- Czego chcesz? - warknął Rin.
- Chcę rewanżu. - odparł Amaimon.
- Nie mam czasu na pierdoły! - wrzasnął niebieskooki.
- To nie pierdoła... - wyszeptał król Ziemi, a oczy rozszerzyły mu się niebezpiecznie. - Chcesz ratować przyjaciół, mam rację? - zapytał. Wyglądał inaczej niż zwykle. Nie chodziło tylko o postać demona, jaką przybrał, ale o sam wyraz jego twarzy...o samo spojrzenie... Pragnął stoczyć kolejną walkę, ale tym razem ją wygrać.
- Gdzie oni są?! - zawołał Rin. - Co ty im... Słuchaj, jeśli chociaż włos im z głowy spadnie to...
- To co? Co mi wtedy zrobisz? hehehehe - zaśmiał się szyderczo.
- Po co mam walczyć? Już dość razy kopałem ci tyłek!
- Nie doceniałem cie, fakt, ale teraz...Cóż, skoro nie chcesz walczyć będę musiał cię sprowokować. W każdej chwili twoi przyjaciele mogą zostać zabici...Decyzja zależy od ciebie, ale ty nie dajesz mi wyboru... hehehehe
- Przestań!!! - ryknął Rin, wyciągnął miecz z pochwy i ruszył na przeciwnika. Rozpaliły go niebieskie płomienie - znak szatana. Chłopak wkurzył się na maksa. Zaatakował przeciwnika seria rażących uderzeń. Jego głową targała niepewność. Wiedział, że życiu przyjaciół zagrażało wielkie niebezpieczeństwo. Musiał wygrać z Amaimonem za wszelką cenę.
Zielonowłosy z łatwością odpierał wściekłe ciosy przeciwnika. Bawiło go to strasznie. Wyskoczył pod niebo. Niebieskowłosy również podskoczył. Po chwili znaleźli się na tej samej wysokości. Wtedy Amaimon wreszcie ruszył do ataku. Skoczył na Rina i zaczął bić go po twarzy, jak wtedy w wesołym miasteczku... Niebieskiemu krew zaczęła spływać z nosa strumieniami, a kolejne uderzenia tylko potęgowały jego ból. Ale musiał ich ochronić! Całą swą siłą odepchnął Amaimona kopnięciem w brzuch. Zrobił to tak mocno, że tamten zaczął pluć krwią.
- Ty... - warknął zielonowłosy, a zielone płomienie wybuchły z jego wnętrza, z mocą, która powyrywała okoliczne drzewa z korzeniami. Z wściekłością podpalił Rina, który nie był odporny na, aż tak wielka moc.- Moja nowa umiejętność. Podoba ci się? - zapytał Amaimon i pociągnął niebieskookiego z całej siły za ogon. Rin zaskomlał. Wszystko tak bardzo go bolało... Liczne podrapania, rozcięcia, siniaki... W pewnej chwili ich walki zielony, znów skoczył na chłopaka., a zaatakowany upadł z głuchym łoskotem na ziemię, dociśnięty przez króla ziemi. Stracił na chwilę przytomność. Ocknął się po chwili. Rogacz stał przed nim i patrzył z wyższością.
- I co? Zmęczyłeś się? - uśmiechnął się drwiąco.
- Nie, ja... - po chwili chłopak poczuł ostry ból głowy. Amaimon podniósł go za włosy.
- Wstawaj. - warknął. Gdy zielony go opuścił, Rin upadł na twarz. Nie miał już siły. Ale jeśli nie on, to kto pomoże innym?. To zmobilizowało go do dalszej walki. Zebrał się w sobie. Podparł się na rękach i wstał. Wypluł krew z ust. - Twardy jesteś... Takie ciosy zabiłyby już nie jednego... - powiedział Amaimon z uśmiechem.
- Zamknij się! - krzyknął Rin i z zaskoczenia uderzył zielonego kataną w klatkę piersiową. Strumienie świeżej i jasnej krwi polały się na ziemię. Jeden z ośmiu książąt piekieł zawył z bólu i wściekłości. Był demonem, bardzo szybko się regenerował, ale czół ten sam ból co zwykły człowiek. Na dodatek popaliły go płomienie najmłodszego syna szatana.
Rin wyglądał tak, jak opętany, tak jak wtedy, ale tym razem całkowicie panował nad piekielnym ogniem.

Poczuł w sobie nowy dopływ energii. Było mu gorąco, pot lał się z niego strumieniami, zmieszany z krwią i kurzem.
Amaimon po raz pierwszy w tej walce przestraszył się. Mógł znowu przegrać. Bał się. Ostatnim razem obiecał sobie, że już nigdy nie przegra z bratem. Spojrzał na swoją klatkę piersiową. Nie było tam nawet śladu po rozcięciu. Zregenerował się i był już gotów do walki. Z rykiem wściekłości ruszył na Rina, który zręcznie unikał kolejnych ciosów.
Niebieski był gotów na wszystko dla swoich przyjaciół. Ta myśl dodawała mu siły i odwagi. Postanowił odegrać się za akcję z ogonem. Ponieważ Amaimon miał grubszy ogon, Rin podpalił mu go płomieniami. Zielony, tak jak niebieskowłosy wcześniej, zaskomlał z bólu. Chłopak wykorzystał to i rzucił się na niego z mieczem, ale rogacz odskoczył.
Stali teraz obaj, naprzeciw sobie. Walczyli jak równy z równym, ale ta walka miała wyłonić silniejszego. W oczach Rina widać było niebieskie iskry, wściekłość i strach.
- Gdzie oni są? - krzyknął niebieski.
- Wybacz, ale powiem ci prawdę... Nie miałem nic wspólnego z ich porwaniem. Nie wiem gdzie są i czy jeszcze żyją... Powiedziałem, że wiem, bo inaczej byś ze mną nie walczył. Nie chciałbyś marnować cennego czasu. No, ale cóż. Właśnie go straciłeś. - opowiedział z szatańska złośliwością. Do jego brata właśnie dotarło, że zielony nie miał z tym wszystkim nic wspólnego... Chciał tylko rewanżu. Teraz to go dopiero rozzłościł... Małe, niebieskie płomyki pokrywające jego ciało i włosy zaczęły się powiększać i rozpalać go całego. Amaimon nie był pewien co się dzieje. Wszystko wokół zaczęło się palić. Nie widział nic, oprócz błękitnej otchłani. Jednak ta moc była inna niż ta, z która przyszło mu walczyć wcześniej. Ta energia... Rin miał nad nią całkowitą kontrolę...
Nagle coś go pchnęło. Przewrócił się w krąg płomieni. Nie miał jak uciec. Był tak wyczerpany, że nie miał siły się nawet podnieść.
- Zabiję cię... - usłyszał - Oni mogą już nie żyć... i to przez ciebie. - Władca ziemi przestraszył się nie na żarty. Zaczęło robić się niebezpiecznie - było tak od początku, ale teraz niebieski miał nad nim sporą przewagę, poza tym nie wiedział z której strony może zaatakować.
Po chwili w błękitnych płomieniach zaciemniała sylwetka Rina. Wszedł w krąg otoczony płomieniami, w którym leżał wyczerpany Amaimon. Miecz Zabójcy Demonów trzymał w prawej ręce.
- Skończę z tobą i twoimi chorymi pomysłami raz na zawszę. - szepnął najmłodszy syn szatana i uniósł katanę nad głowę. Rogacz nie miał siły by uciekać, czy też próbować się bronić. Całe życie przeleciało mu przed oczami. " I gdzie jest Mephisto, kiedy najbardziej go potrzeba? " - pomyślał zrozpaczony.
Nagle gdzieś z poza płomieni rozległo się wołanie:
- Nii-san! - to był Yukio.
Miecz chłopaka wbił się głucho w ziemię.
- Tym razem ci daruje, ale to już ostatni raz - warknął niebieski, schował miecz i pobiegł do okularnika - udało mu się uciec i teraz miał istotne informacje do przekazania Rin'owi.
Amaimon wstał, chwiejąc się na nogach. Nadal nie rozumiał, dlaczego niebieskooki darował mu życie. Przecież sam go prowokował i próbował pozbawić życia... I wtedy zrozumiał. Brat nie był taki jak ojciec.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz