział Mephisto, odwrócił się na pięcie i wyszedł, cicho zamykając za sobą drzwi.
- O co chodzi? Podobno jesteś bardzo zajęty. - odezwałam się jako pierwsza.
- Byłem bardzo zajęty. Teraz jednak mam duuuużo wolnego czasu.
- Ale my jakoś nie za bardzo, więc... powiesz wreszcie o co chodzi?
- Naturalnie. Musicie się przenieść.
- CO?!
- Chodzi o wasz akademik. Mieszkacie tam same, jak pewnie zauważyłyście. Rzecz w tym, że bracia Okumura również mieszkają sami w akademiku.
- No i....?
- No i mam mały problem z miejscami. Akademia Prawdziwego Krzyża to bardzo prestiżowa szkoła, która przyjmuję dość duże grono nowych osób. Po prostu nie ma już miejsca dla innych. Podjąłem zatem decyzję i postanowiłem przenieść was do akademika braci Okumura. Wtedy tylko wy będziecie tam mieszkać, we czwórkę, a wasz obecny jeszcze akademik, zwolni miejsca dla innych. Wiem, że to może być trochę dla was niewygodne, ale z drugiej strony...
- Mi to pasuje - przerwałam mu. - A tobie Naomi?
- Eeh, znaczy...no...Trzeba się będzie znowu pakować, przenosić ...ale jeśli sprawiamy kłopot, to naturalnie, możemy się przenieść.
- No i świetnie! - ucieszył się Pheles. - Idźcie się spakować, za pół godziny do was przyjdę i dam odpowiednie klucze. Musicie przenieść się jeszcze dzisiaj. - zszokowało mnie to lekko, ale fajnie, że będziemy z nimi mieszkać. Gdy fioletowłosy skończył wreszcie gadać, zerwałam się z krzesła, pociągnęłam za sobą siostrę i wybiegłyśmy z gabinetu.
   Dotarłyśmy wreszcie do naszego pokoju. Ja ochoczo zabrałam się za pakowanie, ale Naomi to jakoś nie szło.
- Co się stało? - zapytałam siostry. - Nie chcesz mieszkać z nimi w akademiku?
- Nie o to chodzi. Po prostu...trochę się martwię jak to wszystko będzie wyglądać...
- No jak, normalnie! To wszystko?
- Nie. Boje się, że zobaczą cię pod postacią demona. Nie umiesz nad sobą panować. Co będzie, jeśli odkryją prawdę?! Jesteś bardzo nieuważna, nie dopilnujesz wszystkiego! - w tamtym momencie miałam ochotę na tylko na trzy rzeczy :
1. Walniecie siostry prosto w twarz.
2. Wykrzyczeć jaj prawdę o Rinie i o mnie (ale nie mogłam, bo mu obiecałam...)
3. Wybiec stamtąd, trzasnąć drzwiami i nie wracać.
Stałam jednak w miejscu i nic takiego nie zrobiłam. Zupełnie, jakby ktoś przykuł mnie do podłogi...
   Wysłuchałam więc jej kazania do końca Jej słowa sprawiały mi niemały ból, ale nie dałam tego po sobie poznać.
- To wszystko? - spytałam, gdy przerwała.
- Tak. - odwarknęła i wyszła z pokoju ze spakowana już walizką.
- Ja pier!!!!!!!!!!! - wrzasnęłam i kopnęłam w kant łóżka. -AAAAAA! - wydarłam się ponownie. Ból w stopie rozdzierał mnie na pół. Pakowanie dokończyłam, kulejąc.
   Niedługo potem, skończyłam. Wyjrzałam przez okno. Na dworze było już ciemno. "I gdzie ta Naomi? " - pomyślałam, opierając się o parapet. "To przecież Mephisto miał do nas przyjść i dać nam te klucze...Właśnie! Powiedział, że przyjdzie za pół godziny, a tu mija już półtorej! Co za..! " - nie znalazłam odpowiedniego słowa, które mogłoby go w tej chwili opisać.
   Nagle rozległo się pukanie do drzwi. "To na pewno nie Mephisto, on nigdy nie puka, tylko wpada znienacka. Więc kto..?" - do pokoju wszedł Suguro.
- Co tu robisz?  -spytałam. Nie chciało mi się z nim gadać.
- Ja...przyszedłem, bo miałem ci to przekazać. - odpowiedział i dał mi klucz. - To od dyrektora.
- Domyślam się...
- Był bardzo zajęty i...
- Chwila moment! - przerwałam mu. - Przecież niedawno gadał, że czasu wolnego mu nie brak! Co to ma być!!!
- Ja nie wiem.
- Nie ciebie pytam. Skoro dałeś mi już ten klucz, to chyba możesz już sobie iść..
- Nie.. Ja... na początku nie słusznie cie oceniłem. Nie chce się z tobą kłócić.
- Ale ja chcę. - przerwałam mu znowu.
- No wiesz co! Ja tu z dobrą wolą a ty...
- Dobra, dobra, to był żarcik... - uśmiechnęłam się. Chłopak odwzajemnił uśmiech.
- Jestem Ryuji Suguro. Dla znajomych, Bon. - przedstawił mi się.
- Miło. Ja jestem Tasumi Onizuka. Mów mi Tass.
- Fajna ksywka.
Wiem. Rin mi ją "nadał". - wytłumaczyłam. Na słowo "Rin" skrzywił się dziwnie..
- Lubisz tego pajaca?
- Po pierwsze : jeśli ktoś tu ma być pajacem, to na pewno będzie nim Mephisto. Po drugie, to czemu miałbym się z nim nie lubić? W końcu, ocalił ci życie. Dziękowałeś  mu chociaż?
- No...nie...
- To na co jeszcze czekasz?!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz